Tatry Wysokie – BIEGAM W GÓRACH https://biegamwgorach.pl treningi w Tatrach, bieganie w górach i w terenie, biegi górskie, obozy biegowe w górach, Sun, 08 Sep 2024 16:10:36 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.6.2 3 WKT. Kieżmarski Łomnica i Durny https://biegamwgorach.pl/3-wkt-kiezmarski-lomnica-i-durny/ https://biegamwgorach.pl/3-wkt-kiezmarski-lomnica-i-durny/#comments Thu, 24 Aug 2023 17:42:35 +0000 https://biegamwgorach.pl/?p=9107 Jakiś czas temu odkryłam co najbardziej lubię robić w górach poza bieganiem. Niestety do tego trzeba trafić z pogodą, wolnym czasem i mieć zaufaną osobę, która lubi i umie robić to samo.

Niedawno trafił się jeden z tych pięknych dni, gdzie wszystko zagrało i wybraliśmy się z Kamilem #DevanReisen na przejście 3 szczytów Wielkiej Korony Tatr, czyli Kieżmarski Szczyt, Łomnicę i Durny (dla niewtajemniczonych WKT to 14 najwyższych i wybitnych tatrzańskich ośmiotysięczników, licząc w stopach). Kieżmarski Szczyt – 2558 m, Łomnica – 2634 m, Durny Szczyt – 2623 m.

Tatrzańska Łomnica – Huncowski Szczyt

Udaje nam się wyjechać z Zako o 5:30, co już jest dużym sukcesem, a z Tatrzańskiej Łomnicy po poszukiwaniach darmowego parkingu ruszamy o 6:26. Szybkim marszem, mijając kilka ekip wspinaczy z linami na wierzchu (dla Was też to obciach?) jestem przy Łomnickim Stawie i czekam ponad pół godziny na Kamila. W końcu doczłapuje i od razu rozsiada się z zamiarem picia i jedzenia. Dla mnie nie wróży to nic dobrego, bo już teraz wygląda słabo. Mówi, że miał infekcję i jest osłabiony.

Huncowska Przełęcz, w tle Łomnica

Po dłuższej przerwie ruszamy Magistralą w stronę Rakuskiej Przełęczy, ale nie idziemy długo szlakiem, uświadamiam sobie, że najszybsze wejście na Kieżmarski Szczyt prowadzi przez Huncowski Szczyt, a nie żlebem od wschodu. Kamil też kiedyś szedł przez Huncowski.

Ze szlaku schodzimy więc na głazy i ruszamy do góry na wprost w stronę Huncowskiego Szczytu (2352 m). Jestem tu pierwszy raz, ale kierunek jest dość oczywisty, a czasem nawet jakiś kopczyk albo nikła ścieżynka.

Co jakiś czas czekam na wlekącego się Kamila, aż w końcu postanawiam poczekać na niego dłużej na szczycie. Dociera po ponad pół godziny, a potem siedzimy jeszcze na Huncowskiej Przełęczy (2307 m). Od Huncowskiego Szczytu do końca naszego przejścia do Małej Durnej Przełęczy będziemy już cały czas na wysokości między 2200 m a ponad 2600.

Zdjęcie: Huncowska Przełęcz

Z Kieżmarskiego Szczytu w dół „Filarem Grosza”

Z przełęczy szybko docieramy na Kieżmarski Szczyt łatwym terenem, a potem na Mały Kieżmarski Szczyt (2513 m). Szłam kiedyś tędy na początku maja i śnieg na trawersach sprawiał, że droga wydawała się dość trudna. Teraz wygląda to zupełnie inaczej.

Z Małego Kieżmarskiego zaczyna się nasze zejście „Filarem Grosza” a właściwie północno-zachodnią granią Małego Kieżmarskiego Szczytu do przełęczy pod Uszatą Turnią (Złota Przełączka – 2230 m, galeria na dole). Nazwę Filar Grosza znalazłam dla tej drogi u Marcisza, ale WHP używa nazwy północno-zachodnia grań, podczas gdy Filar Grosza to nazwa drogi filarem na południowej ścianie Małego Kieżmarskiego.

Tak czy siak grań wygląda na mało chodzoną. Zarośnięte czarnymi porostami, chropowate skały, nie widać śladów działalności ludzkiej. Nie wygląda to na popularne przejście…

Zejście z Małego Kieżmarskiego Szczytu Filarem Grosza, w dole po lewej Miedziany Przechód, w tle Durny i Mały Durny Szczyt

Idziemy jak puszcza teren, a gdy grań rozwidla się na dwie odnogi, a filar po zachodniej stronie robi się coraz trudniejszy, przechodzimy przez depresję pomiędzy nimi i idziemy północno-zachodnim filarem, czyli właściwą drogą.

Tutaj znów robi się trudniej, filarek urywa się stromymi ściankami (II a miejscami może III), przechodzimy więc do żlebu i tam – cytując klasyka – systemem półeczek i rynien kluczymy w rzęchowatym terenie.

Kierujemy się na widoczną w dolę Uszatą Turnię i Złotą Przełączkę pod nią. Da się ją rozpoznać, chociaż jej dwa wierzchołki w kształcie psich uszu nakładają się stąd na siebie.

Na samym dole żlebu okazuje się, że jest on podcięty stromą kilkunastometrową ścianką.

Kombinujemy za długo alternatywne przejścia, łażąc po parchatych półeczkach góra-dół i lewo-prawo.

Zdjęcie: Zejście depresją między dwoma filarami północno-zachodniej grani Małego Kieżmarskiego Szczytu, w dole po lewej Miedziany Przechód, na górze – Durny Szczyt.

W tym momencie mam wszystkiego serdecznie dość. Przecież ten filar miał być łatwy, a mam wrażenie że kluczymy tu z dobrą godzinę. Poza tym ani śladu jakiegoś stanowiska do zjazdu. Chyba nikt przed nami tą wersją nie schodził.

W końcu zgadzam się na zjazd, który Kamil zaproponował jakiś czas temu, mówiąc, że znalazł niby dobry blok na stanowisko. Biorąc pod uwagę, że według mnie nikt tam wcześniej nie robił żadnego zjazdu, ani może nawet nie trzymał się tego bloku, mam poważne wątpliwości i jednocześnie brak innego wyjścia z tej sytuacji. Wracanie tym rzęchem do góry i szukanie innego przejścia nie bardzo mi się uśmiecha.

Dzięki 20-metrowej linie i repowi przedostajemy się na Złotą Przełączkę (2230 m) pod Uszatą Turnią (polska nazwa – Złota Turnia), a następnie półką o nazwie Niemiecka Ławka – na Miedziany Przechód (2285 m).

Widok z Miedzianego Przechodu na Mały Kieżmarski Szczyt i Filar Grosza

Mam wrażenie, że największe emocje tego dnia mam już za sobą.

Ale wiem też, że ambitny plan, żeby z Durnego przejść dalej granią na Baranią Przełęcz i Baranie Rogi, już na pewno oddalił się bezpowrotnie, wątpię też, czy uda nam się dotrzeć na Durny.

Dopiero z Miedzianego Przechodu widzę, że zachodnie żebro grani na samym dole wygląda na łatwe, w przeciwieństwie do północno-zachodniego filara, czy środkowej części, którą schodziliśmy.

Rozkminiając to przejście już w domu czytam u Marcisza, że większość osób wchodzi na Mały Kieżmarski Szczyt z Miedzianego Przechodu właśnie zachodnim filarem, a WHP określa ten filar jako bloki i doskonale uwarstwione stopnie skalne (I).

Północno-zachodni filar wyceniany jest na II (może III). Nie znalazłam opisu przejścia środkową częścią, gdzie mamy trójkową albo nawet trudniejszą ściankę.

Zdjęcie: widok z Miedzianego Przechodu na naszą drogę z Małego Kieżmarskiego Szczytu i Kamil robiący zjazd. Widać dwa filary i depresję między nimi.

Śmiałam się, że jak ktoś natknie się kiedyś na zostawioną tam przez nas pętle, to będzie się mocno zastanawiał, co u licha ona tam robi. Albo wręcz przeciwnie, uratuje mu ona zejście.

Przez Miedziane Ławki na Łomnicę

Z Miedzianego Przechodu przez Miedziane Ławki droga na Łomnicę wydaje się oczywista i łatwa orientacyjnie, ale jest to przejście po rzęchu.

Już z Miedzianego Przechodu do Miedzianego Ogródka przez zejście zwane Miedzianą Drabiną mamy stałe punkty asekuracyjne, bo może ktoś woli zjeżdżać, zamiast ześlizgiwać się po parchu. My mamy doświadczenie z niedawnych eksploracji w Prokletijach, gdzie taki parch i takie nastromienie to zwykłe turystyczne szlaki, więc wybieramy system kontrolowanych ślizgów po sypiących się piargach.

Kamil wyjaśnia mi pochodzenie występujących tu nazw: Miedziany Ogródek, Miedziane Ławki, Niemiecka Drabina, Niemiecka Ławka, Złota Przełączka, itp. „Miedziane” to od prac górniczych i wydobywania miedzi już od początków XVIII wieku, a „złote” – od poszukiwań złota.

Widok z Miedzianego Przechodu na Durny Szczyt i Poślednią Turnię

Miedziany Ogródek jest na wysokości ok 2195 m i jest to najniższy punkt naszego przejścia na odcinku Huncowski Szczyt – Mała Durna Przełęcz.

W Miedzianym Ogródku nabieramy wody ze strumyka i idziemy łatwo, choć po piargach Niżnią a potem Wyżnią Miedzianą Ławką.

Przejście z jednej na drugą oznaczone jest starą pomarańczową farbą i znajduje się w linii spadku Przełęczy w Widłach, gdzie Niżnia Ławka nieco się obniża.

Po lewej stronie mamy próg skalny, wspinamy się kilkanaście metrów w górę, gdzie są też spity do asekuracji i jesteśmy na Wyżniej Miedzianej Ławce

Zdjęcie: Widok z Miedzianego Przechodu na Niżnią i Wyżnią Miedzianą Ławkę. Wyżnią, która idzie jakby na wprost Pośledniej Turni można też dojść na Przełączkę pod Łomnicą i Drogą Jordana na Łomnicę.

