Vertical Grand Tour. Jak spieprzyć fajny bieg

Przenoszę się na chwilę z ciepłej Fuerte do zimnych Tatr, żeby dokończyć rozpoczętą parę dni temu relację.

O co chodzi w tych zawodach?

Vertical Grand Tour to zawody skialpinistyczne, pod górę, jak sama nazwa wskazuje, na dystansie 4,5 km, +900 m w pionie z Tatrzańskiej Łomnicy do stacji kolejki nad Łomnickim Stawem (na wysokości ok 1800 m). I w czymś takim bardzo chciałam wystartować, ale okazało się, że w ramach zawodów obywał się jeszcze bieg (na dystansie 4,5 km i 2,8 km) oraz bieg na biegówkach. Po namyśle wybrałam jednak bieg. Na fokach prawie w tym sezonie nie chodziłam, musiałabym pożyczać startówki i trochę w nich potrenować. To była dobra decyzja, bo warunki były bardzo trudne, dużo lodu i silny wiatr. A w takich warunkach, żeby się szybko poruszać na fokach trzeba mieć naprawdę dobrze opanowaną technikę.

Start

Start o godz. 16.30. Robi się szaro. Organizator wymaga posiadania czołówki, wiatrówki, czapki i rękawiczek. Jest ok -6 stopni, ale na górze pewnie sporo mniej. Nie mam kijów jak większość biegaczy, ale za to na nogach buty z kolcami. Ruszamy. Wszyscy razem, biegacze, biegacze na biegówkach i skialpiniści. Mimo lekkiego ubioru szybko robi mi się gorąco. Nie startuję w ogóle w tego typu biegach, ale wiem jakiego tętna nie powinnam przekraczać. Trzymam się intensywności biegu na 10 km. Zaczynam trochę wolniej, by mieć zapas na finisz. Biegówkarze szybko zostają w tyle, ścigają się najszybsi biegacze i skialpiniści. Na łagodniejszych momentach na początku trasy mam zdecydowaną przewagę nad skialp, jednak na stromych podejściach już niekonicznie. Buty się ślizgają mimo kolców, nie można sobie pomóc kijkami.

Po mniej więcej 2 km i 20 minutach biegu robi się zupełnie ciemno, a za stacją pośrednią zrywa się wiatr, im wyżej i stromiej tym silniejszy. Nie czuję twarzy, jest przemarznięta. Walczę już tylko z wiatrem i stromym podejściem. Wybieram trasę tak, aby poruszać się po lodzie a nie grząskim śniegu. Na odcinku od 3 do 4 km jest najbardziej stromo i wieje ok. 100 km/godz. Tutaj doganiam biegacza, którego miałam kilkadzisiąt metrów przed sobą przez większość biegu. Dogania mnie też zawodniczka na nartach (jak się okazało późnej Magda Kozielska – mocna dziewczyna!). Niestety wybiera złą drogę, przewraca się na lodzie i zjeżdża kilka metrów w dół. Oglądam się, czy wszystko u niej ok.

Tymczasem tak wieje, że zasłaniam całą twarz dłońmi i próbuję przeć do przodu, tak żeby mnie nie przewróciło. Temperatura odczuwalna ok -20 stopni. Po bardzo stromym podejściu robi się wypłaszczenie i stąd jest już może jakieś 400-500 metrów do mety. W normalnych warunkach byłby naprawdę szybki finisz. W pierwszym momencie ruszam bardzo szybko i wyprzedzam dogonionego wcześniej biegacza,  ścigamy się tak już do mety. Nagle zatrzymuje mnie wiatr, który dodatkowo chce mnie przewrócić. Brakuje mi powietrza, nie mam czym oddychać. Biegnąc te ostatnie metry do mety mam wrażenie, że zaraz się przewrócę, nie ze zmęczenia, ale z niedotlenienia. Udaje mi się wejść na finiszu na maksymalne tętno 172, czyli mniej więcej mój próg mleczanowy, nie jestem w stanie wycisnąć z siebie więcej. Po zatrzymaniu się za metą przez kilka minut łapię powietrze, tak jakbym wynurzyła się z wody.

Ten start to świetne doświadczenie, a w takich ekstrmalnych warunkach jeszcze nie biegłam. Jeśli chodzi o zmęczenie, to chciałam wycisnąć z siebie więcej, ale wiatr uniemożliwiał wejście na wyższe obroty. Pobiegłam w nieco wyższej intensywności niż moje 40-50 minutowe biegi tempowe. Efekt jest taki, że nie miałam żadnych „zakwasów” ani bólu mięśni po biegu. Mocny trening w bardzo trudnych warunkach.

Organizacja nie powala

Napisałabym, że wszystko było super, gdyby nie kropla, która przelała się, gdy już wracaliśmy kolejką w dół ok godz. 21. W skrócie powiem tak: my biegacze w Polsce jesteśmy rozpieszczeni przez organizatorów begów górskich. Jest ich w Polsce cała masa, do koloru, do wyboru i ta konkurencja powoduje, że organizatorzy stają na głowie, aby dogodzić biegaczom i zachęcić ich do udziału właśnie w ich biegu. Tutaj było wszystko na odwrót, a raczej nie było widać żadnej dbałości o to, żeby biegacz wrócił na te zawody za rok. Może jest ich za mało na Słowacji? No to punktuję, co było fajne a co nie.

