biegamwgorach – BIEGAM W GÓRACH https://biegamwgorach.pl treningi w Tatrach, bieganie w górach i w terenie, biegi górskie, obozy biegowe w górach, Sun, 08 Sep 2024 12:03:51 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.6.4 Biegowa majówka w Tatrach https://biegamwgorach.pl/biegowa-majowka/ https://biegamwgorach.pl/biegowa-majowka/#comments Mon, 20 Mar 2023 18:13:18 +0000 https://biegamwgorach.pl/?p=9078 Zapraszamy na 5-dniowy obóz biegowy w Tatrach, który skierowany jest do miłośników sportu i aktywnego trybu życia, pragnących rozpocząć swoją przygodę z terenem górskim.

CENA: 1350 zł *


Zapisy i dalsze informacje

  • Zapisz się TUTAJ
  • Zapisy do dnia 22 kwietnia 2023 roku

W cenie obozu

  • trzy całodniowe wycieczki biegowe w Tatrach
  • trening biegowy aklimatyzacyjny
  • technika treningu z kijami – testowanie kijów marki LEKI
  • technika podbiegów i zbiegów
  • testowanie kamizelek biegowych i pasów biegowych marki CamelBak
  • ćwiczenia z rozciągania dla biegaczy
  • trening mobility dla biegaczy
  • wykład na temat sprzętu do biegów górskich, odżywiania i suplementacji
  • opieka trenerów i przewodnika tatrzańskiego
  • ubezpieczenie NNW
  • transport busem do wylotu szlaków

Każdy Uczestnik otrzyma

  • opaskę biegową marki ATTIQ
  • batony, żele i inne suplementy ALE Active Life Energy
  • butelki/flaski CamelBak
  • kije marki LEKI oraz kamizelkę/pas biegowy CamelBak do testowania podczas obozu

* Cena nie obejmuje noclegu oraz biletów wstępu do TPN. Koszt noclegu z wyżywieniem: 400 zł (4 noce, śniadania i obiadokolacje), miejsce: Willa Tadeusz, Zakopane.


Prowadzenie obozu i treningów

Beata Lassak – zawodniczka w biegach górskich i skialpinizmie, przewodniczka tatrzańska i skiturowa, w wolnym czasie wspina się w Tatrach i uprawia taternictwo jaskiniowe.

Olga Łyjak – biegaczka górska, miłośniczka sportów górskich w każdej postaci, zawodniczka w biegach górskich i skialpinizmie, trenerka biegów górskich, przebiegła i przeszła na skiturach niemal każdy szlak w Tatrach Polskich i Słowackich.


Szczegóły oferty

Jesteśmy dwiema aktywnymi sportowo dziewczynami, znającymi tereny Tatr jak własną kieszeń. Praktycznie każdy dzień spędzamy na aktywności bądź wyjściu służbowym w Tatrach. Jest to pewien rodzaj pozytywnego uzależnienia, dzięki któremu nabyłyśmy w sposób praktyczny posiadane umiejętności, a teraz mamy okazję podzielić się nimi z Tobą.

Na obozie zdobędziesz wiedzę na temat różnych form treningu w górskim terenie oraz nauczysz się techniki podejść i podbiegów z kijami. Poznasz ciekawe trasy biegowe w Tatrach. Dowiesz się, jaki sprzęt zabierać w góry i jak odżywiać się w trakcie, przed i po górskich treningach, by mieć energię na kolejny aktywny dzień.

Na obóz składają się 3 wycieczki biegowe w górach, trening aklimatyzacyjny, trening podbiegów i techniki podchodzenia z kijami, testowanie kijów marki LEKI, trening biegowy na pożegnanie, testowanie produktów odżywczych marki ALE, praktyczne zajęcia rozciągające oraz trening mobility dla biegaczy.

Pragniemy pokazać Ci kawałek naszego górskiego świata. Magicznego, pełnego różnych niespodzianek, ale i pięknego w jak najbardziej bezpieczny sposób. Tak by pewnym krokiem powracać i przekraczać poznane już granice Tatr z szacunkiem i miłością do otaczającej przyrody oraz z umiejętnościami nabytymi na naszych obozach.

]]>
https://biegamwgorach.pl/biegowa-majowka/feed/ 1
Wiosenne bieganie w Tatrach https://biegamwgorach.pl/wiosenne-bieganie-w-tatrach/ https://biegamwgorach.pl/wiosenne-bieganie-w-tatrach/#comments Mon, 09 Jan 2023 18:09:17 +0000 https://biegamwgorach.pl/?p=9051 Zapraszamy na 4-dniowy obóz biegowy w Tatrach, który skierowany jest do miłośników sportu i aktywnego trybu życia, pragnących rozpocząć swoją przygodę z terenem górskim.


Zapisy i dalsze informacje

  • napisz TUTAJ
  • Zapisy do dnia 31 marca 2023 roku

W cenie obozu

  • trzy całodniowe wycieczki biegowe w Tatrach
  • trening biegowy aklimatyzacyjny
  • trening biegowy z kijami i technika podbiegów z kijami – testowanie kijów marki LEKI
  • technika podbiegów i zbiegów
  • testowanie kamizelek biegowych i pasów marki CamelBak
  • ćwiczenia z rozciągania dla biegaczy
  • trening mobility dla biegaczy
  • wykład na temat sprzętu do biegów górskich, odżywiania i suplementacji
  • opieka trenerów i przewodnika tatrzańskiego
  • ubezpieczenie NNW

Uczestnicy otrzymają koszulki biegowe ATTIQ oraz batony, żele i suplementy ALE Active Life Energy i inne upominki od naszych partnerów.

Cena: 1250 zł

Cena nie obejmuje noclegu. Koszt noclegu z wyżywieniem 500 zł.


Prowadzenie obozu i treningów

Beata Lassak – zawodniczka w biegach górskich i skialpinizmie, przewodniczka tatrzańska i skiturowa, w wolnym czasie wspina się w Tatrach i uprawia taternictwo jaskiniowe.

Olga Łyjak – biegaczka górska, miłośniczka sportów górskich w każdej postaci, trenerka biegów górskich, przebiegła i przeszła na skiturach niemal każdy szlak w Tatrach Polskich i Słowackich.


Szczegóły oferty

Jesteśmy dwiema aktywnymi sportowo dziewczynami, znającymi tereny Tatr jak własną kieszeń. Praktycznie każdy dzień spędzamy na aktywności bądź wyjściu służbowym w Tatrach. Jest to pewien rodzaj pozytywnego uzależnienia, dzięki któremu nabyłyśmy w sposób praktyczny posiadane umiejętności, a teraz mamy okazję podzielić się nimi z Tobą.

Na obozie zdobędziesz wiedzę na temat różnych form treningu w górskim terenie oraz nauczysz się techniki podejść i podbiegów z kijami. Poznasz ciekawe trasy biegowe w Tatrach. Dowiesz się, jaki sprzęt zabierać w góry i jak odżywiać się w trakcie, przed i po górskich treningach, by mieć energię na kolejny aktywny dzień.

Na obóz składają się 3 wycieczki biegowe w górach, trening aklimatyzacyjny, trening podbiegów i techniki podchodzenia z kijami, testowanie produktów odżywczych marki ALE, praktyczne zajęcia rozciągające oraz trening mobility dla biegaczy.

Pragniemy pokazać Ci kawałek naszego górskiego świata. Magicznego, pełnego różnych niespodzianek, ale i pięknego w jak najbardziej bezpieczny sposób. Tak by pewnym krokiem powracać i przekraczać poznane już granice Tatr z szacunkiem i miłością do otaczającej przyrody oraz z umiejętnościami nabytymi na naszych obozach.

Obóz biegowy w Tatrach
Obóz biegowy w Tatrach
]]>
https://biegamwgorach.pl/wiosenne-bieganie-w-tatrach/feed/ 6
Obóz skiturowy w Tatrach https://biegamwgorach.pl/oboz-skiturowy-w-tatrach/ https://biegamwgorach.pl/oboz-skiturowy-w-tatrach/#respond Fri, 30 Dec 2022 12:14:20 +0000 https://biegamwgorach.pl/?p=8980 Chcesz posmakować górskiej przygody z dziewczynami, które znają Tatry jak własną kieszeń?
Zapraszamy na nasze obozy skiturowe w Zakopanem, które skierowane są osób pragnących nauczyć się poruszania na nartach skiturowych w terenie górskim lub poprawić swoje umiejętności i zdobyć wiedzę na temat lawin.