My z Wyżniej Miedzianej Ławki skręcamy w lewo i w górę po skałach a później po skalnych płytach, obchodząc końcówkę Grani Wideł pod Miedzianym Murem. Mur ten kończy się na Wyżniej Miedzianej Przełączce – jest to punkt styku końca Grani Wideł z płytą szczytową na północnej ścianie Łomnicy.

Podejście płytami pod Miedzianym Murem i Wyżnia Miedziana Przełączka na zdjęciach poniżej.

Łomnica, w tle Durny Szczyt i Lodowy Szczyt

Na Łomnicę docieramy 5 minut przed 15. Kamil rozsiada się i wyciąga batony, widzę jak bardzo jest wykończony, wygląda jak Walking Dead, mimo, że tempo mamy bardzo, bardzo wolne.

Widzę w jego oczach rezygnację, on widzi, jak jestem zdeterminowana, żeby dokończyć dziś to przejście. Pewnie dlatego mi nie mówi, o czym wtedy myśli: że nie ma mowy, żeby wszedł dziś na kolejny szczyt.

Ja za to myślę, że fajnie byłoby o 16 być już na Durnym. Jak się potem okaże, jest to bardzo optymistyczne założenie.

Pogoda też się zmienia, jest już całkiem pochmurno. Podczas tej wycieczki obserwuję niesamowite zjawisko, jak małe chmury szybko tworzą się w dnie doliny, kumulują się i idą do góry, zasłaniając szczyty. Nisko zawieszone, lokalne chmury już nie raz pokrzyżowały mi plany…

Durną drogą na Durny Szczyt

Schodzimy Jordanką, czyli na Durny ma być już cały czas granią z niewielkimi obejściami. Na Jordance najgorsze są dla mnie łańcuchy. Kilka pionowych ścianek, gdzie trzeba się na nich zawiesić, a nogi na tarcie. Dla osób o mocnych nerwach. W wielu miejscach przeszkadzają, bo lepiej iść po skałach.

Dochodzimy do Przełączki pod Łomnicą, gdzie dochodzi Wyżnia Miedziana Ławka. Potem przez Małą Poślednią Turniczkę – droga idzie przez nią ściśle granią i schodzimy na Poślednią Przełączkę. Po dłuższym namyśle i zejściu za nisko obchodzimy po prawej stronie Poślednią Turnię, gdzie również są łańcuchy i jakieś klamry. Na parchatym i lufiastym trawersie pod turnią trzymam się na wszelki wypadek łańcucha. Staję na niby lity kamień, który w tym momencie rozpada się pod moją stopą i spada z wielkim hukiem kilkaset metrów do Miedzianej Kotliny. Ja na szczęście stoję, ale Kamilowi serce podchodzi do gardła.

Dochodzimy do Wyżniej Pośledniej Przełączki, gdzie Droga Jordana schodzi w dół żlebem do Doliny Pięciu Stawów Spiskich. Na grań nachodzą chmury i zaczynają się nasze kłopoty. Kamil był tu trzy lata temu, ale szedł w przeciwnym kierunku. Twierdzi, że następną turnię – Zębatą – trzeba obejść z prawej strony, ale nie jest do końca pewny, czy z prawej, czy z lewej i czy tę turnię, czy może kolejną…

Początkowo idziemy trawersem, ale później schodzimy za nisko do kolejnego żlebu, jak się później okazało, górnej odnogi Klimkowego Żlebu.

Trawersujemy Zębatą Turnię pod granią wiodącą na Durny Szczyt

Na tym trawersie sporo błądzimy jak dzieci we mgle (dosłownie), jest dużo różnych wariantów i ścieżek, a my nie widząc grani schowanej w chmurach, kompletnie nie wiemy, gdzie jesteśmy.

Trawers Zębatej Turni i Durniej Turniczki w grani na Durny Szczyt. Zadnia Durna Baszta i Wyżni Durny Karb

W końcu, trawersując żleb, wychodzimy na szerokie siodło, a przed nami wyłania się zza chmur piękna ściana Durnego Szczytu, a na lewo Mały Durny Szczyt. Problem w tym, że dzielą nas podcięte pionowe skały i głęboki kocioł w dole. Ale przynajmniej wiemy, gdzie jesteśmy, za daleko.

Jak później rozkminiłam, zanim się zgubiliśmy, podeszliśmy pod samą Durnią Turniczkę, przez którą można było łatwo przejść (I) na Klimkową Przełęcz i dalej granią na Durny.

Jednak nie widząc grani poszliśmy za bardzo w dół i dalej trawersem przeszliśmy przez Klimkowy Żleb. Wyszliśmy na boczną, Durną Grań pod Zadnią Durną Basztą na Wyżni Durny Karb (o ile dobrze to rozkminiłam). Stamtąd po drugiej stronie grani na zachód widzieliśmy Durny i Mały Durny Szczyt, a na dole Spiski Kocioł.

Na zdjęciu po lewej widać nasz trawers i przed nami na lewo od ściany skalnej Wyżni Durny Karb, wg WHP jedna z najwybitniejszych przełączek Durnej Grani.

Kamil ma dość i chce wracać w dół żlebem do doliny i kończyć wycieczkę. Mnie nie podoba się pomysł wracania żlebem, którego nie znamy i błądzenia w chmurach. Później przeczytałam u Marcisza, że ten żleb latem jest bardzo skomplikowany i jeśli się go nie zna, przy braku widoczności bardzo łatwo się w nim pogubić.

W tym momencie nie wiemy dokładnie, gdzie jesteśmy, ale decydujemy po chwili dyskusji, że idziemy do góry. I to był strzał w dziesiątkę, bo wychodzimy na Klimkową Przełęcz, mamy w końcu widoczność, a Kamil rozpoznaje teren (szedł trzy lata temu tą drogą w przeciwną stronę).

Durny Szczyt (2623 m npm), Tatry Wysokie, Wielka Korna Tatr

Mamy jeszcze (lub aż) do przejścia grań na Durny i Mały Durny, a jest już grubo po 16. Jednak ta część okazuje się dla mnie najłatwiejsza, mimo, że technicznie jest najtrudniejsza.

Z Klimkowej Przełęczy idziemy już ściśle granią pod uskok Durnego na Wyżnie Durne Wrótka. Uskok wyceniany jest za II i właśnie dwóch wspinaczy robi nim zjazd na linie. Nie zastanawiając się długo idę na żywca tak, by nie zaczepić o ich linę.

Potem łatwo, aż do lufiastej małej turniczki – Durnej Czubki (wg Marcisza I-II) z kotwami do asekuracji, którą pokonujemy na żywca ściśle granią, wychodząc na ostre wcięcie – Durną Szczerbinkę. Stąd już łatwo na Durny Szczyt (2623 m), Durną Przełęcz i omijając Durną Igłę na Mały Durny Szczyt (2595 m).

Z Małego Durnego dalej łatwą granią schodzimy na Małą Durną Przełęcz a później parchatym żlebem do Doliny Pięciu Stawów Spiskich.

Żleb jest wyceniany na I i faktycznie kluczymy w nim schodząc różnymi skałkami i rynnami, kierując się niżej w lewo na wyraźną ścieżkę, żeby ominąć dolne urwiska tego żlebu (zdjęcia na dole).

Widok z Durnego Szczytu na północny zachód

Schodzimy i zbiegamy do Doliny Pięciu Stawów Spiskich w kierunku Terinki. Jest coraz później, nie wchodzimy nawet do środka, tylko zbiegamy doliną i potem długaśnym niebieskim szlakiem, już z czołówkami, do Tatrzańskiej Łomnicy. Około 22:45 jesteśmy przy samochodzie. Wyszło coś koło 29 km i 2200 metrów, choć myślę, że zegarek nie zliczył tych krótkich zejść i wejść w żlebach i na przełączkach.

Trasa tutaj.

]]>
https://biegamwgorach.pl/3-wkt-kiezmarski-lomnica-i-durny/feed/ 4
Na Kasprowy i Szpiglasowy Wierch z powrotem przez Kozią Przełęcz https://biegamwgorach.pl/na-kasprowy-i-szpiglasowy-wierch-z-powrotem-przez-kozia-przelecz/ https://biegamwgorach.pl/na-kasprowy-i-szpiglasowy-wierch-z-powrotem-przez-kozia-przelecz/#comments Mon, 22 Oct 2018 05:26:59 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=8195 Tatry Wysokie, trasa biegowa w Tatrach

To chyba moja ostatnia jesienna wyrypka. Następna będzie już na nartach. Znowu zaczął padać śnieg. Chciałam wykorzystać pogodę i nie żałuję, choć po tej wycieczce mnie rozłożyło. Niech piękne słońce na zdjęciach Was nie zwodzi, pizgało mocno!

Ruszam o 11 z Zakopanego z niezłymi zakwasami po sobotnich przysiadach i wspinaniu. Na Kasprowy Wierch wbiegam przez Myślenickie Turnie, pierwszy raz tym szlakiem w górę. Nie jakoś mocno, ale bez przystanków, z Kuźnic zajmuje mi to 1:12. Na szczycie jestem ok. 12.30. Dość mnie na tym podbiegu wywiało, więc dłuższa przerwa w stacji kolejki na ubranie się i wygrzanie. Dalej w planie Gładka Przełęcz, najniżej położona, dostępna szlakiem przełęcz w Tatrach Wysokich, 1994 m. Z Kasprowego można się na nią dostać:

  • a. znakowanym szlakiem, zbiegając w głąb pięknej Doliny Cichej. Trzeba spaść aż na 1270 m, a następnie wbiec na Zawory (1876 m) i dopiero na Gładką. Jest to piękny szlak z widokami na dzikie i nieznane Tatry Zachodnie – Liptowskie Kopy, które oddzielają Dolinę Koprową od Cichej, czyli Tatry Wysokie od Zachodnich
  • b. granią na Liliowe i dawnym szlakiem z przełęczy. To techniczna i ciekawa ścieżka trawersująca zbocza Świnicy i Walentkowej (2156 m) przecina Dolinę Walentkową i boczny grzbiet Walentkowej

Nie spiesząc się, na Gładką docieram o 14. Dalej moim celem jest rekonesans najłatwiejszej i najniższej części głównej grani Tatr Wysokich, czyli Liptowskie Mury – 2 km z Gładkiej Przełęczy na Szpiglasowy Wierch. (Liptowskie Mury ciągną się jeszcze do Wrót Chałubińskiego).

