Łomnica na lekko, free i solo #2

Część 1 tutaj.

Z przełęczy na Łomnicę

Początkowo idę wydeptaną ścieżką między głazami, a to samą granią, a to poniżej niej. Im wyżej, tym ścieżka zanika i droga prowadzi po coraz większych skałach. Z tego co pamiętam z zimowej wycieczki skiturowej na przełęcz, normalna droga trawersuje bardziej na prawo od grani, ale teraz jest tam jeszcze sporo śniegu, więc idę granią. Oczywiście nie bez znaczenia jest fakt, że dostrzegam na grani schodzące ekipy, doganiam też parę osób. W trudniejszym miejscu, na pionowej ściance są łańcuchy i tam robi się zator. Czekam, aż ekipa z przewodnikiem spokojnie zejdzie. Przewodnik wypytuje mnie, gdzie idę, skąd jestem, po czym z ironią stwierdza, że to będzie szybkie wejście i równie szybkie zejście, sugerując, że nie mam sprzętu, a głównie raków. Śmieję się, że wejście nie jest szybkie, bo sobie właśnie tutaj stoimy i gawędzimy, a raki to ja mam! Mijam jeszcze jedną ekipę, która też pyta o raki. W końcu mam okazję je założyć.

Łomnica na biegowo, Wysokie Tatry, biegaczka

Na grani

Pierwsze pole śnieżne przede mną, które wygląda na jedyne. Spotykam tu dwójkę wyposażonych w linę wspinaczy, którzy zmieniają drogę w tym miejscu, gdyż nie mają raków ani czekana. Ja też nie mam czekana. Boję się i chcę jak najszybciej przejść ten odcinek. Pocieszam się, że czekan w tak miękkim śniegu i tak wiele by nie pomógł. Mimo wszystko zawsze działa to lepiej na psychikę, gdy masz ten kawałek metalu w ręce. Niemal przebiegam ten odcinek patrząc na zbocze pode mną, kawałek stromo po śniegu, a potem skałki i przepaść. Nie chciałbym się tutaj pośliznąć! Cholera, jeszcze muszę tędy wrócić! Na razie o tym w ogóle nie myślę. Kończy się śnieg i stoję już spokojnie na małej półeczce pod pionową ścianą uzbrojoną w łańcuchy i klamry. Zdejmuję raki spoglądając w górę, jak nade mną spokojnie, z pełną asekuracją schodzi wspinacz, a jakiś czas za nim jego partner zbierający karabinki. Obserwuję, jak bardzo pomału i ostrożnie, przodem do stoku, zaasekurowany liną, przemierza pole śnieżne, wbijając raki i czekan w śnieg, tam, gdzie ja przed chwilą niemal przebiegłam. To są ostatnie osoby, które spotykam dziś na tej górze (z wyjątkiem szczytu). Chowam raki do plecaka, będąc święcie przekonana, że już ich do samej góry nie wyjmę.

Łomnica, Wysokie Tatry, biegaczka

Na grani

Gdy dwóch turystów schodzi ze ścianki mam drogę wolną. Trochę mi ona przypomina fragment trasy KIMA, więc czego tu się bać, skoro takie wejścia robiłam na zawodach? Szybko pokonuję ten pionowy odcinek, by stwierdzić wyżej, że nie był wcale najtrudniejszy. Dalej może już nie jest tak pionowo, ale widzę parę całkiem stromych odcinków ze śniegiem. Sporo żelastwa jeszcze, które niestety miejscami przykryte jest śniegiem. I te odcinki to dla mnie największy hardcore. Nie mając czekana wbijałam się w śnieg rękami, jak najmocniej wbijam moje biegowe butki w śnieżne stopnie, które co jakiś czas osuwają się spod nóg. Prawie nie czuję już dłoni. Tam gdzie mogę, idę bliżej skał, żeby mieć jakieś pewniejsze chwyty.

Po paru śnieżnych odcinkach znowu skały i łańcuchy, więc zdejmuję raki, nie widząc, co będzie dalej. Potem znowu stromo po śniegu i znowu raki. Boję się i nie powiem, że czuję się komfortowo. Dodatkowo już pod samym szczytem mam sporą widownię gapiów, którzy wjechali sobie kolejką i piją właśnie piwko.

Łomnica, Wysokie Tatry, biegaczka

Wreszcie wychylam się ponad ostatnie skałki i widzę szczyt! Zdejmuję raki i już prawie biegnę ostatni kawałek granią,  potem przebijam się przez metalowe barierki i wskakuję na metalowy widokowy mostek na szczycie. Nie mam dużo czasu na odpoczynek i cieszenie się piękną panoramą, jest już prawie 16, a przede mną zejście, które w tej chwili wydaje mi się niemożliwe. Odganiam jednak od siebie myśli, żeby zjechać kolejką. To nie będzie zdobycie szczytu, jeśli nie zejdę na własnych nogach, poza tym już nie mogę doczekać się zbiegu z przełęczy!