  • Terminy: 16 – 19 lutego 2023 oraz 2 – 5 marca 2023
  • Miejsce: Zakopane pod Skocznią
  • Wyżywienie: śniadania i obiadokolacje
  • Dla kogo: początkujących i średnio-zaawansowanych (wymagana podstawowa umiejętność jazdy na nartach) a także dla osób zaawansowanych chcących odświeżyć wiedzę na temat lawin w teorii i praktyce

Zapisy i dalsze informacje


W cenie obozu

  • 3 wycieczki skiturowe
  • wypożyczenie sprzętu skiturowego i lawinowego (o wartości ok 450 zł)
  • szkolenie lawinowe w terenie
  • nauka posługiwania się lawinowym ABC
  • szkolenie poruszania się na skiturach i jazdy poza trasami
  • wykład na temat turystyki skiturowej, sprzętu i lawin
  • ćwiczenia rozciągające
  • opieka trenerów, przewodnika tatrzańskiego i skiturowego, instruktora narciarstwa zjazdowego
  • sauna
  • ubezpieczenie NNW

Uczestnicy otrzymają opaski obozowe ATTIQ oraz batony i suplementy ALE Active Life Energy i inne upominki od naszych partnerów.

Cena: 1450 zł

Cena nie obejmuje noclegu. Zapraszamy do pensjonatu Willa Skała pod Skocznią w Zakopanem, ul. Bronisława Czecha 6. Koszt 470 zł (3 noclegi z wyżywieniem).


Prowadzenie obozu i szkolenia

Beata Lassak – zawodniczka w biegach górskich i skialpinizmie, przewodniczka tatrzańska i skiturowa, w wolnym czasie wspina się w Tatrach i uprawia taternictwo jaskiniowe.

Olga Łyjak – biegaczka górska, miłośniczka sportów górskich w każdej postaci, trenerka biegów górskich, przebiegła i przeszła na skiturach niemal każdy szlak w Tatrach Polskich i Słowackich.


Szczegóły oferty

Jesteśmy dwiema aktywnymi sportowo dziewczynami, znającymi tereny Tatr jak własną kieszeń. Praktycznie każdy dzień spędzamy na aktywności bądź wyjściu służbowym w Tatrach. Jest to pewien rodzaj pozytywnego uzależnienia, dzięki któremu nabyłyśmy w sposób praktyczny posiadane umiejętności, a teraz mamy okazję podzielić się nimi z Tobą.

Na obozie zdobędziesz wiedzę na temat lawin, jak można zniwelować ich wystąpienie, jak należy posługiwać się lawinowym ABC (detektorem, sondą i łopatą), oceniać teren i związane z nim zagrożenie lawinowe oraz bezpiecznie wyznaczać i planować trasę zimowej wycieczki

Dodatkowo na obozie dowiesz się o ciekawych szlakach skiturowych w Tatrach, które nieco różnią się od ich letnich odpowiedników.  Pokażemy Ci nasze ulubione i sprawdzone trasy skiturowe oraz jak radzić sobie zimą w górach i co zakładać by czuć się komfortowo. Dowiesz się, co zabierać ze sobą w góry tak, by wycieczka była jak najbardziej przyjemna, a zawartość plecaka zbyt mocno nie ciążyła na plecach. 

Na obóz składają się 3 wyjścia skiturowe, wykład i ćwiczenia lawinowe w terenie, testowanie produktów odżywczych marki ALE, praktyczne zajęcia rozciągające oraz teoretyczna, metodyczna i praktyczna wiedza na tematy związane ze skiturami i lawinami.

Pragniemy pokazać Ci kawałek naszego górskiego świata. Magicznego, pełnego różnych niespodzianek, ale i pięknego w jak najbardziej bezpieczny sposób. Tak by pewnym krokiem powracać i przekraczać poznane już granice Tatr z szacunkiem i miłością do otaczającej przyrody oraz z umiejętnościami nabytymi na naszych obozach. 


Co zabrać na obóz

Do zobaczenia w Tatrach!

skitury, Tatry, obozy skiturowe, obozy w góracg

]]>
https://biegamwgorach.pl/oboz-skiturowy-w-tatrach/feed/ 0
Sprzęt na obóz skiturowy w Tatrach https://biegamwgorach.pl/sprzet-oboz-skiturowy/ https://biegamwgorach.pl/sprzet-oboz-skiturowy/#respond Fri, 30 Dec 2022 11:52:51 +0000 https://biegamwgorach.pl/?p=8999 Uprawianie narciarstwa skiturowego w Tatrach wymaga odpowiedniego sprzętu. Poza sprzętem narciarskim ważne jest odpowiednie ubranie, inne na podejście, inne na zjazdy. Może być piękna słoneczna pogoda, ale trzeba też liczyć się z silnym mrozem i dużym wiatrem. A plecak ma przecież swoje ograniczenia.

Na obóz skiturowy polecamy zabrać

Jeśli masz jakiekolwiek pytania lub wątpliwości odnośnie sprzętu, napisz do nas.

Obóz skiturowy w Tatrach, sprzęt n skitury
  • sportowy plecak 20-30 litrowy (skiturowy, biegowy albo trekkingowy)
  • wodoodporna kurtka (Goretex lub podobna)
  • kurtka puchowa lub typu Primaloft
  • dodatkowe spodnie zewnętrzne (Goretex lub podobne)
  • ciepła bluza (typu Polar lub Softshell)
  • długie spodnie (trekkingowe lub narciarskie)
  • bielizna termoaktywna (góra – dół)
  • czapka i rękawiczki (ciepłe rękawiczki do zjazdu)
  • ciepłe skarpety do kolan (mogą być kompresyjne)
  • okulary przeciwsłoneczne lub gogle
  • latarka typu „czołówka”
  • apteczka + folia NRC
  • krem na zimę z filtrem
  • bidon/termos
  • lekki kask narciarski, kask skiturowy lub wspinaczkowy (jeśli nie masz kasku, wypożyczymy dla Ciebie razem z pozostałym sprzętem)

Zapraszamy na nasze obozy skiturowe w Tatrach.

]]>
https://biegamwgorach.pl/sprzet-oboz-skiturowy/feed/ 0
Sylwestrowy obóz biegowy w Tatrach https://biegamwgorach.pl/sylwestrowy-oboz-biegowy-w-tatrach/ https://biegamwgorach.pl/sylwestrowy-oboz-biegowy-w-tatrach/#comments Sat, 17 Nov 2018 17:33:22 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=8384 Zapraszam na biegowego Sylwestra w Tatrach! Na obozie oprócz treningów biegowych – skitury i biegówki (dla chętnych), baseny termalne, zajęcia z rozciągania i ćwiczenia wzmacniające.


Program obozu

  • 5 treningów biegowych
  • w tym 2 długie wycieczki biegowe w Tatrach Wysokich i Zachodnich
  • biegówki na trasach biegowych w Kościelisku (z instruktorem)
  • wycieczka skiturowa (dla chętnych)
  • trening podbiegów i siły biegowej
  • technika treningu z kijami
  • 3 zajęcia z rozciągania
  • ćwiczenia wzmacniające dla biegaczy
  • baseny termalne
  • wskazówki na temat treningu, regeneracji i strategii startowej

Uczestnicy otrzymają czapki obozowe marki ATTIQ oraz batony ALE i izotonik do testowania.


Prowadzenie obozu i treningi

Olga Łyjak – biegaczka górska, skialpinistka, trenerka

  • rzuciła karierę w Warszawie i ponad 4 lata temu przeprowadziła się do Zakopanego – w tym czasie biegiem i na nartach poznała niemal każdy zakątek Tatr
  • specjalizuje się w treningu do biegów górskich i ultra dla początkujących i zaawansowanych
  • łączy różne dyscypliny w rozwoju sportowym: bieganie, wspinanie, jazdę na rowerze, skialpinizm, jogę
  • publikuje artykuły na temat treningu i tras biegowych w Magazynie GÓRY i na blogu
  • zajmuje czołowie miejsca w biegach górskich: wicemistrzyni Polski w maratonie górskim, 2. miejsce w Biegu Ultra Granią Tatr, 1. miejsce w ultramaratonie Bieg 7 Dolin 64 km, 1. miejsce i rekord trasy w wysokogórskich zawodach Aladaglar Sky Trail
  • oraz wysokie miejsca w zawodach Pucharu Świata Skyrunning (Trofeo Kima, Tromso Skyrace, Glen Coe Skyline)
  • realizuje własne projekty górskie, m.in. kobiecy rekord przebiegnięcia Orlej Perci

Kamil Weinberg – biegacz ultra, zawodnik biegów przeszkodowych, wspinacz, dziennikarz sportowy

  • ukończył wiele prestiżowych zawodów ultra powyżej 100 km, m.in. Tenerife Blue Trail, Andorra Ultra Trail (Mitic)
  • startuje w biegach przeszkodowych na dystansach ultra i w górach
  • dokonał wielu (prawdopodobnie) pierwszych przejść wspinaczkowych w górach Półwyspu Bałkańskiego
  • publikuje teksty związane z biegami górskimi i przeszkodowymi
  • Kamil będzie opiekował się grupą osób początkujących na wycieczkach i treningach biegowych

Cena

900 zł – bez noclegów i wyżywienia

1450 zł – z noclegiem i wyżywieniem (+100 zł pokój jednoosobowy)

Cena nie zawiera wypożyczenia sprzętu skiturowego (90 zł, trzeba posiadać swój kask) oraz biegówkowego (25 zł).