Za Gładkim Wierchem (2066 m) zaczyna się grań Kotelnicy, a tam największa trudność na tym odcinku. Wyceniany na I, ale widziałam też II, lity kominek z przewieszką na końcu – na zejściu z Małej Kotelnicy (1985 m) na Niżnią Czarną Ławkę (1950 m). Idąc w stronę Szpiglasowego trzeba pokonać go w dół, w przeciwnym kierunku jest zdecydowanie łatwiej. Są tam zawieszone stare pętle. Takie I-II na grani bez asekuracji to według mnie najbardziej niebezpieczne momenty. Za granią Kotelnicy czekają jeszcze przyjemne granitowe szczyty Kosturów – Niżniego i Wyżniego (2083 m).

Wyżni Kostur, Liptowskie Mury, Tatry Wysokie

Wyżni Kostur, Liptowskie Mury

Na Szpiglasowym Wierchu (2172 m) jestem ok. 16, a to za sprawą cykania na każdym szczycie sweetfoci 😉 Pizga jeszcze bardziej, więc szybko zbiegam na Szpiglasową Przełęcz i już łatwym, skalnym chodnikiem do Doliny Pięciu Stawów. Dalej chciałam napierać na Zawrat, ale znam ten szlak doskonale, a nie wchodziłam jeszcze na Kozią Przełęcz!

Szybka zmiana planów i ucieczka przed zimnym cieniem rozlewającym się w dolinie. Biegnąc do słońca, które jeszcze ogrzewa grań, wychodzę technicznym szlakiem trochę powyżej przełęczy. Kusi mnie i to bardzo, żeby wdrapać się jeszcze na Kozi Wierch, ale czas jest nieubłagany, a nie mam czołówki. Jakieś pół godziny na jedzenie i fotki w ostatnich promieniach słońca i ok. 17 zaczynam zbieg w stronę Zakopanego. W Dolinie Jaworzynki łapie mnie już zmrok.

I w ten o to sposób w nogi weszło 32 km i 2600 m. Czekam już na ten zapowiadany śnieg, bo podobną turę chcę zrobić na nartach 🙂

Podobne trasy:

Orla Perć, Tatry Wysokie, Kozia Przełęcz, trasa biegowa w Tatrach

Na Orlej Perci powyżej Koziej Przełęczy

]]>
https://biegamwgorach.pl/na-kasprowy-i-szpiglasowy-wierch-z-powrotem-przez-kozia-przelecz/feed/ 4
Najdziksze Tatry Wysokie. Z Koprowego na Kasprowy https://biegamwgorach.pl/najdziksze-tatry-wysokie/ https://biegamwgorach.pl/najdziksze-tatry-wysokie/#comments Sun, 09 Sep 2018 09:36:36 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=8043 W ciemnosmreczyńskich skał zwaliska,

Gdzie pawiookie drzemią stawy,

Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy

Na plamy szarych złomów ciska.”

Jan Kasprowicz „Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach”

Szczegóły trasy

39,5 km, +2920/-3360 m link do mapy

Szczyrbskie Jezioro (1350 m) – Koprowy Wierch (2363 m) – Ciemnosmreczyński Staw Niżni (1677 m) – Zawory (1876 m) – Gładka Przełęcz (1994 m) – Kasprowy Wierch (1987 m) – Zakopane (900 m)

Macie jeszcze czas na tę wycieczkę, szlaki na tej trasie zamykane są od 1 listopada do 15 czerwca.

Podobną trasę zrobiłam w zeszłym roku, ale nie będę podawać jej dokładnego przebiegu. Ta wycieczka jest równie piękna i w pełni zgodna z przepisami parkowymi 😉

Jest to wyrypa po mało znanej części słowackich Tatr Wysokich. Dzika i piękna Dolina Hlińska i Koprowa, niedoceniana przez bliskość szlaku na Rysy. Dolina Kobyla i Cicha, ktoś w ogólne zna te nazwy? Przecież nikt nie wchodzi na Kasprowy Wierch od słowackiej strony. Właśnie dla tej dzikości, pustych szlaków i oryginalności polecam tę trasę. Ale jest to wyzwanie dla wytrwałych koneserów, bo trzeba pokonać prawie 40 km z przewyższeniem +3000/-3400 metrów!

  • Pozostałe trasy biegowe znajdziecie tutaj

Grań Koprowego Wierchu, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Na grani Koprowego Wierchu. W dole Wielki Staw Hińczowy

Logistyka

Jeśli stacjonujecie w Zakopanem, nie macie zbyt dużego wyboru. Albo ktoś podwiezie was do Szczyrbskiego Jeziora, albo musicie udać się komunikacją miejską z przesiadką. Z Zakopanego do Starego Smokowca dojeżdżacie busem (ok 1,5 godziny), tam przesiadka się w elektryczkę do Szczyrbskiego Jeziora. Drugi wariant, dużo wygodniejszy, to po prostu pojechać swoim samochodem. Potem tylko trzeba po niego wrócić 😉 Ja pojechałam następnego dnia rowerem (75 km i 1200 m+), ale można też zrobić sobie wycieczkę z Palenicy przez Rysy. Tak na dobicie zakwasów.

Na Koprowy Wierch

Ruszamy ze Szczyrbskiego Jeziora w kierunku Popradzkiego Stawu. Polecam wariant magistralą (czyli czerwonym szlakiem). Może być tutaj tłoczno, ale za to z niesamowitymi widokami na ściany Osterwy i Wysokiej. Momentami dość techniczną ścieżką dobiegamy do skrzyżowania szlaków nad Popradzkim Stawem (1520 m) i kierujemy się w lewo za niebieskimi znakami. Ścieżka biegnie tutaj łagodnie pod górę i w zupełności da się biec. Jest to piękny odcinek Doliny Mięguszowieckiej, wiodący przez niezniszczony, stary świerkowy las. Po kilkunastu minutach, wybiegając z gęstego lasu przecinamy mostkiem Żabi Potok. Docieramy do kolejnego skrzyżowania (1620 m). Czerwone znaki w prawo kierują na Rysy, a my biegniemy w lewo za niebieskimi.

Koprowy Wierch, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Koprowy Wierch

Jesteśmy już ponad granicą lasu, po lewej stronie góruje nad nami mur grani Baszt, a z prawej stoki Kopy Popradzkiej. Ścieżka prowadzi coraz stromiej zakosami do góry na skalny próg Doliny Hińczowej, skąd widać granie nad Doliną Mięguszowieckiej, w tym Rysy. Wybiegamy na wypłaszczenie z małymi stawkami, po lewej mijamy Mały Staw Hińczowy i wybiegamy na wprost Wielkiego Stawu Hińczowego (1946 m). Znad tego stawu grań Mięguszowieckich Szczytów wygląda dużo skromniej, niż znad Morskiego Oka.

Znad stawu ścieżka prowadzi stromymi, piarżystymi zakosami na Koprową Przełęcz Wyżnią (2180 m). Pojawiają się nowe widoki – na Tatry Zachodnie i mur Hrubego. Z przełęczy robimy szybki skok na Koprowy Wierch (2363 m), najpierw stromym trawiastym stokiem, gdzie na początku czerwca może występować śnieg, a następnie piękną granitową granią. Na północy w dole przykuwają uwagę Ciemnosmreczyńskie Stawy, Wyżni i Niżni – jeden z gwoździ dzisiejszego programu. Znad grani Hrubego na zachodzie wyłania się sam czubek Krywania, na północy Mięguszowieckie Szczyty, a na wschodzie można dostrzec Rysy i Wysoką. Gdy już się nasycimy widokami, zbiegamy z powrotem na przełęcz. Tutaj zaczyna się najdziksza część dzisiejszej wyrypki.

Koprowy Wierch, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Koprowy Wierch i grań Hrubego

Ciemnosmreczyńskie Stawy

Z Wyżniej Koprowej Przełęczy zbiegamy stromą ścieżką znakowaną na niebiesko do Doliny Hlińskiej, górnego odgałęzienia Doliny Koprowej. Od razu widzimy, że mało kto tędy chodzi. Kozice uciekają przed nami już z daleka, a kamienna, wąska ścieżka porośnięta jest trawą. Wczesnym latem płynie nią woda z topniejących śniegów. Po pokonaniu stromszego zbiegu wątła ścieżka prowadzi łagodnie w dół wzdłuż Hlińskiego Potoku. Z lewej strony przytłacza nas monumentalny mur Hrubego, a z prawej wznosi się odwiedzony przed chwilą Koprowy Wierch wraz z granią Pośredniego Wierszyka. Ścieżka prowadzi nas do dzikiego świerkowego lasu, w którym prędzej można spotkać niedźwiedzia, niż człowieka.

Dobiegamy do rozstaju w Ciemnych Smreczynach na wysokości 1415 m. Zbiegliśmy więc prawie 1000 metrów w dół, by znowu napierać pod górę. Szeroką, łagodną ścieżką podbiegamy do kolejnego rozstaju na wysokości 1490 m, skąd wyłania się widok na Liptowskie Mury.

W lewo prowadzi ścieżka na Zawory, nasz docelowy kierunek wycieczki, a my robimy skok w bok (czerwone znaki w prawo) do Ciemnosmreczyńskich Stawów. Będzie nas to kosztowało dodatkowe 2 km i 200 metrów w górę, ale warto odwiedzić tę mekkę malarzy i poetów.

Teren jest tutaj podmokły, na szlaku miejscami ułożone są drewniane kładki. Biegniemy kamienną ścieżką wzdłuż potoku, a następnie stromiej, wśród kosodrzewin na próg doliny. Otacza nas piękna przyroda, uwieczniana na obrazach i w poezji, między innymi w wierszu Jana Kasprowicza (zacytowanym na końcu).

Znaki kończą się przy Ciemnosmreczyńskim Stawie Niżnim (1677 m). Dawny szlak prowadził w górę północnym brzegiem jeziorka nad Ciemnosmreczyński Staw Wyżni (1725 m), a następnie stromo po piargach na Wrota Chałubińskiego, skąd można było dostać się do Polski. Nam pozostaje zbiec tą samą drogą do rozstaju Ciemnych Smreczyn.