Fajne
  • możliwość oddania depozytu, który był wwożony do górnej stacji kolejki, gdzie było zakończenie imprezy. Ale czy to jest plus, czy obowiązek, zakończenie zawodów jest o godz. 19, a zjazd kolejką zaplanowany na 20:15, jest -20 stopniu mrozu i noc?
  • fajna trasa i ciekawa formuła połączenia w jednych zawodach konkurencji skialp, biegu i biegówek
Niefajne
  • dekoracja o godz. 19 (która się jeszcze opóźniała), mimo, że pierwsi zawodnicy byli na górze już nieco po godz. 17. Odjazd kolejką zaplanowany dopiero od 20.15
  • jedzenie: najgorsze jakie kiedykolwiek jadłam po jakichkolwiek zawodach. Jakieś tłuste kluski ze skwarkami, kiszoną kapustą i kawałem tłustego mięsa. Do tego kubek słodkiej herbaty. Nie miałam euro, nie miałam nic swojego, musiałam to zjeść. Przypomniało mi się ohydne jedzenie w przedszkolnej stołówce za czasów PRL-u.
  • nagrody: mimo tego, że duża, prestiżowa firma, produkująca narty była głównym sponsorem nie było żadnych nagród dla zwycięzców, przepraszam, pierwszy zawodnik ze wszystkich konkurencji dostał narty. Było też trochę nagród do losowania (chyba po to, aby ludzie siedzieli i wydawali pieniądze w knajpie, przecież musieli coś zjeść i wypić przez tyle czasu.
  • badziewne standardowe puchary (chyba już przywykłam, że organizatorzy biegów górskich wymyślają jakieś fajnie, oryginalne statuetki), o medalach dla zawodników, którzy ukończyli zawody, nikt nie pomyślał.
  • pakiet startowy: organizator nie zapewniał pełnego pakietu dla tych, którzy zapiszą się w późniejszym terminie, a ci którzy zapisali się wcześniej, dostali jakieś dwie chusty a la buff z kiepskiego materiału i breloczek
  • kiepskie oznakowanie trasy, było ciemno i tych niby-światełek odblaskowych prawie nie było widać
  • to wszystko za 19 euro lub 38 euro
  • i na koniec sytuacja, po której kropla się przelała i która sprawiła, że wypisałam te wszystkie minusy: pierwotnie planowałam zaraz po przybiegnięciu szybko się przebrać i zbiegać na dół (ciemno, zimno i późna pora), ale w regulaminie był zakaz zbiegania na dół po zawodach, dekoracja była w stacji kolejki na górze i zapewniony był zjazd (dopiero o 20.15). Zabrałam więc do depozytu dużo ciepłych ciuchów i ciepłe buty zupełnie niebiegowe. Po dekoracji i okropnym jedzeniu czekałam zmęczona z zamykającymi się oczami na kolejkę. Wyszliśmy pół godziny wcześniej na siarczysty mróz, żeby nie czekać jeszcze dłużej w kolejce do kolejki. Gdy wreszcie punkt 20.15 ruszyliśmy (mimo, że wiele osób już czekało, kolejka nie ruszyła wcześniej), zatrzymaliśmy się na stacji pośredniej w połowie stoku. Wysiadka i dalej trzeba z buta, a kto miał narty ten na nartach w dół. Narciarze po to przecież czekali tyle czasu na kolejkę w mrozie, żeby teraz i tak zjechać w 3 minuty. Ja natomiast ubrana w dwie puchowe kurtki i buty miejskie, z wielkim plecakiem teraz mogłam sobie zrobić roztruchtanie po biegu ze skurczami żołądka, w którym trawiły się skwarki i tłusta kiszona kapusta. I tak udało nam się dość szybko zbiec, bo ok 10 minutach (jakieś 2 km) byliśmy przy samochodzie.

Organizacyjnie było więc do dupy, za to bieg sam w sobie to świetne doświadczenie i dobry trening!

A teraz gdy to piszę, mam już 40-stopniowy dystans (słońce, plaża i +40 stopni cieplej), i mogę w sumie powiedzieć, że to były świetne zawody.

Wyniki Skialp

Kobiety
  1. FIGURA Anna – KW Zakopane – 00:47:40,04
  2. KOZIELSKA Magdalena – TKN TATRA TEAM – 00:52:01,39
  3. DANKOVÁ Michaela – Skialp Bobrovec Ski Trab Team – 00:57:45,74
Mężczyźni
  1. DANKO Matus Skialp Bobrovec Ski Trab – 00:40:58,59
  2. BARTOŇ Peter – Sport Rysy – 00:43:32,90
  3. RZĄSA Franciszek – TKN TATRA TEAM – 00:43:35,72

Wyniki Bieg 4,5 km

Kobiety
  1. ŁYJAK Olga – biegamwgorach.pl – 00:50:45,37
  2. ULIČNÁ Slavomíra – SRTG- Krompachy – 01:02:17,44
  3. SPIŠÁKOVÁ Helena – SRTG- Krompachy – 01:05:08,12
Mężczyźni
  1. PETROVIČ Matej – LK Opalisko Závažná Poruba – 00:41:36,90
  2. KRZEMIŃSKI Jerzy – biegamwgorach.pl – 00:44:40,13
  3. PODPERA Tomáš – SALOMON TEAM SVK – 00:44:40,73
Facebookgoogle_plusredditpinterestlinkedinmailFacebookgoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Brak odpowiedzi do "Vertical Grand Tour. Jak spieprzyć fajny bieg"


    Masz coś do powiedzenia?

    HTML jest dozwolony