Zapisz się na obóz za pomocą

Na zapisy czekamy do 10 grudnia. Obóz odbędzie się przy minimum 6 osobach.


Co zabrać na obóz?

Do zobaczenia w Tatrach!

Tatry, biegaczka, obóz biegowy

Skupniów Upłaz. Fot. Łukasz Smogorowski

]]>
https://biegamwgorach.pl/sylwestrowy-oboz-biegowy-w-tatrach/feed/ 8
Kwietniowy obóz biegowy w Tatrach https://biegamwgorach.pl/kwietniowy-oboz-biegowy-w-tatrach/ https://biegamwgorach.pl/kwietniowy-oboz-biegowy-w-tatrach/#comments Wed, 14 Feb 2018 14:45:09 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=7280 Serdecznie zapraszam na wspólne bieganie i treningi w Tatrach, w najpiękniejszym okresie, kiedy kwitną krokusy!


W planie obozu

  • dwie wycieczki biegowe w Tatrach Wysokich i Zachodnich
  • dwa treningi biegowe w Tatrach Zachodnich
  • technika treningu z kijami
  • technika podbiegów i zbiegów
  • zajęcia z rozciągania
  • SPA w Gorącym Potoku (sauny, kąpiele siarczkowe i borowinowe, jacuzzi)
  • rozpisanie indywidualnego planu treningowego
  • upominki od sponsorów

Zapisz się na obóz za pomocą

Na zapisy czekamy do płowy marca. Obóz odbędzie się przy minimum 6 osobach.

Kwietniowy obóz biegowy w Tatrach 2015. Fot. Błażej Łyjak

Kwietniowy obóz biegowy w Tatrach 2015. Fot. Błażej Łyjak

Kwietniowy obóz biegowy w Tatrach 2015. Fot. Błażej Łyjak

Kwietniowy obóz biegowy w Tatrach, 2015. Fot. Błażej Łyjak

Zdjęcie na górze Adam Brzoza

]]>
https://biegamwgorach.pl/kwietniowy-oboz-biegowy-w-tatrach/feed/ 4
Nie prześpij zimy. Wszystko o budowaniu bazy biegowej https://biegamwgorach.pl/budowanie-bazy-zima/ https://biegamwgorach.pl/budowanie-bazy-zima/#respond Sat, 06 Jan 2018 17:37:01 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=7188
wycieczka biegowa, Białe Stawy, Tatry Słowackie

Dolina Białych Stawów, Tatry Słowackie

Co warto wiedzieć o budowaniu bazy zimą

Przyjęło się, że zima to czas na budowanie bazy tlenowej oraz siły całego organizmu. Wynika to z tradycyjnego podziału roku na dwa sezony startowe – wiosenny i jesienny, późnej jesieni jako okresu na roztrenowanie, a zimy na budowanie bazy. Jednak u wielu biegaczy, nie tylko amatorów, sezon startowy trwa cały rok. Jest moda na starty treningowe, nawet na dystansach 100 km i ten klasyczny podział mocno się zaciera. Zawodnicy często trenują mocno cały rok. Ja skłaniam się do koncepcji, żeby jednak zimę przeznaczyć na trening ogólnorozwojowy i budowanie bazy tlenowej. Zwłaszcza, gdy masz za sobą mocny sezon startowy na dystansach ultra. Wtedy trzeba dać organizmowi odpocząć. Oczywiście to nie oznacza człapania przez całą zimę. Niżej przedstawiam przykładowy trening.

W okresie zimowy powinieneś kontynuować trening ogólnorozwojowy, który wdrożyłeś w okresie roztrenowania – wzmacnianie poprzez ćwiczenia siłowe, trening funkcjonalny czy crossfit. Taki trening warto wykonywać dwa razy w tygodniu. Jeśli jesteś biegaczem zaawansowanym możesz w jednym dniu wykonać trening wzmacniający i bieganie. Biegacze początkujący i średniozaawansowani powinni robić trening uzupełniający w dni, w które nie biegają.

Dodatkowo warto wykonywać trening uzupełniający – rower, pływanie, skitury czy biegówki, jako zastąpienie biegania w strefie tlenowej. Jak to wszystko wpleść w trening biegowy, napiszę niżej.

Trening biegowy

Trening biegowy w okresie budowania bazy to przede wszystkim długie wybiegania w pierwszym zakresie intensywności. Budują one ogólną wydolność tlenową. Dzięki takiemu treningowi rozbudowujemy sieć naczyń krwionośnych, wzmacniamy mięśnie, uczymy organizmu gromadzenia glikogenu i spalania tłuszczu. To pozwala biegać bardziej ekonomicznie, czyli zużywać mniej tlenu, a to oznacza, że będziesz męczył się mniej, przy określonej prędkości.

Długie wolne wybiegania powinny być wykonywanie w strefie niskiej intensywności, czyli tlenowej. Jak ją rozpoznać? Jeśli nie robiłeś badań wydolnościowych, które dadzą ci odpowiedź na pytanie, w jakim tempie i tętnie robić ten trening, musisz wsłuchać się w swój organizm. To bieg wolny, podczas którego z łatwością możesz rozmawiać i czujesz, że mógłbyś biec w takim tempie bardzo długo.

Wycieczki biegowe powinny standardowo trwać od półtorej do dwóch godzin. Dlaczego nie dłużej? Bieg powyżej dwóch godzin znacznie uszczupla zapasy glikogenu w mięśniach i w efekcie osłabia organizm. Po kilkugodzinnym wysiłku organizm regeneruje się w pełni nawet kilka dni. Jeśli jedziesz na wypad w góry i planujesz cało czy pół-dniowe wycieczki górskie, to pamiętaj o odpowiedniej regeneracji po bieganiu i stałym odżywianiu i nawadnianiu podczas wycieczki. Po takim wypadzie w góry trzeba parę dni poluzować z treningiem. Podczas długich wybiegań warto wplatać krótkie, szybkie przebieżki dla pobudzenia mięśni, np. po 7 km zrobić 5 przebieżek po 30 sekund na dowolnej przerwie.

wycieczka biegowa, Zielony Staw Kieżmarski

Zielony Staw Kieżmarski, Tatry Słowackie

Biegi ciągłe w drugim zakresie

Drugi zakres intensywności treningowej (według polskiej szkoły) to strefa przemian tlenowo-beztlenowych. Organizm zaczyna się powoli zakwaszać, ale jest w stanie ten kwas utylizować i utrzymać równowagę kwasowo-zasadową przez dłuższy czas (zależny od wytrenowania). To szybszy bieg niż w pierwszej strefie, sprawiający większą trudność, ale to tempo, przy którym czujesz, że możesz biec nim godzinę czy dłużej. Utrzymanie tego tempa nie powinno być trudne i męczące jak np. przy zawodach na 10 km, ale nie jest to trucht. To takie mocniejsze wybieganie. Dla mniej zaawansowanych biegaczy to tempo maratonu czy nawet trochę wolniej.

W tej strefie wykonujemy długie biegi ciągłe. Zaczynamy przykładowo od 8 km w danym tygodniu i co tydzień zwiększamy dystans o 2 km aż dojdziemy do 16 km.

Jeśli przygotowujesz się do biegów górskich, w drugim zakresie biegaj crossy, czyli biegi w zróżnicowanym, pagórkowatym terenie. W mieście może to być park, w którym są schody czy mniejsze górki. Świetnym terenem do takich treningów są podmiejskie lasy czy laski w mieście. A najlepiej górski teren, czyli taki, jak na zawodach.

Biegi ciągłe w drugim zakresie to już dość mocny trening i według mnie powinno się je wdrożyć po co najmniej jednym mięsiącu spokojnych rozbiegań.

Długie wybiegania, biegi ciągłe w drugim zakresie oraz wzmacnianie całego ciała to podstawowe jednostki treningowe podczas budowania bazy tlenowej i wydolnościowej.

Biegi regeneracyjne i przebieżki

Dodatkowo warto robić krótkie rozbiegania regeneracyjne (spokojny trucht) następnego dnia po długich wybieganiach i biegach ciągłych. Dzięki tym biegom dotleniasz mięśnie i szybciej się regenerujesz. Z kolei dla pobudzenia mięśni i przygotowania ich do pracy szybkościowej, która czeka cię w późniejszym okresie – wykonuj przebieżki. To krótkie odcinki, np. 60-100 m biegane żwawo, ale nie na maksymalnych obrotach z dbałością o technikę biegu.

Jak długo?

Okres budowania bazy może trwać miesiąc czy nawet trzy miesiące, a wszystko zależy od tego, kiedy planujesz pierwsze starty w sezonie i jak długo chcesz odpoczywać po poprzednim sezonie. Według mnie im dłużej trwa budowanie bazy, tym lepiej. To jest podstwa Twojego biegania i dobre przepracowanie okresu budowania bazy pozwoli Ci unikać kontuzji w sezonie.