Dolina Kobyla, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Dolina Kobyla

Z Zaworów na Kasprowy Wierch

Wracamy na zielony szlak, w który skręcamy w prawo. Biegniemy przez górnoreglowy las, a następnie stromą, krętą ścieżką na próg Doliny Kobylej. Po prawej mijamy Kobyli Stawek. Przez trawiaste wypłaszczenie dostajemy się na górny taras doliny, a z niego zakosami na przełęcz Zawory (1876 m). Przed nami pojawiają się Tatry Zachodnie. W prawo czerwonym szlakiem wbiegamy w kilka minut na Gładką Przełęcz (1994 m), by zobaczyć Dolinę Pięciu Stawów Polskich z innej perspektywy. Dawniej prowadził tutaj w dół znakowany szlak. My musimy wrócić na Zawory.

Znów kusi, żeby skrócić trasę dawnym szlakiem wprost na Liliowe, trawersując zbocza Walentkowej i Świnicy. Ale by pozostać w zgodzie z przepisami TANAP, musimy wybrać znacznie dłuższą drogę i zbiec czerwonym szlakiem do Doliny Cichej aż na 1270 m. Na rozdrożu pod Kasprowym idziemy stromo pod górę przez łączki i kosówki (żółte znaki), a następnie zakosami na Suchą Przełęcz (1950). Z przełęczy zaliczamy na dobicie Kasprowy Wierch (1987 m) i zbiegamy naszą swojską trasą (żółtym szlakiem) do Murowańca i niebieskim przez Boczań do Kuźnic. Ledwo żywi wpadamy do Zakopanego.

 

Lęki! wzdychania! rozżalenia,

Przenikające nieświadomy

Bezmiar powietrza!… Hen! na złomy,

Na blaski turnie, na ich cienia.

 

Stado się kozic rozprzestrzenia;

Nadziemskich lotów ptak łakomy

Rozwija skrzydeł swych ogromy,

Świstak gdzieś świszcze spod kamienia.”

(…)

Słońce w niebieskim lśni krysztale,

Światłością stały się granity,

Ciemnosmreczyński las spowity

W bladobłękitne, wiewne fale.

 

Szumna siklawa mknie po skale,

Pas rozwijając srebrnolity,

A przez mgły idą, przez błękity,

Jakby wzdychania, jakby żale.”

(…)

O rozżalenia! o wzdychania!

O tajemnicze, dziwne lęki!…

Ziół zapachniały świeże pęki

Od niw liptowskich, od Krywania.

 

W dali echowe słychać grania:

Jakby nie z tego świata dźwięki

Płyną po rosie, co hal miękki

Aksamit w wilgną biel osłania.”

Dolina Gąsienicowa, trasa biegowa

Dolina Gąsienicowa

]]>
https://biegamwgorach.pl/najdziksze-tatry-wysokie/feed/ 2
Dotknięcie Martinki. Bez kakakasku https://biegamwgorach.pl/dotkniecie-martinki/ https://biegamwgorach.pl/dotkniecie-martinki/#comments Sun, 26 Aug 2018 11:35:53 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=7993
Granią na Gerlach, Droga Martina, Tatry Wysokie

Granią na Gerlach, Droga Martina

Pobudka 5.30 z nadzieją, że tym razem uda się wyruszyć z Wyżnich Hagów wcześniej niż ostatnio. Na początku czerwca z Mariuszem i Kamilem wystartowaliśmy po godzinie 11. Wtedy weszliśmy tylko na szczyt, a opóźniał nas dodatkowo śnieg. Martinka pozostała nietknięta.

Bez kakakasku?

Tym razem tylko z Kamilem, zamykamy drzwi samochodu o 9.30. Masz kask? – zagaduje Kamil. To teraz mnie pytasz? Dobra, idę bez – odburkuję od niechcenia. Mam zły dzień i nie widzę tego naszego przejścia. Kamil czytał opisy wejścia Walowym Żlebem na Przełęcz Tetmajera i ktoś szukał wylotu żlebu przez 2 godziny. W Wyżnich Hagach zgodnie z prognozą słońce, ale szczyty schowane są w gęstych chmurach, nie mam kasku, nie znamy drogi. Same wymówki, żeby już na wstępie uznać, że się nam nie uda.

W dolnej, leśnej części doliny jest gorąc nie do wytrzymania. Dobrze, że jednak wzięłam krótkie gacie! Na szczęście powyżej linii lasu przyjemny chłodzik. Niestety zaczynamy wchodzić w chmury, a ja marudzić. Marudzę tak całą drogę do Batyżowieckiego Stawu. Że nic nie widać, że nie trafimy w żleb, że Kamil miał obczaić szczegółowo wejście, a pewnie tego nie zrobił, że to ja powinnam zająć się sprawdzaniem wejścia i w ogóle to trzeba było wybrać się na lajtową wycieczkę z Forkiem. Jak on ze mną wytrzymuje? Mnie samej czasem ciężko znieść moje własne marudzenie. Tajemnicą Kamila jest to, że ma cierpliwość jak wagon buddyjskich mnichów i zapewne to pozwala mu wytrzymać te wszystkie wycieczki ze mną.

Żeby uciąć moje zrzędzenie, postanawiamy, że dojdziemy na górne piętro doliny, pod żleby, zobaczymy, czy coś widać i jak nie znajdziemy wejścia, to wracamy.

Dolina Batyżowiecka, Tatry Wysokie

Dolina Batyżowiecka, pod ścianami Gerlachu

Idziecie na biwak?

Nad Batyżowieckim Stawem chmury schodzą coraz niżej i widoczność pogarsza się do tego stopnia, że gubimy ścieżkę wokół jeziorka. Po głazach dochodzimy do właściwej perci w głąb doliny i tam tradycyjnie spotykamy schodzące z gór grupy. Przywykłam już do tego, że gdy wyruszam w góry, wszyscy już schodzą. W tym momencie pytam jednak Kamila, czy ma czołówkę, bo ja oczywiście nie wzięłam. Kamil zawsze ma wszystko, czego ja zapominam, albo chciałam zapomnieć. I kask, i czołówkę, i folię NRC, i nawet kostki do asekuracji chciał zabrać, ale wybiłam mu to z głowy.

Podchodzimy przez kolejne progi doliny, a ja wreszcie przestaję marudzić. Dostrzegam pozytyw w tych schodzących w dół chmurach. Jest nadzieja, że na górze będzie lampa! I ta myśl, że wyjdziemy ponad chmury, tak mnie ożywia, że z zupełnego pesymizmu, zapalam się na to wejście. Mijamy kolejnych, schodzących wspinaczy. Jeden pyta, czy idziemy na biwak. W sensie, że tak późno? Jakie późno, jest dopiero 11! Zdążymy wejść, przebiec grań i zbiec przed 17. Mówi, że będzie „bourka”. Burka? – patrzę pytająco na Kamila. Wyjaśnia, że chodzi o burzę. Burza? Nie, z takich chmur na pewno nie będzie burzy – mówię z takim przekonaniem, jakbym specjalizowała się w meteorologii górskiej. Jestem już tak pozytywnie nastawiona, że nic nie jest w stanie mnie zniechęcić. Uwielbiam ten mój optymistyczny stan umysłu, gdy wszystko jest możliwe.

Walowy Żleb, pod Przełęczą Tetmajera, Tatry Wysokie

Walowy Żleb, pod Przełęczą Tetmajera

Wbić się w Walowy Żleb

Podchodzimy stromymi piargami na ostatnie pięterko doliny, pod Batyżowiecki Żleb i wtedy dzieje się to, co wiedziałam, że nastąpi. Przejaśnia się. Ale jak! Z zupełnej dupy nagle widzimy grań i ściany jak na dłoni! Krzyczę do Kamila, żeby wrzucił wyższy bieg i że szybko musimy wbić się we właściwy żleb. Aura w górach jest dynamiczna i zaraz znowu może się zdupić. Idziemy dalej piargami i kamieniami do góry wzdłuż ściany. Pamiętałam z mapy, że trzeba minąć te skały i gdzieś tam będzie nasz Walowy Żleb.

W ścianie wspina się dwóch Słowaków, przechodzę pod nimi, dalej w górę i dostrzegam coś na kształt żlebu, który przypomina opis przedstawiony przez Kamila. Dochodzi Kamil i rozkminiamy. Podchodzimy wyżej i dalej szukamy, czy wbijamy się tutaj? – pytam zniecierpliwiona. Wyciągam telefon, odpalam z netu jakieś zdjęcia i drogi w ścianie. Podchodzimy jeszcze kawałek i analizujemy, jakie szczyty widać na grani i gdzie dokładnie może leżeć nasz żleb. Standardowo denerwuję się na Kamila, że miał to ogarnąć, a teraz nie wie, gdzie iść. Kamil leci pod ścianę do Słowaków i po kilku bezskutecznych krzykach uzyskuje od nich ostateczną informację. Tutaj jest żleb prowadzący na Przełęcz Tetmajera. Dla jasności, znajduje się on zaraz za skałami, które oddzielają go od Batyżowieckiego Żlebu.

Wchodzimy. Ja bez kasku idę pierwsza. Początkowy, podcięty próg skalny oceniany jest na I-II, dalej są podobno jedynkowe trudności. Taki trudniejszy scrambling. Dla mnie to wejście jest podobne do ostatniej sztajchy na Aladaglar Sky Trail. Jakieś strome skałki, trochę piargu, wyżej więcej luźnych kamieni. Czuję się w takim terenie świetnie. Nawet przez myśl nam nie przechodzi, żeby się tu asekurować. Choć mijamy jakieś stanowiska i taśmy – pewnie do zjazdów.

Granią na Zadni Gerlach, Tatry Wysokie

Granią na Zadni Gerlach

Na Zadni Gerlach

Gdy widzę już przełęcz, dostrzegam dwie wyraźne ścieżki w piargu, na prawo i w lewo. Idę tą w lewo, gdzie widać szczątki rosyjskiego samolotu, który rozbił się tutaj w czasach II wojny. Jest i Zadni Gerlach! Zapominam o wejściu na przełęcz i idę wprost na szczyt. Teren robi się trudniejszy, kończy się piarg, a przede mną wyrastają porośnięte mchem pionowe skały. Dochodzi do mnie Kamil. Co robimy? – pytam. Schodzimy i wracamy do ścieżki, czy na skróty w górę po tych skałach? Gdy to mówię, dostrzegam nade mną innych wspinaczy. Jesteśmy około 10 metrów w pionie pod granią. Idę do góry. Szukam dobrych chwytów w śliskich skałach i stopni tak, żeby uniknąć stawania na mchu. Parę ruchów i wyłażę na grań, na której siadam okrakiem, żeby zrobić Kamilowi miejsce. Zdaniem Kamila to był trójkowy odcinek. Okazał się być najtrudniejszym fragmentem dzisiejszej wyrypki.