Tu muszę przyznać, że wejście na nawet najtrudniejszą górę, jeśli widzisz tłum ludzi, który wjechali kolejką, odbiera całą magię i urok gór. Przypominam sobie teraz szczyty, na które wchodziłam mozolnie i spotykałam na górze tylko jednego, takiego jak ja zapaleńca. To jest dopiero radość! Dzielić te wspaniałe widoki z kimś, kto podobnie jak ty, zdobył szczyt o własnych siłach i przepełniony jest wrażeniami, które zbierał przez wiele godzin podejścia.

Łomnica, Wysokie Tatry, biegaczka

Selfie na szczycie!

Powrót

Nie mam jednak tym razem czasu na kontemplowanie natury i rozmyślania, uzupełniam flaski w stacji kolejki i zmykam w dół. Czeka mnie zakładanie raków i schodzenie stromych odcinków po śniegu – to jest najtrudniejsze i z wejścia i zejścia i wydaje mi się, że bez tego śniegu cała ta akcja nie robiłoby na mnie większego wrażenia. Najgorszy moment jest na początku, gdy schodzę po skałach prosto na śnieg, robię parę kroków w dół, przodem do stoku, ale bez raków nie daję rady. Mając cały czas publiczność nad głową, decyduję w końcu założyć raki na małej śnieżnej i bardzo wątpliwej półeczce. Dalej idę już bardziej mechanicznie.

Jest późno, spieszę się i nie tracę tyle czasu na myślenie, gdzie postawić nogę, jak podczas podejścia. Strome odcinki po śniegu przechodzę jakoś dziwnie szybko, ale z duszą na ramieniu. Gdy docieram do ostatniego pionowego zejścia z łańcuchami i klamrami, przed którym muszę zdjąć raki, wiem, że najgorsze już za mną. Szybko schodzę, potem znowu zakładanie raków i ostatni trawers po śniegu, który wydaje mi się teraz dziwnie łatwy. Po tym trawersie już tylko suche, granitowe skały i zejście granią do przełęczy.

Łomnica na biegowo, Wysokie Tatry, biegaczka

Opalanie na grani 🙂

Jest cudownie! Słońce chyli się powoli ku zachodowi, odpoczywam na cieplej skale na samym czubku grani, suszę skarpetki i buty. Mogłabym tu zostać na zawsze. Nikogo już dawno nie ma na tej górze i teraz mogę kontemplować otaczające mnie piękno, w dole Dolina Pięciu Stawów Spiskich i maciupeńka Chata Teryho wyglądają bajecznie. Ostre szczyty dookoła doliny są już prawie czarne na tle niebieskiego nieba, oświetlane od zachodu ciepłymi promieniami słońca. Przepięknie mieni się zachodnia ściana Łomnicy. Jest tak cudnie, ciepło i cicho, że chcę tu zostać aż do zmroku. Jednak zbieg w ostatnich promieniach słońca z Łomnickiej Przełęczy kusi mnie coraz bardziej. W końcu wstaję i zaczynam żwawiej schodzić po grani, a potem zbiegam lekko do Łomnickiego Stawu. Wreszcie mogę rozprostować nogi! Na szlaku spotykam tylko kozice. Czym jest zdobycie szczytu – pytam siebie – jeśli wjedzie się na przełęcz kolejką, a potem skorzysta z niej, żeby dostać się na dół?

Po 20 minutach od Łomnickiego Stawu jestem już przy samochodzie, głodna jak wilk i szczęśliwa, że zrobiłam coś całkiem fajnego, że odważyłam się pójść w nieznane i że to nieznane wcale nie było takie trudne, jak mi się wydawało. Coś co było tak bardzo obce i groźne, jest teraz moje, tylko moje. Czuję się szczęśliwa, że mogę okrywać nowe miejsca, zdobywać kolejne góry i poszerzać swoje doświadczenie, robić coś, z czego jestem dumna. Czuję ogromną wdzięczność, że mam odwagę i siłę na takie przygody!

Łomnica na biegowo, Wysokie Tatry, biegaczka

Link na stravie tutaj.

Pierwsza część tutaj.

Więcej zdjęć!

Facebookgoogle_plusredditpinterestlinkedinmailFacebookgoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

4 komentarze do "Łomnica na lekko, free i solo #2"

  • comment-avatar
    Paweł
    16 lipca 2017 (23:02)
    Odpowiedz

    Piękna wycieczka. Też bym chciał się tam wybrać. Czy dobrze widać szlak, tzn. czy kamienie są przetarte, tak, że wizualnie można go dostrzec? Czy po prostu w zimie ścieżka w śniegu była wydeptana i dlatego się nie pogubiłaś?

    Pozdrawiam,
    Paweł

    • comment-avatar
      biegamwgorach
      21 lipca 2017 (14:23)
      Odpowiedz

      Jak dla mnie tam nie da się zgubić, jak się dobrze pójdzie na grani i dojdzie do łańcuchów to potem już jest łatwo orientcyjnie.

  • comment-avatar
    Marcel
    24 lipca 2017 (21:12)
    Odpowiedz

    Czyli można wejść na Łomnicę bez wynajęcie przewodnika ?


Masz coś do powiedzenia?

HTML jest dozwolony