Im bliżej okresu bezpośredniego przygotowania startowego, tym bardziej trzeba skupić się na treningu specjalistycznym. Przykładowo po jednym czy dwóch miesiącach budowania bazy, wplataj powoli treningi w tempie progowym (krótsze odcinki z przerwami – 3 x 3 km, 4 x 2 km lub dłuższe 6-12 km biegu ciągłego, długość treningu zwiększaj stopniowo co tydzień o 1-2 km) i interwały – krótsze odcinki biegane powyżej progu beztlenowego, tzw. trening VO2max (powtórzenia 1 km, 600 m, 400 m, 200 m i różne kombinacje) oraz siłę biegową (krótsze i dłuższe podbiegi oraz mocne crossy). Więcej o tych formach treningu pisałam tutaj.

Przykładowy tydzień treningowy

Dla początkujących i średniozaawansowanych

poniedziałek: wolne lub rozbieganie regeneracyjne 6 km

wtorek: wzmacnianie (trening funkcjonalny, crossfit lub wspinanie)

środa: bieg ciągły w drugim zakresie 8 km, poprzedzony rozgrzewką i schłodzeniem po 2 km

czwartek: trening uzupełniający: pływanie, rower lub biegówki

piątek: rozbieganie 10 km, w tym przebieżki 10 x 100 m

sobota: wzmacnianie (trening funkcjonalny lub crossfit) lub pływanie

niedziela: długie wybieganie w terenie pagórkowatym 15 km/biegówki albo skitury – 2 godziny

Dla zaawansowanych

poniedziałek: rano rozbieganie regeneracyjne 8 km, po południu: wzmacnianie

wtorek: bieg ciągły w drugim zakresie 12 km (poprzedzony rozgrzewką i schłodzeniem po 2 km)

środa: trening uzupełniający (rower, skitury, biegówki)

czwartek: rano rozbieganie 12 km, w tym 7 przebieżek po 30 sekund, po południu wzmacnianie

piątek: bieg ciągły w terenie crossowym 8 km (poprzedzony rozgrzewką i schłodzeniem po 2 km)

sobota: wolne lub krótkie rozbieganie albo rower

niedziela: wycieczka biegowa 20 km w terenie pagórkowatym lub w górach/biegówki albo skitury.

Ja miałam trzy miesięczną przerwę od biegania i kłopoty zdrowotne, więc na pewno do końca marca (lub dłużej) mój trening będzie się składał z dłuższych weekendowych, bardzo spokojnych wycieczek biegowych i skiturowych. Do tego spokojne rozbiegania w ciągu tygodnia, wzmacnianie w domu albo na siłowni, joga i wspinanie na sztucznej ściance.

skitury, Kasprowy Wierch

Kasprowy Wierch

]]>
https://biegamwgorach.pl/budowanie-bazy-zima/feed/ 0
Sprzęt do biegania w górach zimą https://biegamwgorach.pl/sprzet-do-biegania-w-gorach-zima/ https://biegamwgorach.pl/sprzet-do-biegania-w-gorach-zima/#comments Sat, 02 Dec 2017 16:41:31 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=5745
Sprzęt do biegania w górach zimą

Foto. Błażej Łyjak

Moje początki biegania to była czysta amatorka. Na pierwsze bieganie wychodziłam w zwykłych „adidasach” na siłownię, bawełnianych spodniach dresowych i miejskiej kurtce. A po trzech miesiącach biegania pojechałam na obóz biegowy… w Tatry… zimą! No i stanęłam przed wyzwaniem nabycia „profesjonalnego” biegowego sprzętu. Nie myśląc za wiele kupiłam buty biegowe. Ale były to buty bez żadnego bieżnika, letnie i przewiewne. Do tego dokupiłam jeszcze ocieplane legginsy z windstoperem z przodu. Trzeba zauważyć, że 6 lat temu sklepy ze sprzętem do biegania po górach czy to stacjonarne czy internetowe to była rzadkość. Więc na tym moje zakupy się skończyły. Na szczęście miałam jakiś sprzęt rowerowy, jak plecak czy kurtka i to musiało mi wystarczyć. O takich rzeczach jak raczki, stuptuty czy buty do biegania ze specjalnym bieżnikiem nie miałam pojęcia.

Teraz w sprzęcie można wybierać i przebierać. I można się też w tym trochę pogubić i przesadzić. Jestem zwolenniczką tezy, że żeby zacząć przygodę z nowym sportem najważniejszy jest zapał i konsekwencja a nie obkupienie się sprzętem. Ale z drugiej strony w górach (zwłaszcza zimą) sprzęt odgrywa dość istotną rolę. Od jego niezawodności (i umiejętności posługiwania się nim) często zależy nasze zdrowie i życie, a im bardziej profesjonalny i lżejszy, tym możemy poruszać się pewniej i szybciej.

Dlatego postanowiłam podzielić się moim wieloletnim doświadczeniem w doborze sprzętu na zimowe bieganie po górach. Mój spis dotyczy długich górskich wycieczek, a nie krótkich treningów w niższych partiach gór. Piszę nie tylko o sprzęcie stricte biegowym, a także o odżwywianiu i nawadnianiu.

Buty i stopy

ciepłe buty z dobrym bieżnikiem i goretexem: zaczynałam biegać po Tatrach zimą w zwykłych asfaltówkach, trzy lata później miałam już buty trailowe, ale na letnie warunki, w których zamarzały mi stopy. Teraz biegam w butach z goretexem (i dobrym bieżnikiem) Adidas Terrex Boost (recenzja tutaj) i  Terrex Agravic. Polecam też buty dedykowane na zimę i góry z wbudowanym stuptutem. Obecnie można przebierać w markach i cenach: Dynafit, Salomon, The North Face, Tecnica.

stuptuty: rzadko ich używałam, ponieważ w trudnym terenie spadają z buta i śnieg tak czy owak wpada do środka. Dlatego kupiłam buty z wbudowanym stuptutem – The North Face Ultra Winter. Ale jeśli jest mało śniegu lub biegacie po ubitym szlaku, stuptuty czy też wysokie buty nie są potrzebne.

raczki: warto wiedzieć, że słoneczna aura w górach i mało śniegu zwykle oznacza oblodzone szlaki. Na takie warunki przydają się lekkie biegowe raczki (ok 200 gramów jeden), które szybko zakłada się na buta za pomocą rozciągliwej gumy. Alternatywą na raczków są buty z kolcami, ale polecam je tylko na trasy, które przebiegają wyłącznie po śniegu, gdyż na skale czy asfalcie szybko zetrzemy kolce. U mnie sprawdziły się solidne raczki marki Camp (Ice Master) i nieco lżejsze Snowline.

raki: warto zabrać prawdziwe raki, nie po to, żeby w nich biegać (to jest nawet niewskazane), tylko móc przejść jakieś trudniejsze trawersy. Nikogo nie zachęcam do wybierania zimą szlaków, których nie znacie, które są zamknięte i nie przechodzone, gdzie zamiast wydeptanej ścieżki jest oblodzony stromy stok. Ale jeśli już idziecie w nieznany teren, to zabierzcie raki (i czekan, o czym niżej). Ja posiadam dość lekkie, aluminiowe marki Black Diamond.

ciepłe i długie skarpety: jeśli wybieracie się na dłuższą wycieczkę w góry i jest poniżej zera, to ciepłe i długie skarpety w połączeniu z zimowymi butami mogą uratować Wam stopy. Na długie wycieczki często też zakładam skarpety kompresyjne. A długie dlatego, żeby kostki czy achilles nie wystawały na mrozie.