Nawet nie zauważyłam, że znowu grań spowiły chmury i będzie tak już do końca. Poniżej grani jest wyraźna, łatwa ścieżka, ale my idziemy ściśle granią. Kamil bawiąc się tym doskonale, trzyma się samego jej ostrza. Widzę, jaką sprawia mu to radość. Prawdziwy z niego graniowiec! Ostatni kawałek na szczyt jest niemal biegowy, wbiegam więc pod górę i wpadam na wierzchołek – kupę skał. Ale nie byle jaką! Ta kupa głazów była przed rozbiorami, a potem w latach 1938–1939 najwyższym szczytem Polski! 2638 m n.p.m.

Chwila odpoczynku, kanapki. Za Przełęczą Tetmajera, w chmurach rysuje się ostra grań Gerlachu. Widzimy a na niej ludzi, których spotkaliśmy wcześniej. Idą z lotną asekuracją. Dyskutujemy trochę o tym. Kamil wyjaśnia mi wątpliwości co do skuteczności tej asekuracji i że czasem bezpieczniej jest bez. Ale oczywiście, jeśli będę chciała, to się zwiążemy. Grań z przełęczy na Gerlach wygląda z daleka na trudną. Lufa, stromo i nie da się tego licha obejść.

Zadni Gerach, Droga Martina, Tatry Wysokie

Zadni Gerlach, w tle grań Gerlachu

Z Przełęczy Tetmajera na Gerlach ściśle granią

Szybko docieramy na przełęcz i ruszam żwawo pierwsza. Zaraz orientuję się, że to licho nie takie trudne, na jakie wyglądało. Wielkie głazy, jest gdzie stanąć, za co złapać. Lufiasto, mroczno, trzeba czasem kombinować i gdzieś się podciągnąć, ale do przejścia! Idziemy bardzo sprawnie. Cykam samojebki na najciekawszym odcinku – niemal pionowej ściance z półeczką i dużą ilością powietrza pode mną. Dalej jest już łatwiej i szerzej. Jeszcze jakiś uskok, pionowe podejście, gdzie mogę wykorzystać swoje rozciągnięcie i sama się dziwię, skąd u mnie takie umiejętności wspinaczkowe. Na chwilę przez chmury przebija słońce. Kolejne fotki. Kamil śmieje się ze mnie, a ja z niego, że z uporem maniaka idzie samym ostrzem grani.

Granią na Gerlach, Tatry Wysokie

Granią na Gerlach

Najlepszy jest ostatni odcinek przed Gerlachem. Na dole wyraźna ścieżka, widać, że często robione obejście, a przed nami trudniejszy fragment z lufą, gdzie muszę trochę pogłówkować, jak zejść z większego głazu. Gdy pokonuję tę przeszkodę, wyłania się bulderowa skałka w kształcie paszczy rekina, z lufą po lewej stronie i stromym stokiem po prawej, ostatnia skała przed szczytem. Gdy pod nią stoję, nie ma już możliwości łatwego zejścia na ścieżkę – na ten wariant trzeba było zdecydować się dużo wcześniej. Kamil zachęca mnie do spróbowania. Chyba zwariowałam, myślę sobie, przecież nigdy nie wspinałam się po takich skałach! Kilka przymierzeń, łapię chwyty na górze, stopy na tarcie i wyciągam się na rękach. Jestem na górze, trzy kroki na kolejny głaz i stoję już na Gerlachu! Kamil trzy sekundy za mną. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że ani razu nie wyciągnęliśmy liny, a ja zupełnie o niej zapomniałam. To co, zostajemy na biwak? – śmieję się do Kamila.

Droga Martina, grań Gerlachu

Ostatnia skałka pod Gerlachem

Zejście Batyżowieckim Żlebem

Patrzymy w dół, ekipa która szła z asekuracją jest dopiero w górnych partiach żlebu. Dogonimy ich pewnie na dole w dolince – mówię do Kamila. Na górze spędzamy dobre pół godziny, robiąc foty i ciesząc się przejściem. Zejście Batyżowieckim Żlebem to formalność. Schodzę nim trzeci raz, znam tu prawie każdy kamień i ścieżkę, więc poruszamy się szybko i sprawnie. Dowiedziałam się w górach czegoś nowego o sobie. Mam niezłą pamięć do topografii i orientację w skalnym terenie. Lepiej niż Kamil, jakby nie było stary, doświadczony łojant, orientuję się w wyszukaniu drogi czy przejścia. Dostrzegam i zapamiętuję każdy szczegół. Cenna cecha w górach.

Gerlach, Droga Martina

Gerlach, Droga Martina

Doganiamy naszych słowackich wspinaczy przed Batyżowiecką Próbą. To kolejny trudniejszy fragment dzisiejszego programu, ale ubezpieczony klamrami. Niektórzy tutaj dodatkowo się asekurują. I ja też, wchodząc na Gerlach pierwszy raz z Mariuszem, w tym miejscu na podejściu wolałam iść na stałej asekuracji. Teraz schodzę bardzo sprawnie. Mijamy sześciu wspinaczy poniżej próby. Jeszcze trochę łańcuchów i klamer na pionowej ściance, która przypomina mi fragmenty trasy na KIMA i jesteśmy w dolince. Jest godzina 17. Na grani znowu świeci słońce! Byliśmy tam godzinę za wcześnie 😉

Szybko schodzimy najpierw piargami do stawu, a potem szlakiem. Nie chce nam się zbiegać. Idziemy żwawo i gadamy. Snujemy kolejne projekty i plany. Chcę zrobić całą Martinkę i jeszcze parę innych ciekawych grani. Grzeje nas zachodzące pomarańczowe słońce. Nie wieje. Jest ciepło. Jest pięknie!

Szczegóły przejścia: Wyżnie Hagi – Batyżowiecki Staw – Walowy Żleb – Zadni Gerlach, 2638 m (ściśle granią) – Przełęcz Tetmajera, 2593 m – Gerlach, 2654 m (ściśle granią) – Batyżowiecki Żleb – Wyżnie Hagi. 17 km i +1700 m.

Według wyceny całej Drogi Martina, odcinek z Przełęczy Tetmajera na Gerlach jest najtrudniejszy, o skali II IUAA.

Przebieg Drogi Martina

A teraz wyjaśnienie, skąd wziął się tytuł.

I jeszcze trochę fotek

Walowy Żleb, pod Przełęczą Tetmajera.

Walowy Żleb, pod Przełęczą Tetmajera, Tatry Wysokie

Walowy Żleb, pod Przełęczą Tetmajera

Zadni Gerlach, w tle grań prowadząca na Gerlach.

Zadni Gerlach, Tatry Wysokie

Zadni Gerlach, w tle grań na Gerlach

Kamil na grani.

Granią na Gerlach, Droga Martina, Tatry Wysokie

Kamil na Grani Martina

Grań Gerlachu.

Granią na Gerlach, Droga Martina, Tatry Wysokie

Granią na Gerlach, Droga Martina

Granią na Gerlach, Droga Martina, Tatry Wysokie

Granią na Gerlach, Droga Martina

Granią na Gerlach, Droga Martina, Tatry Wysokie

Granią na Gerlach, Droga Martina

Granią na Gerlach, Droga Martina, Tatry Wysokie

Granią na Gerlach, Droga Martina

Ostatnia skałka pod szczytem, idziemy ściśle granią.

Droga Martina, grań Gerlachu

Ostatnia skałka przed Gerlachem

Stąd przyszliśmy 🙂

Gerlach, Droga Martina

Gerlach, Droga Martina

Zdjęcia: Kamil Weinberg, Olga Łyjak.

]]>
https://biegamwgorach.pl/dotkniecie-martinki/feed/ 1
Skyrunning: Tatry Wysokie w jeden dzień https://biegamwgorach.pl/skyrunning-tatry-wysokie-w-jeden-dzien/ https://biegamwgorach.pl/skyrunning-tatry-wysokie-w-jeden-dzien/#comments Tue, 03 Jul 2018 09:02:59 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=7390 Lubię bieganie po górach najbardziej za to, że w jeden dzień czy kilka godzin można zrobić trasę, na którą przeciętny turysta potrzebuje kilku dni. Dziś zabieram Was do Morskiego Oka, na Szpiglasowy Wierch, do Doliny Pięciu Stawów, Zawrat, Orlą Perć i do Doliny Gąsienicowej. Na koniec zbieg do Zakopanego, a zaczynamy w Palenicy!

Szczegóły trasy: Palenica Białczańska (985 m) – Schronisko Morskie Oko (1410) – Szpiglasowa Przełęcz (2110) – Szpiglasowy Wierch (2172) – Dolina Pięciu Stawów (1745) – Zawrat (2159) – Kozi Wierch (2291) – Skrajny i Pośredni Granat (2234) – Krzyżne (2112) – Czarny Staw Gąsienicowy (1622) – Murowaniec (1505) – Przełęcz Między Kopami (1499) – Kuźnice – Zakopane

33 km +2600 m link do trasy (mapa turystyczna), moja wycieczka tutaj (strava).

Pierwotny zamysł trasy to z Zawratu na Świnicę, ale niestety z powodu obrywu skalnego w maju, szlak został zamknięty do odwołania. Pomyślałam więc, czemu nie przez Orlą Perć? 🙂 I tak zrodził się pomysł tej hardcorowej trasy. Na szczęście w wielu miejscach można ją skrócić, jeśli opadniecie z sił albo pogoda się popsuje. Można od razu zbiec z Zawratu do Gąsienicowej albo wycofać się później na Orlej, o czym napiszę niżej.

Jeśli stacjonujecie w Zako, to logistyka jest bardzo prosta. Jedziecie spod Ronda Kuźnickiego autobusem za 10 zł i za 30 minut jesteście w Palenicy, a wracacie przez góry. Nic prostszego! Warto wybrać się bladym świtem, żeby nie biec do Moka slalomem między turystami albo poza weekendem. Na Orlej Perci też lepiej mieć mniejszy ruch.

