Bieg Marduły – udana rozgrzewka!

Bieg Marduły MP Skyrunning

Stresowałam się przed startem, wydawało mi się, że podchodzę do tego biegu na luzie, ale jednak miałam obawy, jak mi pójdzie, w końcu dawno w tak długim biegu nie brałam udziału. Zakładałam, że jeśli pobiegnę w 3:50 – 4:00 godziny, to będzie to super wynik, jak na moje przygotowania (pisałam o nich tutaj), a wyszło nawet lepiej.

Do Karbu jak w bajce

Pierwsze dwa kilometry wszyscy ruszyli bardzo mocno, ale nie dziwię się, nikt nie chciał stać w kolejce na Nosalu. Dziewczyny też ruszyły mocno, ja starałam się biec spokojnie, ale już przed wbiegiem na Nosal minęłam Natalię Tomasiak, potem Emilię Romanowicz, a na początku zbiegu Martynę Kantor. Chciałam na Nosalu wyprzedzić, jak najwięcej osób, wiedziałam, co się będzie działo na trudnym technicznym zbiegu – widać to na zdjęciach. Pozostałe dziewczyny były poza moim zasięgiem, tak mi się przynajmniej wydawało.

Bardzo dobrze mi się podbiegało, aż za dobrze, ale starałam się cały czas mieć zapas. Podbieg do Murowańca, Czarny Staw Gąsienicowy i Karb – do tego momentu biegło mi się znakomicie. Za plecami ciągle widziałam Martynę Kantor, ale nie przejmowałam się tym, wiedziałam, że ucieknę na zbiegu.

I właśnie na Karbie poczułam, że coś jest nie tak. Już wcześniej czułam, że drętwieje mi prawa stopa, myślałam jednak, że to z braku rozgrzania, że to zaraz przejdzie. Ale na Karbie zaczęły mnie łapać dziwne skurcze po wewnętrznej części stopy, promieniujące ku górze. Naprawdę się wtedy przeraziłam – nigdy nie miałam żadnych skurczy, już miałam wizję, że to koniec biegu. Nie mogłam normalnie zbiegać, prawa stopa była jak sparaliżowana. I nagle trach, poleciałam na tyłek na zbiegu, nic się nie stało, ale zbiegałam już ostrożniej, i zaraz druga gleba, tym razem na kolana. Uświadomiłam sobie, że to przez tą prawą stopę, w której nie ma czucia. Dotarło do mnie, że uciska mnie prawy but w górnej części stopy.

Postanowiłam jednak zbiec jakoś do Hali Gąsienicowej, starając się rozluźniać stopę i dopiero na początku podbiegu na Liliowe zatrzymałam się, żeby rozsznurować i ponownie zawiązać but. Byłam spokojniejsza i dalej uciekałam Martynie, już jej nie widziałam, a na Liliowym znajomi krzyczeli, że mam niewielką przewagę do Dominiki Stelmach (ok 3 min.). Super! – pomyślałam, ale na płaskim odcinku na grani znowu poczułam stopę i postanowiłam zatrzymać się na Kasprowym i jeszcze bardziej poluzować buta.

Walka od Kasprowego

Na Kasprowym czekał na mnie Rafał Malinowski z żelami i flaskiem, który pomógł mi też z butem, podczas gdy pakowałam żele za stanik i piłam. (Rafał, wielkie dzięki za pomoc!). I chyba właśnie na Kasprowym skończył się mój dobry bieg, a zaczęła się walka ze zmęczeniem. Na zbiegu bardzo się męczyłam, nie wiem, czy bałam się kolejnych gleb, czy ta prawa stopa od ucisku przez ponad 2 godziny pracowała nie tak, jak trzeba. Jakoś jednak pokonałam te kilka kilometrów zbiegu, ale na dole miałam już nogi jak z waty.

Byłam jednak pewna, że mam sporą przewagę nad Martyną i trochę poluzowałam. A tu jeszcze długi podbieg do Kalatówek i potem sporo podbiegów na Ścieżce nad Reglami. Biegłam już resztkami sił, a gdy zaczął się wreszcie trudy, techniczny zbieg Doliną Białego, odetchnęłam, cieszyłam się  ogromnie, że mam 4 miejsce, jak się okazało, przedwcześnie!

Mocne ostatnie 2 kilometry

U wylotu Doliny Białego usłyszałam za sobą tuptanie, obejrzałam się – Martyna! Niemożliwe – pomyślałam – jeśli mnie tutaj dogoniła, to znaczy, że ma więcej siły niż ja. W lesie udało mi się jeszcze jej uciekać, ale gdy wbiegłyśmy na płaski jak stół asfalt, Martyna po prostu wystrzeliła jak rakieta i minęła mnie bez żadnego problemu! To było straszne! Pierwszy raz ktoś mnie tak rozłożył na łopatki na końcówce biegu, byłam bezradna, nie byłam w stanie już przyspieszyć i jej dogonić, mimo, że biegłam już z całych sił – ostatnie dwa kilometry w tempie ok 4:00.

Biegnąc tę końcówkę i patrząc jak Martyna mi ucieka, pocieszałam się, że strata 4 miejsca nie jest jeszcze najgorsza, to nie była walka o podium. Mimo wszystko dzięki Martynie udało się podkręcić czas do 3:48. A z tego wyniku jestem bardzo, bardzo zadowolona!

Sprzęt, jedzenie i picie

Biegłam w butach adidas adizero XT boost – bardzo dobre buty na skały, trzeba tylko umieć je sznurować 😉

Zjadłam 7 żeli Squeezy – 3 żele i 4 drink żele

Wypiłam ok 2 litry płynów – trochę wody, coli i pół litra wody z miodem i elektrolitami

To był dobry pomysł, żeby nie brać kijków, większość podbiegów udało się podbiegać, a na stromych podejściach kije przeszkadzają. Przydałyby się natomiast na końcówce – podbiegu do Kalatówek i Ścieżce nad Reglami.

Wnioski

Nie spodziewałam się takiego wyniku, a mogło być jeszcze – o parę minut – lepiej, gdyby nie przygody z butami. Jednak na biegach górskich zawsze może się coś zdarzyć i nie ma co gdybać. Ten bieg uświadomił mi, że treningi idą w dobrym kierunku. Najbardziej jestem zadowolona z podbiegów, nie miałam też żadnych bóli w pośladkach ani łydkach po biegu (co zawsze było moim problemem). Tym razem dostały w kość najbardziej czwórki i… ramiona! Zdychanie w drugiej połowie biegu to skutek małego kilometrażu, a to akurat najłatwiej jest mi poprawić. Ten bieg to była udana rozgrzewka!

Zdjęcia: Mika Qzniak, Andrzej Tomczyk, Krzysztof Borgiel, Magdalena Bogdan, Anna Karpiel-Semberecka

Facebookgoogle_plusredditpinterestlinkedinmailFacebookgoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Brak odpowiedzi do "Bieg Marduły - udana rozgrzewka!"


    Masz coś do powiedzenia?

    HTML jest dozwolony