Sprzęt do biegania w górach zimą

Ubranie

ocieplane legginsy: gdy temperatura spada poniżej zera, zawsze zakładam ocieplane legginsy, a czasami jeszcze pod nie zakładam dodatkowe legginsy termoaktywne. Na duże mrozy dla kobiet świetnym rozwiązaniem jest dodatkowa biegowa spódniczka.

lekkie spodnie wiatroodporne: gdy temperatury są bardzo niskie i wieje wiatr watro zabrać dodatkowo lekkie spodnie wiatroodporne, które założymy np. na grani czy w wyższych partiach gór. Ja posiadam ultralekkie spodnie marki Attiq, rozpinane na całej długości nogawki, dzięki czemu, żeby je założyć nie trzeba zdejnmować butów. Są to w zasadzie spodnie skialpinistyczne, gdzie wiadomo, zdejmowanie buta, to jeszcze większe wyzwanie 😉

bluzka z długim rękawem: jako pierwszą warstwę zawsze zakładam bluzkę termoaktywna z długim rękawem, ewentualnie z domieszką wełny.

ciepła bluza biegowa: jako warstwa podstawowa, najlepiej rozpinana na całej długości, żeby można było regulować temperaturę lub łatwo ją zdjąć, gdy jest zbyt ciepło. Obecnie można kupić bluzy z windstoperem na klatce piersiowej, co jest świetnym rozwiązaniem na mroźną i wietrzną pogodę. Polecam też bluzy z kapturem, jako dodatkowe zabezpieczenie przed zimnem (przez głowę tracimy najwiecej ciepła).

lekka wiatrówka: jeśli nie ma dużego mrozu zabieram tylko wiatrówkę zamiast grubej bluzy, ale zwykle biorę ją zawsze jako dodatkową warstwę, która przydaje się na grani i w wyższych partiach gór.

lekka kurtka puchowa: biorę ją prawie na każdą długą wycieczkę, gdy wybieram w wyższe partie gór, nawet gdy jest słoneczna pogoda i jest miarę ciepło (ok 0 stopni). Po pierwsze pogoda może się w każdej chwili załamać, mogę się zgubić i czekać na pomoc w miejscu, mogę nie zdążyć na busa i czekać w zimnie na okazję. Sytuacji, jakie mogą się zdarzyć, jest cała masa, a taka kurtka prawie nic nie waży. Poza tym osoby, które mają 15% tkanki tłuszczowej lub mniej marzną dużo bardziej, a taka kurtka na wietrznej grani lub szczycie daje niesamowicie dużo ciepła.

kurtka z goretexem: zabieram ją gdy jest wietrzna pogoda i jest bardzo zimno (-10/15) zamiast wiatrówki.

czapka: zawsze mam dodatkowe dwie lekkie biegowe czapki, czyli w sumie trzy. Gdy robi się zimniej zakładam dwie na raz lub zmieniam na suchą. Gdy jest dodatnia tempratura i bezwietrznie zamiast czapki zwykle zakładam ocieplaną opaskę.

rękawiczki: wystarczą zwykłe cienkie biegowe rękawiczki (chyba że komuś bardzo marzną dłonie). Jeśli wybieramy się w trudny teren, gdzie będzie trzeba używać rąk, np. na łańcuchach, przydadzą się dodatkowe cieplejsze rękawiczki, z grubszą, nieprzecieralną warstwą od spodu.

buff: używam tylko na szyję, nie uznaję zakrywania ust czy twarzy, wydychane powietrze zaraz zamarznie a my będziemy mieć na twarzy okład z lodu.

trening w Tatrach Zachodnich, Dolina Chochołowska

Tatry Zachodnie, Dolina Chochołowska

Pozostały sprzęt

czekan: gdy wybieram się w wyższe partie na strome stoki zabieram czekan (w zestawie z rakami). Na biegowe wycieczki wystarczy lekki czekan turystyczny, ale żeby był przydatny, trzeba umieć go używać.

kije trekkingowe: jeśli macie mocne ramiona i plecy kijki na pewno dodadzą Wam mocy, w zimowych warunkach, w kopnym śniegu, czy na oblodzonych podejściach mogą dodatkowo pomóc. O treningu z kijami pisałam tutaj. Biegam ze składanymi kijami Mountan King Trail Blaze.

czołówka: do tej pory zabierałam tylko wtedy, gdy planowałam bardzo długą wycieczkę (o godz. 16 w grudniu jest już ciemno, o czym nie każdy górski turysta pamięta…). Przekonałam się jednak, że warto mieć czołówkę na stałe w plecaku, najlepiej jej nigdy nie wyjmować. Plecak zabieramy zwykle na dłuższe wycieczki, a wtedy zawsze jest ryzyko wracania po zmroku, czy to jest zima czy lato. Poza tym w górach naprawdę wszystko może się zdarzyć i planowana 3-godzinna wycieczka może zamienić się w całodniową.

folia NRC: powinno się ją mieć w plecaku biegowym przez cały rok i na stałe, tak jak czołówkę. Niektóre plecaki są sprzedawane razem z NRC, znajduje się w specjalnej kieszonce i najlepiej jej nie wyjmować.

ubezpieczenie: jeśli dużo biegacie w górach warto posiadać całoroczne ubezpieczenie górskie obejmujące cały świat, zwłaszcza gdy wybieracie się w góry zagranicą lub w Polsce na szlaki graniczne, a jest takich bardzo dużo – w Tatrach, Karkonoszach, Beskidach czy Bieszczadach. Jeśli się zgubicie i będziecie musieli zejść np. na słowacką stronę, ewentualna akcja ratunkowa może Was dużo kosztować. Ja posiadam ubezpieczenie Alpenverein.

telefon z numerami ratunkowymi: gdy wybieracie się w rejony przygraniczne, np. w Tatry czy Karkonosze warto posiadać numery również zagranicznych służb ratunkowych.

zegarek z kompasem, GPS i wysokościomierzem: polecam ze względów bezpieczeństwa, umożliwienia nawigacji i podania współrzędnych własnego położenia.

dobra mapa: jeśli wybieracie się w góry zagranicą, polecam mapę z nazwami oryginalnymi. Przykładowo w Tatrach Słowackich jest wiele różnic nazewniczych i mylących nazw – Lodowa Kopa to po słowacku Mały Lodowy Szczyt, a Mały Lodowy Szczyt to słowacka Szeroka Wieża. Słowackie nazwy często niczym nie przypominają polskich, niemalże na każdej wycieczce na Słowację przekonuję się, że warto je znać. Kiedyś dogadałam się ze Słowakami tylko dlatego, że wiedziałam, że Rakuska Czuba to po słowacku Wielka Świstówka (Veľka Svišťovka). Chodzi o bezpieczeństwo i możliwość podania w ewentualnej akcji ratunkowej, czy w razie zgubienia się dokładnego położenia, ale też o komunikację na szlaku z innymi osobami.

plecak biegowy: żeby to wszystko pomieścić, trzeba mieć jakiś plecak. Biegam w kamizelkach biegowych 5-cio lub 10-cio litrowych, w zależności od długości wycieczki i ilości sprzętu. Jeśli nie biorę raków i czekana spokojnie mieszczę się w 5-ciu litrach. Obecnie testuję nowe kamizelki biegowe marki CamelBak.

Odżywianie i nawadnianie

żele i batony: powinno się zabierać je w takiej ilości, żeby starczyło na spożycie żela (batonu) co godzinę lub pół godziny i jeszcze mieć awaryjny zapas. Zimą mamy dużo większy wydatek energetyczny, gdyż ciało musi się ogrzać, warunki są ekstremalne i to samo podejście zimą może kosztować Was więcej wysiłku niż latem. Staram się mieć całe jedzenie ze sobą i być niezależną od schronisk (nawet jeśli takie mają być na trasie).

picie: mimo, że zimą chce się mniej pić niż w upalny letni dzień, to musimy się regularnie nawadniać, czyli litr wody na godzinę wysiłku. To bardzo dużo, ale odwodnienie oznacza gorszą regenerację i spadek wydolności. Dobrze nie pić samej wody, ale napój izotoniczny, może być własnej roboty, ja stosuję wodę z miodem, sokiem z cytryny, imbirem i solą himalajską. Nie jesteśmy raczej w stanie zabrać 3 litrów wody (bukłak ma 2-1,5 litra a dwa flaski łącznie – 1 litr), dlatego zimą warto wybierać trasy ze schroniskami (również ze względów bezpieczeństwa) i uzupełniać wodę jak najczęściej. Żeby nie kupować gotowych napojów polecam zabrać izotonik w proszku lub tabletkach.

* * *

Bardzo dużo tego sprzętu, plecak faktycznie waży dużo, ale na szczęście z biegiem czasu staje się coraz lżejszy. Wszystko też zależy od tego, gdzie się wybieracie. Jeśli chcecie biegać tylko dolinkami, po wydeptanych szlakach, z przerwami w schroniskach, to wiele z tych rzeczy nie będzie potrzebne. Jednak na wycieczki w trudnym terenie, na przykład tatrzańskie szczyty i granie – cały wymieniony powyżej sprzęt się przyda.

Chętnie też przeczytam, jakie są Wasze doświadczenia ze sprzętem w zimowych warunkach.

I na zakończenie. W górach zimą, gdy jest dużo śniegu, czas wycieczek trzeba mnożyć co najmniej razy 2 (w porównaniu do letnich warunków). Rano przed wyjściem trzeba zawsze sprawdzić aktualne zagrożenie lawinowe i warunki, które podawane są na strona TOPR’u (GOPR’u) i dostosować do nich swoją trasę. Trasę trzeba też zawsze dostosować do własnych umiejętności i doświadczenia i nie wybierać się w góry samemu.

Powodzenia!