Z Palenicy nad Morskie Oko

Wycieczka do Morskiego Oka jest dla niektórych sama w sobie wydarzeniem całodniowym, dla nas biegaczy to tylko rozgrzewka. Bardzo fajna rozgrzewka, bo przez 7,5 km można spokojnie biec asfaltem, bez przechodzenia do marszu.

Ruszamy z parkingu na Polanie Palenica na wysokości 985 m npm. Jeśli zaczęliście wcześnie rano, to rozkoszujecie się szeroką asfaltową drogą z widokami na Rysy, a jak zaspaliście, to musicie lawirować między turystami i fasiągami. Dla urozmaicenia lepiej biec skrótami, ścinającą asfalt skalną ścieżką. Schronisko przy Morskim Oku leży na wysokości 1405 m, co oznacza, że na 7,5-km odcinku jest tylko 430 metrów różnicy wzniesień. Szybki biegacz pokona go na spokojnie w czterdzieści parę minut.

Przed schroniskiem trasa odbija w prawo, żółtym szlakiem, ale warto podbiec jeszcze kawałeczek i zobaczyć to przecudne miejsce, najpiękniejsze jezioro w Polsce i największe w Tatrach.

Szpiglasowy Wierch, bieganie po górach, Tatry Wysokie, trasy biegowe w Tatrach

Szpiglasowy Wierch, Tatry Wysokie

Szpiglasowy Wierch

Szlak na Szpiglasową Przełęcz odbija jeszcze przed Morskim Okiem w prawo. Słusznie nazwany został Ceprostradą, bo ścieżka ułożona jest z niemal idealnie pasujących do siebie skalnych płyt. Jeśli macie siłę, to tak naprawdę da się wybiec tym szlakiem na samą przełęcz. Wolniejsi biegacze zapewne przejdą tu i ówdzie do szybkiego marszu. A warto zwolnić, bo szlak jest przepiękny! (zdjęcie na górze)

Najpierw biegniemy powyżej kotliny Morskiego Oka. Mamy zatem po naszej lewej piękne widoki na Morskie Oko, Czarny Staw pod Rysami i Rysy, a przed nami wyłania się iglica Mnicha. Początkowo widoki zasłaniają drzewa i krzewy bujnie tutaj rosnące, ale gdy już wybiegniecie ponad ich granicę, możecie do woli rozkoszować się widokami. Szlak prowadzi na próg Dolinki za Mnichem na wysokości 1790 m i tutaj kierujemy się w prawo, dalej żółtym. Przed tym progiem jest ostanie miejsce, gdzie można ze strumienia zaczerpnąć wody, następne będzie dopiero w Piątce. Pięknie widać stąd Dolinkę za Mnichem i szlak prowadzący na Wrota Chałubińskiego. Jak za mało Wam metrów, to można skoczyć Wrota (2022 m) i z powrotem.

Nasza trasa prowadzi dalej łagodnymi zakosami na zboczach Miedzianego. Gdy wybiegniemy wyżej widać już przełęcz i Szpiglasowy Wierch, a za Główną Granią Tatr wyłania się Lodowy Szczyt i Wysoka. Wybiegamy na szeroką Szpiglasową Przełęcz (2110 m), która oddziela Szpiglasowy Wierch od Miedzianego i od razu rzuca się w oczy przepiękny widok na Dolinę Pięciu Stawów i grań Kozich Wierchów. Jeśli biegliście spokojnym tempem, to znajdziecie się tutaj po około 2 godzinach od startu w Palenicy.

Na Szpiglasowy Wierch ścieżka prowadzi miejscami wąską granią i po stromszych skałkach. Na szczycie odsłaniają się kolejne piękne widoki – na słowacką część Tatr – Dolinę Ciemnosmreczyńską, Krywań i grań Hrubego Wierchu, w oddali widać Tatry Zachodnie.

Tą samą ścieżką wracamy na Szpiglasową Przełęcz i kierujemy się w dół do Doliny Pięciu Stawów.

Szpiglasowa Przełęcz, Tatry Wysokie, trasy biegowe w Tatrach

Zbieg ze Szpiglasowego Wierchu na Szpiglasową Przełęcz

Ze Szpiglasowej Przełęczy na Zawrat

Pierwsze kilkanaście metrów zejścia ubezpieczone jest łańcuchami, ale teren nie jest trudny i nie ma ekspozycji. Jest trudny do zbiegania, ale nie do zejścia. Oczywiście trudność mogą spowodować warunki, np. oblodzenie lub śnieg, który pojawił się tutaj na początku lata. Gdy już uporacie się z łańcuchami i ze skalnymi trudnościami, zbiegacie na piarżystą stromą ścieżkę, by niżej znowu znaleźć się na niemal idealnie ułożonym chodniku. Szpiglasowa Perć prowadzi nas na dno najpiękniejszej doliny w polskich Tatrach, Doliny Pięciu Stawów Polskich. Zbiegamy z cudnymi widokami na Czarny Staw Polski po lewej oraz Wielki i Przedni Staw po naszej prawej stronie. Na dnie doliny (1715 m) przekraczamy strumień płynący od Czarnego Stawu – można tutaj wreszcie nabrać na zapas wody i biegniemy dalej lekko pod górę do skrzyżowania szlaków (1745 m). Stąd można odbić w prawo do schroniska – ok. 2 km.

Nasza trasa prowadzi niebieskim szlakiem w lewo na Zawrat. Najpierw łagodnie pod górę, po prawej stronie mijamy Dolinkę Pustą i szlak na Kozią Przełęcz, później bardziej stromo podchodzimy pod zboczami Kołowej Czuby. Przed nami wyłania się Dolinka pod Kołem z Zadnim Stawem Polskim, Gładka Przełęcz i Walentkowa Grań. Pod samym Zawratem kamienisty szlak prowadzi zboczami Małego Koziego Wierchu. Siąpi tutaj malutkie źródełko i warto zebrać po kropelce z litr wody, bo będzie musiała nam wystarczyć na całą Orlą Perć! Wychodzimy na Zawrat (2159 m), wąską przełęcz, przypominającą skalne wrota, z której roztacza się przepiękny widok na Dolinę Gąsienicową.

Ze Szpiglasowej Przełęczy na Zawrat wytrenowany biegacz dobiegnie bez pośpiechu w około 45 minut.

Dolina Pięciu Stawów Polskich, podejście na Zawrat, Tatry Wysokie, trasy biegowe w Tatrach

Podejście na Zawrat z Doliny Pięciu Stawów Polskich

Orla Perć

To najtrudniejszy odcinek trasy, ale można go ominąć i zbiec od razu z Zawratu do Gąsienicowej. Tutaj trzeba być obeznanym z łańcuchami, pionowymi drabinkami, klamrami i ekspozycją. Sprawny biegacz bez lęku wysokości przejdzie Orlą w około dwie godziny. Ale nic na siłę. Jeśli nie czujecie takiego terenu, to po prostu pobiegnijcie w dół z Zawratu (ale uwaga, tutaj też jest stromo i są łańcuchy).

Orla Perć ma ok 4 km i 500 m podejść. Prowadzi częściowo granią, a głównie jej trawersami.

Przebieg Orlej Perci i możliwe wycofy – Zawrat 2159), granią na Mały Kozi Wierch (2228), obejście grani Zmarzłych Czub, Zmarzła Przełęcz (2126), trawers grani słynnej Zamarłej Turni, Kozia Przełęcz (2137 – możliwy wycof do Piątki albo do Gąsienicowej), Kozie Czuby (2266), Kozia Przełęcz Wyżnia (2240), Kozi Wierch (2291 – wycof do Piątki), trawers grani do Buczynowej Strażnicy (2245) na Przełączkę nad Buczynową Dolinką (2225 – za nią wycof do Gąsienicowej), trawers na Zadni Granat (2240 – wycof do Gąsienicowej), granią na Pośredni (2234) i Skrajny Granat (2225 – wycof do Gąsienicowej), trawers na Granacką Przełęcz (2145), Orla Baszta (2177), trawers Buczynowych Czub, Przełęcz Nowickiego (2105 – możliwy wycof poza szlakiem do Buczynowej Dolinki), obejście Wielkiej Buczynowej Turni, Mała Buczynowa Turnia (2177), łatwy trawers na Krzyżne (2112).

Powiązane wpisy:

Orla Perć kobiecy rekord przejścia

Orla Perć biegiem

Zbieg z Krzyżnego do Zakopanego

Wydaje się, że zbieg z Krzyżnego to będzie już pestka, ale nic bardziej mylnego. Niektórzy znają ten odcinek w wersji up z pewnego znanego biegu w Tatrach. Najpierw stromo i zakosami po nierównych skałach i piargach do Doliny Pańszczyca. Po drodze jeszcze parę mniejszych podbiegów i podejść. Wreszcie też można uzupełnić płyny, bo jest kilka strumieni i mały Czerwony Staw. Wąską i dość techniczną ścieżką docieramy w końcu do Schroniska Murowaniec. To pięknie usytuowane schronisko na Hali Gąsienicowej z licznymi ławeczkami i stoikami na zewnątrz, w ciepłe weekendy bywa bardzo zatłoczone. Można tutaj zjeść świetne naleśniki z malinami.

Jak już Wam się to ułoży, to trzeba jeszcze na chwilę spiąć pośladki. Mijamy schronisko od południowej strony i skalnym chodnikiem wybiegamy na Halę Gąsienicową, mijamy Betlejemkę i znowu podbiegamy szerokim szlakiem, zabezpieczonym w poprzek drewnianymi palami. Ciężko się tu podbiega, zwłaszcza po naleśnikach 😉 Ale w nagrodę za naszymi plecami roztacza się przepiękny widok na Dolinę Gąsienicową, dlatego warto się tutaj na chwilkę zatrzymać. Docieramy na najwyższy punkt szerokiej hali zwanej Królową Równią i dalej będzie już tylko w dół. Po nierównych kamieniach, przeskakując większe głazy, dobiegamy na Przełęcz między Kopami (1499 m). Dobrze jest znaleźć się tutaj wieczorem, bo czeka nas wtedy piękny zachód słońca z Giewontem w roli głównej.