Polecam również

bieganie w Tatrach zimą

Tatry Zachodnie

]]>
https://biegamwgorach.pl/sprzet-do-biegania-w-gorach-zima/feed/ 12
Parzychwost, Banówka, Pachoł, Spalona… czyli granią Tatr Zachodnich https://biegamwgorach.pl/parzychwost-gran-tatr-zachodnich/ https://biegamwgorach.pl/parzychwost-gran-tatr-zachodnich/#comments Tue, 24 Oct 2017 14:55:37 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=7019
Parzychwost, Banówka, Pachoł, Spalona... czyli granią Tatr Zachodnich

Banówka, główna grań Tatr

Kiedy pierwszy raz byłam na słowackiej grani Tatr Zachodnich, patrzyłam z góry na słoneczne doliny po południowej stronie jak na odległą, dziką krainę. Wiedziałam, że tam muszą być jakieś szlaki, ale ja przecież nie znałam naszych, rodzimych Tatr. Myślałam, że może kiedyś, ale wtedy każdy tatrzański szlak był dla mnie nowy i pociągający.

Minęły trzy lata od mojej pierwszej wycieczki na grań Tatr Zachodnich – z Doliny Chochołowskiej przez Wołowiec, Rohacze do Banówki, Dolinę Rohacką, Rakoń… Zmieniło się tyle, że teraz bywam tutaj właśnie od słowackiej, tej dzikiej, mało znanej strony. I choć w Tatrach z roku na rok turystów przybywa a nie ubywa, to są nadal takie miejsca (na Słowacji), gdzie spotkanie człowieka jest czymś wielce wyjątkowym.

Cudna Jałowiecka

Znam tę dolinę już bardzo dobrze, choć to prawie najbardziej oddalony od Zakopanego zakątek Tatr. Dolina Jałowiecka, najpiękniejsza i najdziksza tatrzańska dolina, w jakiej do tej pory byłam, a byłam już prawie we wszystkich – dostępnych szlakami.

Jeszcze żywe są moje przeżycia (i zmęczenie) z wycieczki Doliną Furkotną na Hruby Wierch, ale nie mogę się powstrzymać. To jest jak narkotyk. I to twardy narkotyk. Czujesz jakiś wewnętrzny przymus i musisz to zrobić, bo inaczej wychodzisz z siebie. Góry uzależniają, nawet bardziej niż bieganie i te słynne endorfiny.

Jestem sama, biegnę raz w górę, raz w dół, raz dnem doliny przy samym potoku, raz jej zboczem wąską ścieżką, wzdłuż olbrzymich świerków. Kilka razy przekraczam strumienie, ślizgam się na mokrych skałach. Po 4 km jestem już na rozstaju szlaków, zaraz za mostkiem. Tutaj Dolina Jałowiecka rozgałęzia się na kolejne dolinki, Bobrowiecką do przełęczy Palenica i Parzychwost, która zaprowadzi mnie na Przełęcz Banikowską. To tutaj właśnie wisi tabliczka, żeby uważać, bo to rejon niedźwiedzi.

Sztajcha przez Parzychwost

Robi się stromo i przechodzę do marszu. Skały, mchy, powalone drzewa, buja roślinność i mroczny las. Jest tak dziko, że nie mogę uwierzyć, że są jeszcze takie miejsca w Tatrach, gdzie prędzej można spotkać dzikie zwierzę niż człowieka. Dobiegam do zniszczonej przez rwący potok kładki. W zeszłym roku przebiegłam tutaj bez problemu, ale teraz nie ma szans, żeby przejść suchą stopą. Spędzam trochę czasu na przedzieranie się przez chaszcze, po skałach, mchach i w gąszczu gałęzi, żeby znaleźć wąskie przejście przez strumień. Ale nic z tego. W końcu zdejmuję buty, skarpetki i przechodzę boso, po kolana w lodowatej i rwącej wodzie. Przede mną drugi strumień, więc idę boso po mokrych mchach, liściach i gałęziach. W końcu siadam na wilgotnym i zimnym kamieniu, żeby założyć buty.

Jest dość chłodno, w tej chwili może jakieś 10 stopni. Ale czuję gorąco w stopach. Co za przyjemne uczucie. Uczucie dotknięcia natury.

Idę do góry przez ciemny las. Boję się, że zaraz na mojej drodze stanie niedźwiedź. Pocieszam się, że jeszcze kawałek i ujrzę jasną przestrzeń wielkiej doliny. Na ścieżce dostrzegam ślady, czy to zwierzę, czy może szedł tędy człowiek? W końcu wychodzę ponad granicę lasu, jak jasno! Przede mną czerwono-zielono-żółte zbocza. Piękne kolory jesieni. Ścieżka jest tak wąska i nikła, że nie wiem, czy jeszcze idę znakowanym szlakiem czy już niedźwiedzim. Bujna roślinność zasłania wszystko, wchodzi na szlak, przeszkadza. Nie pamiętam już, ile to razy musiałam przekraczać potok i przechodzić przez pozrywane mostki lub przez wodę. Parę dni temu spadło w Tatrach sporo śniegu i teraz, gdy się ociepliło, topnieje. Tak sobie to tłumaczę.

Niby już nie jestem w lesie, ale w tej gęstej roślinności, w tych chaszczach i kosówkach też przecież mogą kryć się niedźwiedzie. Znowu się boję. Szlak prowadzi stromo niekończącymi się zakosami. Z każdym jednak krokiem i oddechem roślinności jest coraz mniej, coraz więcej przestrzeni, pojawiają się skały. I ludzie! Jacyś turyści schodzą w dół. Widmo spotkania niedźwiedzia znika. Oddycham z ulgą.

To nie jest jeden z tych słonecznych i ciepłych dni, który nie pozwala ci zostać w domu. Jest pochmurno, a im wyżej tym zimniej, na grani może nawet 5 stopni, słońce ledwie przebija się przez szare chmury, a skalną ścieżkę pokrywa śnieg, który potęguje poczucie chłodu.

Wdrapuję się na przełęcz, a na niej całkiem sporo ludzi. Bo kilka(naście) osób to w tych rejonach sporo. Weszli od popularnej Doliny Rohackiej. Mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Co sobie myślą, gdy widzą dziewczynę, samą, ubraną w cienkie ciuchy, pojawiającą się ni stąd ni zowąd od tej nieznanej, bezludnej strony? Nazwa Parzychwost w świadomości większości turystów nie istnieje, tak jak trzy lata temu nie istniała w mojej.

Banówka, Pachoł, Spalona czyli grań Tatr Zachodnich

Na przełęczy jest cieplej i prawie nie wieje. Już nieraz spotkałam się z takim zjawiskiem w Tatrach, że na grani jest cieplej i mniej wietrznie niż w dolinie. Spocona wymagającym podejściem (900 metrów na 3 km od rozstaju szlaków) przebieram się w suche ubrania i wspinam po śniegu, skałach i czarnej ziemi na Banówkę (2178 m).

trasy biegowe, Banówka, grań Tatr Zachodnich

Banówka, grań Tatr Zachodnich

Na szczycie błoga cisza. Gdy wszyscy już znikają w swoich kierunkach, robię zdjęcia. Zza gęstych chmur przebijają się promienie słońca. Uwielbiam tę grę światła. Chmury przesuwają się przez grań, a to osłaniając a to zasłaniając szczyty. Zaraz będę tam biegła, po tej grani schowanej w chmurach. Strach i ekscytacja miesza się w jednym.

Zbiegam z powrotem na przełęcz i wdrapuję stromym stokiem na Pachoła (2167 m). Tutaj grań załamuje się i zmienia kierunek na północny wschód. Przede mną trudne zejście po śliskich skałach z łańcuchami i skalista grań. Bardzo lubię ten szlak. Nie ma zbyt dużej ekspozycji a można poczuć się jak w wysokogórskim terenie, skacząc ze skały na skałę na skalnym grzbiecie. Ze Spalonej Przełęczy (2055)  po kolei przebiegam przez kolejne szczyty – Spaloną (2083), Gankową Kopę (1980) i Salatyńską Kopę (1925). Biegnę a to łatwą, wydeptaną ścieżką, wiodącą łagodnym grzbietem, a to pokonuję skaliste odcinki z ekspozycją i łańcuchami.

Plan A zakłada dobiegnięcie do Małego Salatyna (2047) i zbieg Doliną Głęboką. Ambitniejszy plan B – bieg dalej granią do Brestowej i przełęczy Palenica. Gdy docieram do Małego Salatyna jest już prawie 17 – uroki wyruszania w góry po południu. Salatyn i Brestowa schowane w gęstych chmurach, nie widzę grani. Jest cicho, bezwietrznie i nadzwyczaj ciepło. Od zejścia z Pachoła nie spotkałam ani jednego człowieka, dalej pewnie też nikogo nie spotkam. Bo kto o tej porze wybiera się grań, z perspektywą powrotu po ciemnościach?

trasy biegowe, grań Tatr Zachodnich

Grań Tatr Zachodnich

Będę biegła w chmurach, może nawet spotka mnie zmrok, ale ta przygoda wciąga mnie coraz bardziej. Patrzę w dół na dolinę – szlak ginie gdzie w skałach, patrzę przed siebie – widzę tylko gęste chmury i ledwie zarysy górskiego grzbietu.

Biegnę dalej. Zbieg i strome podejście na Salatyn (2048) mija szybko i sprawnie, kolejny zbieg, znowu strome podejście i już jestem na Brestowej (1903). Chmury w międzyczasie się rozstępują, a za Siwym Wierchem słońce powoli chowa się za grzbietami Gór Choczańskich. Na tę chwilę czekałam. Po to tutaj jestem. Tylko cisza, spokój, przestrzeń i pomarańczowe niebo nad górami.

Za Brestową jeszcze kilka podbiegów – Mała Brestowa (1903), Zuberski Wierch (1753) i już tylko zbieg wąską ścieżką przez gęste kosówki na Palenicę (1570). O jak bardzo chciałabym biec dalej tym grzbietem, na Siwy Wierch i Babki. Ale wiem, że za moment będzie już zupełnie ciemno. Na Palenicy jestem o 18. Za godzinę będzie mrok, a przede mną ponad 10 km zbiegu w trudnym terenie.

Brestowa, grań Tatr Zachodnich

Brestowa

Dolina Bobrowiecka po ciemnicy

Gdy zbiegam do Doliny Bobrowieckiej przez podmokłą łąkę już zmierzcha. Gubię szlak, który zanika w trawach. Znowu powraca strach. Przecież tej doliny prawie nikt nie zna, znikoma ścieżka zdradza, jak rzadko chodzi tędy człowiek. Znowu boję się, że wypłoszę schowanego gdzieś w chaszczach niedźwiedzia. Zaraz wbiegnę w ciemny las. Już, już jestem w lesie, biegnę w dół, ale nie mogę przyspieszyć, wydaje mi się, że człapię, potykam się o kamienie, ślizgam na mokrej ziemi, biegnę strumieniem, który płynie przez środek ścieżki, nadziewam się na gałąź, która zagradza szlak, prawie nic już nie widzę, moment nieuwagi i lecę do przodu, lądując na rękach. Tu jest przecudnie w ciągu dnia, ale po zmroku to zdecydowanie nie jest najlepsze miejsce do biegania. Włączam latarkę w telefonie, ale niewiele pomaga. Czekam tylko na moment, kiedy zobaczę przed sobą świecące, dzikie oczy, choć to spotkanie najmniej mi się teraz marzy. Marzę o tym, żeby już znaleźć się w innym miejscu.

Wreszcie dobiegam do skrzyżowania szlaków Doliny Bobrowieckiej 1V0-603 z Jałowiecką. Oddycham z ulgą, bo Dolina Jałowiecka jest mi bardziej znajoma. Ale ta świadomość nic nie daje, jak nie widzisz, co masz pod nogami. Biegnę na oślep przez korzenie, skały, strumienie i czarny las. Szum strumienia zagłusza wszystkie dźwięki. Nie słyszę własnych kroków. Nie słyszę dźwięków lasu. Nic nie widzę, nic nie szłyszę, a to tylko podcysa moją wyobraźnię. Wyobrażam sobie, że tuż obok czają się dzikie zwierzęta, że pewnie chcą zejść do strumienia w poszukiwaniu wody i jedzenia. Jeszcze dwa kilometry i wbiegnę na szeroką ścieżkę a potem szutrową drogę. Odliczam minuty, byle szybciej do szerokiej, ludzkiej drogi.

Już jestem w komfortowym terenie, jeśli tak można nazwać znajdowanie się samej w ciemnym lesie u podnóża Tatr. Zaraz zobaczę światła domków letniskowych. Po dwóch kilometrach 1Z0-804 przyjemnego biegu, po godzinie 19, otoczona ciemną nocą docieram do samochodu na parkingu w Jałowcu. Przebiegłam 26 km i 2000 m w pionie, w tym 8 km granią.

A tak było tydzień później, przy nieco innej pogodzie 😉

Grań Tatr Zachodnich, Pachoł z Banówki

Pachoł ze szczytu Banówki. Foto. Jacek Frąckowiak

Grań Tatr Zachodnich i Salatyn

Grań wiodąca na Salatyn. Foto. Jacek Frąckowiak


Polecam również

]]>
https://biegamwgorach.pl/parzychwost-gran-tatr-zachodnich/feed/ 10
Memoriał Józefa Psotki – lubię się nie ścigać https://biegamwgorach.pl/memorial-jozefa-psotki/ https://biegamwgorach.pl/memorial-jozefa-psotki/#respond Fri, 20 Oct 2017 12:00:42 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=6986
XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Rohatka

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Rohatka

Dlaczego tak bardzo mi się spodobało? Bo piękne, jesienne i zarazem ośnieżone Tatry? Serdeczna atmosfera i przemili ludzie? Bo było fajnie ściganie? Bo właściwie nie było ścigania?

Było ściganie i nieściganie. Lubię się ścigać. Ale jeszcze bardziej lubię się nie ścigać, po prostu być w górach. Kocham przygody, lubię się bać i czuć się odważna, pokonywać wyzwania i trudności. Uwielbiam przestrzeń. Nieskończenie piękną przestrzeń. Przestrzeń, w której mogę iść szybko albo wolno, mogę dawać z siebie wszystko albo spokojnie pokonywać skalne trudności, w której jestem zupełnie sama i boję się dzikich zwierząt, albo jestem z ludźmi, takimi jak ja.

Dlatego pokochałam te zawody.

Zapisałam się po tygodniowym przeziębieniu. Przez dwa tygodnie zrobiłam dwa treningi. Tydzień przed – krótki mocny cross i dwa dni przed – 6 km i przebieżki. To nie było mądre, ale nie mogłam nie wystartować. Od trzech lat chciałam tutaj pobiec, ale zawsze coś wypadało. A takiej pogody w Tatrach dawno nie było w październiku.

Jak wiadomo bieganie pod górę nie jest moją specjalnością, a w tym roku mój trening w ogóle jest słaby. A na tych zawodach czas liczy się tylko pod górę. W sumie 20 km i 2000 m w pionie. Są dwie czasówki wliczane do wyników: z Tatrzańskiej Łomnicy na Polski Grzebień (16 km i 1700 m) i ze Zbójnickiej Chaty na Czerwoną Ławkę (3 km i 350 m). Cała trasa ma 36 km i ok 2500 m przewyższenia i trzeba się zmieścić w limicie 8 godzin i 15 minut. To dużo. Bardzo dużo. Ale biorąc pod uwagę odpoczynki między czasówkami, trudne warunki na zejściach z przełęczy, jak się okazało, wcale nie wracałam z drugiej mety spacerkiem.

Start o godzinie 9 z Tatrzańskiej Łomnicy. Warto wiedzieć, że „prezentacja” to nie nasza odprawa, czy inne spotkanie organizacyjne ale wydawanie numerów! Prezentacja zaczynała się o 7 i chwała Bogu, że odpuściłam. Byłam w Łomnicy jakoś po 8. W ogóle super miejsce na organizację zawodów. Biuro zawodów mieści się w pensjonacie Tenis Centrum z wielką halą tenisową i świetnym zapleczem hotelowym. Zostałam na noc po biegu.

Rano jest dość zimno, ok 7 stopni, a w ciągu dnia ma grzać słońce. Decyduję się jednak pobiec w długich legginsach i bluzce z długim rękawem. Do plecaka zabieram wymaganą wiatrówkę, raczki, rękawiczki i dodatkową opaskę na głowę. Jedzenie, ile wziąć żeli? Zabieram 4 – tylko na pierwszą czasówkę (nie wiem jakim cudem wzięłam jednak 3…) Grzebię się strasznie z tym szykowaniem, przypinaniem numeru, dziwnego chipa zakładanego na palec (nie wiem, co z nim zrobić) i w efekcie nie robię porządnej rozgrzewki, tylko 500 m, żadnych rytmów.

Start

Lecę jakbym biegła szybką, płaską piątkę, a nie 16 km pod górę. Wiem, że będę mieć czas w granicach 2:15. Biegłam w sierpniu mocno na Rysy, a tu jest ciut dłużej i więcej przewyższenia. To po jaką cholerę cisnę tak mocno? Tętno progowe jak nic! Zakwaszam się. I czuję się jakoś słabo. Gdy robi się bardzo stromo przechodzę do marszu, żeby uspokoić tętno. Po ok. 1 km wyprzedzają mnie jedna po drugiej dwie dziewczyny. Biegną tak lekko! Po jakimś czasie wyprzedza mnie jeszcze jedna skialpinistka, ale mam ją długo w zasięgu wzroku.

Bo wiecie, w tym biegu startują mocni słowaccy skialpiniści. Latem trenują pod sezon zimowy i zasuwają pod górę jak rakiety. A ja czuję na stromych podejściach jakąś dziwną niemoc. Na lekkich podbiegach i nielicznych płaskich odcinkach biegnie mi się za to super. Dziwne, bo przecież nie trenowałam prawie wcale szybkości, ale nie trenowałam też dynamicznych podbiegów. Szybko do mnie dociera, jestem zaczłapana tymi długimi wyrypami, nie mam dynamiki na podejściach.