Z przełęczy są do wyboru dwa warianty zbiegu – przez Boczań niebieskim szlakiem, albo przez Dolinę Jaworzynka – żółtym w lewo. Przez Boczań jest bardziej widokowo, jednak szlak przez Jaworzynkę jest nieco łatwiejszy technicznie, choć nie można powiedzieć, żeby to była wygodna ścieżka. Wąska ścieżka utkana jest skałkami, raz łagodniej, raz stromiej. Gdy wbiegniemy już do lasu, zamienia się w skalny, nierówny chodnik. Na dnie doliny, na pięknej Polanie Jaworzynka można wreszcie wyciągnąć nogi bez obawy o wywrotkę. Mijamy po prawej stronie szałasy i zanim wybiegniemy do Kuźnic na koniec jeszcze mały podbieg. Na 2-km zbiegu z Kuźnic do ronda można wreszcie rozwinąć nasze największe prędkości na prawie dokończonym, nowym deptaku.

A po odpoczynku i prysznicu możecie z czystym sumieniem wybrać się na wieczorne przejście Grani Krupówek 😉

Polecam również trasy:

Krzyżne, Tatry Wysokie, trasy biegowe w Tatrach

Krzyżne, Tatry Wysokie

]]>
https://biegamwgorach.pl/skyrunning-tatry-wysokie-w-jeden-dzien/feed/ 7
Memoriał Józefa Psotki – lubię się nie ścigać https://biegamwgorach.pl/memorial-jozefa-psotki/ https://biegamwgorach.pl/memorial-jozefa-psotki/#respond Fri, 20 Oct 2017 12:00:42 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=6986
XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Rohatka

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Rohatka

Dlaczego tak bardzo mi się spodobało? Bo piękne, jesienne i zarazem ośnieżone Tatry? Serdeczna atmosfera i przemili ludzie? Bo było fajnie ściganie? Bo właściwie nie było ścigania?

Było ściganie i nieściganie. Lubię się ścigać. Ale jeszcze bardziej lubię się nie ścigać, po prostu być w górach. Kocham przygody, lubię się bać i czuć się odważna, pokonywać wyzwania i trudności. Uwielbiam przestrzeń. Nieskończenie piękną przestrzeń. Przestrzeń, w której mogę iść szybko albo wolno, mogę dawać z siebie wszystko albo spokojnie pokonywać skalne trudności, w której jestem zupełnie sama i boję się dzikich zwierząt, albo jestem z ludźmi, takimi jak ja.

Dlatego pokochałam te zawody.

Zapisałam się po tygodniowym przeziębieniu. Przez dwa tygodnie zrobiłam dwa treningi. Tydzień przed – krótki mocny cross i dwa dni przed – 6 km i przebieżki. To nie było mądre, ale nie mogłam nie wystartować. Od trzech lat chciałam tutaj pobiec, ale zawsze coś wypadało. A takiej pogody w Tatrach dawno nie było w październiku.

Jak wiadomo bieganie pod górę nie jest moją specjalnością, a w tym roku mój trening w ogóle jest słaby. A na tych zawodach czas liczy się tylko pod górę. W sumie 20 km i 2000 m w pionie. Są dwie czasówki wliczane do wyników: z Tatrzańskiej Łomnicy na Polski Grzebień (16 km i 1700 m) i ze Zbójnickiej Chaty na Czerwoną Ławkę (3 km i 350 m). Cała trasa ma 36 km i ok 2500 m przewyższenia i trzeba się zmieścić w limicie 8 godzin i 15 minut. To dużo. Bardzo dużo. Ale biorąc pod uwagę odpoczynki między czasówkami, trudne warunki na zejściach z przełęczy, jak się okazało, wcale nie wracałam z drugiej mety spacerkiem.

Start o godzinie 9 z Tatrzańskiej Łomnicy. Warto wiedzieć, że „prezentacja” to nie nasza odprawa, czy inne spotkanie organizacyjne ale wydawanie numerów! Prezentacja zaczynała się o 7 i chwała Bogu, że odpuściłam. Byłam w Łomnicy jakoś po 8. W ogóle super miejsce na organizację zawodów. Biuro zawodów mieści się w pensjonacie Tenis Centrum z wielką halą tenisową i świetnym zapleczem hotelowym. Zostałam na noc po biegu.

Rano jest dość zimno, ok 7 stopni, a w ciągu dnia ma grzać słońce. Decyduję się jednak pobiec w długich legginsach i bluzce z długim rękawem. Do plecaka zabieram wymaganą wiatrówkę, raczki, rękawiczki i dodatkową opaskę na głowę. Jedzenie, ile wziąć żeli? Zabieram 4 – tylko na pierwszą czasówkę (nie wiem jakim cudem wzięłam jednak 3…) Grzebię się strasznie z tym szykowaniem, przypinaniem numeru, dziwnego chipa zakładanego na palec (nie wiem, co z nim zrobić) i w efekcie nie robię porządnej rozgrzewki, tylko 500 m, żadnych rytmów.

Start

Lecę jakbym biegła szybką, płaską piątkę, a nie 16 km pod górę. Wiem, że będę mieć czas w granicach 2:15. Biegłam w sierpniu mocno na Rysy, a tu jest ciut dłużej i więcej przewyższenia. To po jaką cholerę cisnę tak mocno? Tętno progowe jak nic! Zakwaszam się. I czuję się jakoś słabo. Gdy robi się bardzo stromo przechodzę do marszu, żeby uspokoić tętno. Po ok. 1 km wyprzedzają mnie jedna po drugiej dwie dziewczyny. Biegną tak lekko! Po jakimś czasie wyprzedza mnie jeszcze jedna skialpinistka, ale mam ją długo w zasięgu wzroku.

Bo wiecie, w tym biegu startują mocni słowaccy skialpiniści. Latem trenują pod sezon zimowy i zasuwają pod górę jak rakiety. A ja czuję na stromych podejściach jakąś dziwną niemoc. Na lekkich podbiegach i nielicznych płaskich odcinkach biegnie mi się za to super. Dziwne, bo przecież nie trenowałam prawie wcale szybkości, ale nie trenowałam też dynamicznych podbiegów. Szybko do mnie dociera, jestem zaczłapana tymi długimi wyrypami, nie mam dynamiki na podejściach.

Za Rainerową Chatą

jest wypłaszczenie, potem podbieg i kawałek zbiegu do Śląskiego Domu. Odcina mnie. Teren jest trudny, niby w dół, ale pod nogami nierówne głazy, z boku przeszkadza kłująca kosówka, kręta ścieżka, nie mogę złapać rytmu. Zaczyna mnie mdlić i kręci mi się w głowie. Muszę przejść co marszu. Na zbiegu! Kończą mi się żele. Wzięłam tylko 3 żele na ponad 2 godziny biegu. Może na punkcie pod Śląskim Domem coś będzie? Ale nic z tego. Doczłapałam jakoś, a tam tylko herbata. Tylko i aż. Słodka herbata! Zatrzymuję się na jakieś 2 minuty. Nie mogę oderwać się od tej herbaty, piję i piję, kubek za kubkiem. Napełniam flask i pokrzepiona biegnę dalej.

Jeszcze ok 3 km i 550 m przewyższenia. Siły po tej herbacie trochę mi wrócają i lecę na maksa. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle dałam z siebie na zawodach. Nogi już się pode mną uginają, a ja nie chcę się poddać. Dostrzegam przed sobą różową postać z białym plecakiem. Chcę ją dogonić, choć wiem, że to niemożliwe. Ale przynajmniej zniweluję do minimum stratę, żeby mieć szansę na trzecie miejsce po drugiej czasówce. Ten odcinek trasy znam dobrze, byłam tu w czerwcu z Forkiem. Dość wygodny, kamienny chodnik pod górę, im wyżej tym stromiej. A wyżej sporo śniegu. Już nie ma mowy o podbieganiu. Łapię się rękami śniegu i skał, dyszę jak lokomotywa. Na szczęście meta jest wcześniej, poniżej przełęczy.

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie

Meta 1 czasówki pod Polskim Grzebieniem

Polski Grzebień

Dobiegam i rzucam się na jedzenie! O niczym innym teraz nie marzę! Do wyboru chleb z nutellą, chleb ze smalcem, batony i herbata. Piję dużo herbaty. Odpoczywam tutaj grubo powyżej 15 minut. Ale robi mi się zimno, trzeba ruszać dalej. Zabieram dwa batony na drogę i wkładam raczki – obowiązkowe na tym odcinku.

Jest cudnie! Teraz mam czas napawać się widokami, które przecież doskonale znam. Ale za każdym razem jest inaczej. Inaczej pada słońce na szare skały, są inne chmury, jest spokojnie albo szaleje wiatr, słonecznie albo ponuro, mniej lub więcej śniegu. Są inni ludzie. Dolina Białej Wody wygląda przepięknie, szlak na Polski Grzebień od północnej strony w ogóle nieprzedeptany. Marzy mi się, żeby go przedeptać, może za tydzień? Zejście z Polskiego Grzebienia śliskie i niebezpieczne, ubezpieczone na czas zawodów dodatkową liną. Oj, ciężko by tu było bez raczków! A ja się krzywiłam, że każą nam je zabrać.

Zupełnie zapominam, że po przejściu przez Rohatkę do Zbójnickiej Chaty znowu trzeba będzie dać z siebie wszystko i maksymalnie się wysilić. To trudne zawody. Ale właśnie dlatego są tak ekscytujące!

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Dolina Białej Wody

Z Polskiego Grzebienia na Rohatkę – Dolina Białej Wody

Szlak na Rohatkę

jest za to dobrze przedeptany. Fajnie się wchodzi po śniegu. Dużo łatwiej niż latem po klamrach i skale. Na przełęczy wesoła ekipa gości z Horskiej Służby, którzy zabezpieczają trasę. Jeden z nich częstuje mnie „dopingiem” i wciska do ręki piersiówkę. Serdeczna atmosfera, biegacze wyluzowani, przecież tutaj się nie ścigamy.

Na zejściu znowu przydają się raczki i lina też jest tutaj na miejscu. Północna, chłodna strona Doliny Staroleśnej. Pamiętam, gdy byłam tu kiedyś pod koniec sierpnia i też było zimno. Dopiero gdy wyszłam na przełęcz ogrzały mnie promienie słońca. Zbiegam w raczkach prawie do samej Zbójnickiej Chaty, tyle lodu na szlaku. Tutaj jedni szykują się na kolejny start, inni leżą i odpoczywają, rozmawiają. Widać, że sporo osób świetnie się zna.