Za Rainerową Chatą

jest wypłaszczenie, potem podbieg i kawałek zbiegu do Śląskiego Domu. Odcina mnie. Teren jest trudny, niby w dół, ale pod nogami nierówne głazy, z boku przeszkadza kłująca kosówka, kręta ścieżka, nie mogę złapać rytmu. Zaczyna mnie mdlić i kręci mi się w głowie. Muszę przejść co marszu. Na zbiegu! Kończą mi się żele. Wzięłam tylko 3 żele na ponad 2 godziny biegu. Może na punkcie pod Śląskim Domem coś będzie? Ale nic z tego. Doczłapałam jakoś, a tam tylko herbata. Tylko i aż. Słodka herbata! Zatrzymuję się na jakieś 2 minuty. Nie mogę oderwać się od tej herbaty, piję i piję, kubek za kubkiem. Napełniam flask i pokrzepiona biegnę dalej.

Jeszcze ok 3 km i 550 m przewyższenia. Siły po tej herbacie trochę mi wrócają i lecę na maksa. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle dałam z siebie na zawodach. Nogi już się pode mną uginają, a ja nie chcę się poddać. Dostrzegam przed sobą różową postać z białym plecakiem. Chcę ją dogonić, choć wiem, że to niemożliwe. Ale przynajmniej zniweluję do minimum stratę, żeby mieć szansę na trzecie miejsce po drugiej czasówce. Ten odcinek trasy znam dobrze, byłam tu w czerwcu z Forkiem. Dość wygodny, kamienny chodnik pod górę, im wyżej tym stromiej. A wyżej sporo śniegu. Już nie ma mowy o podbieganiu. Łapię się rękami śniegu i skał, dyszę jak lokomotywa. Na szczęście meta jest wcześniej, poniżej przełęczy.

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie

Meta 1 czasówki pod Polskim Grzebieniem

Polski Grzebień

Dobiegam i rzucam się na jedzenie! O niczym innym teraz nie marzę! Do wyboru chleb z nutellą, chleb ze smalcem, batony i herbata. Piję dużo herbaty. Odpoczywam tutaj grubo powyżej 15 minut. Ale robi mi się zimno, trzeba ruszać dalej. Zabieram dwa batony na drogę i wkładam raczki – obowiązkowe na tym odcinku.

Jest cudnie! Teraz mam czas napawać się widokami, które przecież doskonale znam. Ale za każdym razem jest inaczej. Inaczej pada słońce na szare skały, są inne chmury, jest spokojnie albo szaleje wiatr, słonecznie albo ponuro, mniej lub więcej śniegu. Są inni ludzie. Dolina Białej Wody wygląda przepięknie, szlak na Polski Grzebień od północnej strony w ogóle nieprzedeptany. Marzy mi się, żeby go przedeptać, może za tydzień? Zejście z Polskiego Grzebienia śliskie i niebezpieczne, ubezpieczone na czas zawodów dodatkową liną. Oj, ciężko by tu było bez raczków! A ja się krzywiłam, że każą nam je zabrać.

Zupełnie zapominam, że po przejściu przez Rohatkę do Zbójnickiej Chaty znowu trzeba będzie dać z siebie wszystko i maksymalnie się wysilić. To trudne zawody. Ale właśnie dlatego są tak ekscytujące!

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Dolina Białej Wody

Z Polskiego Grzebienia na Rohatkę – Dolina Białej Wody

Szlak na Rohatkę

jest za to dobrze przedeptany. Fajnie się wchodzi po śniegu. Dużo łatwiej niż latem po klamrach i skale. Na przełęczy wesoła ekipa gości z Horskiej Służby, którzy zabezpieczają trasę. Jeden z nich częstuje mnie „dopingiem” i wciska do ręki piersiówkę. Serdeczna atmosfera, biegacze wyluzowani, przecież tutaj się nie ścigamy.

Na zejściu znowu przydają się raczki i lina też jest tutaj na miejscu. Północna, chłodna strona Doliny Staroleśnej. Pamiętam, gdy byłam tu kiedyś pod koniec sierpnia i też było zimno. Dopiero gdy wyszłam na przełęcz ogrzały mnie promienie słońca. Zbiegam w raczkach prawie do samej Zbójnickiej Chaty, tyle lodu na szlaku. Tutaj jedni szykują się na kolejny start, inni leżą i odpoczywają, rozmawiają. Widać, że sporo osób świetnie się zna.

Można wystartować o dowolnym czasie, byle zdążyć przed 13:45. Znowu ciepła, słodka herbata. Nigdy herbata nie smakuje tak dobrze jak w górach! Odpoczywam ponad pół godziny, ale nie dłużej. Dłużej nie ma już sensu. Czuję, że słabnę i się wychładzam. Czas na kolejny wycisk! Ruszam.

Na Czerwoną Ławkę

Daję z siebie absolutnego maksa, choć ciężko mówić o jakiejś zawrotnej szybkości. Na szlaku sporo śniegu, miejscami stromo. I po prostu nie mam już sił, ale chcę nadrobić stratę z pierwszej czasówki. Tylko to teraz się liczy, czas, jak najszybciej do celu. Wyprzedzam dwóch biegaczy, którzy wystartowali przede mną, ktoś inny mnie dogania. Dziwnie się biegnie, gdy nie widzę zawodniczek, z którymi się ścigam. Walczę z nimi wirtualnie. A w zasadzie to nie z nimi, tylko z sobą, dystansem i czasem. Daję z siebie wszystko i jeszcze więcej. Już nie mogę, opadam z sił. Szlak miejscami zanika w niekończącej się przestrzeni szarych skał i śniegu, ciężko się zorientować, którędy biec. Jest, widzę metę, czerwone chorągiewki! Znowu trochę poniżej przełęczy. Co za ulga! Dobiegam, upadam na śniegu. Stopuję zegarek, po niecałych 35 minutach. Czas znowu się zatrzymuje. Łapię oddech, jak ryba wyciągnięta z wody. Ale jestem u siebie. W przecudnym miejscu. Oślepia mnie słońce. Widzę piękną, biało-szarą dolinę i ostre, czarne krawędzie szczytów, jakby wycięte na niebieskim niebie.

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Dolina Staroleśna

Meta 2 czasówki, pod Czerwoną Ławką, Dolina Staroleśna

Tutaj znowu świetna atmosfera, nie chce się stąd ruszać. Ale coś mi podpowiada, żeby już iść. Dobra decyzja, bo zejście z Czerwonej Ławki jest o wiele trudniejsze niż w moich najśmielszych wyobrażeniach. Stromo, oblodzone skały. Lodowane łańcuchy, przez które już prawie nie czuję dłoni. Przydałaby się uprząż i raki. Naprawdę to mówię – zwolenniczka stylu light and fast. Boję się, że puszczę łańcucha i sturlam się w dół po skałach i śniegu. Naprawdę się boję. Gdyby nie ci wszyscy ludzie, biegacze, którzy schodzą razem ze mną, spanikowałabym. Nie pamiętam, ile trwa to zejście, może pół godziny? Nie mogę uwierzyć, że latem zajmuje ono kilka minut. Wreszcie koniec łańcuchów, co za ulga, udało się, jestem szczęśliwa! Jest tu jeszcze dodatkowa poręczówka, ale już można zbiegać. Naprawdę super zabezpieczone zawody.

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Czerwona Ławka

Czerwona Ławka

Jeszcze tylko zbieg po śniegu do Chaty Téryho, a potem 12 km i 1300 metrów w dół do Tatrzańskiej Łomnicy. Fajnie się biegnie, już bez żadnej spiny. Ludzie biegną C2150-508 grupkami, towarzysko. Nikt już nie myśli o ściganiu.

Dopiero przed dekoracją dowiaduję się, że jestem czwarta. Nie udało się nadrobić czasu na drugiej czasówce, choć strata była niewielka.

Ale jakie to ma w ogóle znaczenie, czy byłam pierwsza, czwarta, czy dziesiąta? Czy przed śmiercią ktoś będzie mnie rozliczał z zajętych miejsc i uzyskanych czasów? Czy będę raczej wspominać to, gdzie byłam i co przeżyłam? Bo czy bycie pierwszą jest bardziej wartościowe od bycia ostatnią? Lubię się ścigać, ale jeszcze bardziej lubię się nie-ścigać. I takie były te zawody. Kolejny, cudowny dzień w górach! To co kocham najbardziej! 

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, pod Polskim Grzebieniem, Foto. Martin Bartoň XXXIII Memoriał Józefa Psotki, pod Polskim Grzebieniem XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Rohatka XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Dolina Staroleśna XXXIII Memoriał Józefa Psotki, pod Polskim Grzebieniem, Foto.

Przeczytaj również

]]>
https://biegamwgorach.pl/memorial-jozefa-psotki/feed/ 0