Można wystartować o dowolnym czasie, byle zdążyć przed 13:45. Znowu ciepła, słodka herbata. Nigdy herbata nie smakuje tak dobrze jak w górach! Odpoczywam ponad pół godziny, ale nie dłużej. Dłużej nie ma już sensu. Czuję, że słabnę i się wychładzam. Czas na kolejny wycisk! Ruszam.

Na Czerwoną Ławkę

Daję z siebie absolutnego maksa, choć ciężko mówić o jakiejś zawrotnej szybkości. Na szlaku sporo śniegu, miejscami stromo. I po prostu nie mam już sił, ale chcę nadrobić stratę z pierwszej czasówki. Tylko to teraz się liczy, czas, jak najszybciej do celu. Wyprzedzam dwóch biegaczy, którzy wystartowali przede mną, ktoś inny mnie dogania. Dziwnie się biegnie, gdy nie widzę zawodniczek, z którymi się ścigam. Walczę z nimi wirtualnie. A w zasadzie to nie z nimi, tylko z sobą, dystansem i czasem. Daję z siebie wszystko i jeszcze więcej. Już nie mogę, opadam z sił. Szlak miejscami zanika w niekończącej się przestrzeni szarych skał i śniegu, ciężko się zorientować, którędy biec. Jest, widzę metę, czerwone chorągiewki! Znowu trochę poniżej przełęczy. Co za ulga! Dobiegam, upadam na śniegu. Stopuję zegarek, po niecałych 35 minutach. Czas znowu się zatrzymuje. Łapię oddech, jak ryba wyciągnięta z wody. Ale jestem u siebie. W przecudnym miejscu. Oślepia mnie słońce. Widzę piękną, biało-szarą dolinę i ostre, czarne krawędzie szczytów, jakby wycięte na niebieskim niebie.

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Dolina Staroleśna

Meta 2 czasówki, pod Czerwoną Ławką, Dolina Staroleśna

Tutaj znowu świetna atmosfera, nie chce się stąd ruszać. Ale coś mi podpowiada, żeby już iść. Dobra decyzja, bo zejście z Czerwonej Ławki jest o wiele trudniejsze niż w moich najśmielszych wyobrażeniach. Stromo, oblodzone skały. Lodowane łańcuchy, przez które już prawie nie czuję dłoni. Przydałaby się uprząż i raki. Naprawdę to mówię – zwolenniczka stylu light and fast. Boję się, że puszczę łańcucha i sturlam się w dół po skałach i śniegu. Naprawdę się boję. Gdyby nie ci wszyscy ludzie, biegacze, którzy schodzą razem ze mną, spanikowałabym. Nie pamiętam, ile trwa to zejście, może pół godziny? Nie mogę uwierzyć, że latem zajmuje ono kilka minut. Wreszcie koniec łańcuchów, co za ulga, udało się, jestem szczęśliwa! Jest tu jeszcze dodatkowa poręczówka, ale już można zbiegać. Naprawdę super zabezpieczone zawody.

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Czerwona Ławka

Czerwona Ławka

Jeszcze tylko zbieg po śniegu do Chaty Téryho, a potem 12 km i 1300 metrów w dół do Tatrzańskiej Łomnicy. Fajnie się biegnie, już bez żadnej spiny. Ludzie biegną C2150-508 grupkami, towarzysko. Nikt już nie myśli o ściganiu.

Dopiero przed dekoracją dowiaduję się, że jestem czwarta. Nie udało się nadrobić czasu na drugiej czasówce, choć strata była niewielka.

Ale jakie to ma w ogóle znaczenie, czy byłam pierwsza, czwarta, czy dziesiąta? Czy przed śmiercią ktoś będzie mnie rozliczał z zajętych miejsc i uzyskanych czasów? Czy będę raczej wspominać to, gdzie byłam i co przeżyłam? Bo czy bycie pierwszą jest bardziej wartościowe od bycia ostatnią? Lubię się ścigać, ale jeszcze bardziej lubię się nie-ścigać. I takie były te zawody. Kolejny, cudowny dzień w górach! To co kocham najbardziej! 

XXXIII Memoriał Józefa Psotki, pod Polskim Grzebieniem, Foto. Martin Bartoň XXXIII Memoriał Józefa Psotki, pod Polskim Grzebieniem XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Rohatka XXXIII Memoriał Józefa Psotki, Tatry Wysokie, Dolina Staroleśna XXXIII Memoriał Józefa Psotki, pod Polskim Grzebieniem, Foto.

Przeczytaj również

]]>
https://biegamwgorach.pl/memorial-jozefa-psotki/feed/ 0
Ekstremalne zawody w Tatrach. XXXIII Memoriał Józefa Psotki https://biegamwgorach.pl/ekstremalne-zawody-w-tatrach-xxxiii-memorial-jozefa-psotki/ https://biegamwgorach.pl/ekstremalne-zawody-w-tatrach-xxxiii-memorial-jozefa-psotki/#respond Thu, 12 Oct 2017 11:38:01 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=6924
Ekstremalne zawody w Tatrach. XXXIII Memoriał Józefa Psotki

Rohatka, Tatry Wysokie

Poluję na te zawody od trzech lat. W 2014 wyjechałam w Alpy, w 2015 była dupówa i trasa została skrócona, w 2016 też była dupówa i wyjechałam na wspinanie do cieplejszych miejsc. Teraz wreszcie jest piękna, słoneczna pogoda. Weekend zapowiada się ciepły, 15 stopni w Tatrzańskiej Łomnicy, 8 na wysokości 2000 m. W wyższych partiach śnieg. Zawody odbędą się na pełnej trasie. Będzie zabawa!

Dlatego spontaniczna zmiana planów. Nie taplam się w błocie na Łemkowynie, tylko walczę ze śniegiem w Tatrach!

Memoriał Józefa Psotki to zawody ekstremalne, w Tatrach Wysokich i trudnych warunkach. Rozgrywane są zawsze w połowie października, kiedy w Tatrach z reguły jest już śnieg, od 33 lat. Do wyboru są dwie trasy, Extreme i Basic.

Trasa wersji Extreme

Tatrzańska Łomnica – Rainerowa Chata – Hrebienok – Śląski Dom (1665 m) – Polski Grzebień (2200 m) – Rohatka (2228 m) – Zbójnicka Chata (1960 m) – Czerwona Ławka (2352 m) – Chata Téryego (2015 m) – Chata Zamkowskiego (1475 m) – Rainerowa Chata – Tatrzańska Łomnica.

Trasa nie będzie oznakowana (takie są zasady na terenie TANAP’u).

Nasz Bieg Marduły to przy tym bułka z masłem, a nawet mały skrawek śniegu na Przełęczy Świnickiej skłania organizatorów do rokrocznej zmiany trasy.

Formuła biegu jest nietypowa

Czas liczony jest tylko na dwóch odcinkach pod górę:

  • Tatrzańska Łomnica – Polski Grzebień – 16 km, +1700/-350 m
  • Zbójnicka Chata – Czerwona Ławka – 3 km, +460 m

Trzeba się też zmieścić w limitach: 3 godziny na Polskim Grzebieniu, 4 godziny i 45 minut przy Zbójnickiej Chacie (start drugiej czasówki), a całość – 8 godzin i 15 minut. Co oznacza, że na drugi odcinek 17 km, +650/-1750 m – jest 3 i pół godziny. Trzeba więc biec, a nie iść spokojnie do mety.

W obowiązkowym wyposażeniu są m.in. raczki o długości kolców minimum 10 mm.

Można też wybrać wersję Basic – 19 km i ok 900 m przewyższania z Tatrzańskiej Łomnicy na Hrebienok.

W zawodach swój akcent zostawiają nasi najlepsi górale. Bieg w wersji Extreme w 2015 roku wygrał Paweł Krawczyk, w 2014 trzeci był Marcin Świerc. Anna Figura wygrywała dwa razy (2014 i 2010), w 2012 była czwarta wśród kobiet. Jacek Żebracki wygrał w 2010, a w 2012 był drugi, Szymon Sawicki w 2012 zajął ósme miejsce. Niestety nie mogę znaleźć wyników z poprzednich 20 edycji.

W tym roku oprócz mnie, na liście jest Szymon Sawicki.

Józef Psotka

był jednym z najwybitniejszych himalaistów Słowackich. Dokonał pierwszych czechosłowackich wejść bez użycia tlenu na Kanczendzongę i Mount Everest. Zginął 16 października 1984 roku podczas schodzenia z Everestu.

Polski Grzebień, Tatry Wysokie, Słowacja, trening w Tatrach

Polski Grzebień, Tatry Wysokie. Fot. Jacek Frąckowiak

]]>
https://biegamwgorach.pl/ekstremalne-zawody-w-tatrach-xxxiii-memorial-jozefa-psotki/feed/ 0
Doliną Furkotną na Hruby Wierch https://biegamwgorach.pl/dolina-furkotna-na-hruby-wierch/ https://biegamwgorach.pl/dolina-furkotna-na-hruby-wierch/#comments Sun, 08 Oct 2017 17:20:24 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=6631 Środa, godzina 10, pakuję do biegowej kamizelki 4 batony i flask, wiatrówkę, czapkę, dwie zapasowe opaski na głowę, bluzę, podkoszulkę i rękawki. Jest jakieś 17 stopni, co oznacza, że w Szczyrbskim Jeziorze 15, a na grani 5, ale jest słonecznie i prawie bezwietrznie. Idealna pogoda na górskie wyrypki. Co prawda spadło ostatnio trochę śniegu, ale po południowej stronie Tatr jest jego naprawdę niewiele, a na grani nie spodziewam się go wcale. Zjadam pośpiesznie owocowe śniadanie (banany, grejpfruty i imbir), resztę bananów i dwa termosy z zieloną herbatą na drogę i na powrót pakuję do torby, wychodzę na szybko z Forkiem i o 10.30 jestem w aucie. Jazda z Kościeliska do Szczyrbskiego Jeziora to ponad 70 km i ok 1,5 godziny, ale uwielbiam tę trasę. Od Łysej Polany jadę z ciągłym widokiem na Tatry, najpierw piękne szczyty Tatr Bielskich – Murań, Hawrań, Płaczliwa Skała, a po potem leci Kieżmarski, Łomnica, Sławkowski, Gerlach… Czas mija szybko i już podziwiam Rysy nad Szczyrbskim Jeziorem. Znajduję miejsce na bezpłatnym parkingu.

Biegnę, 500 metrów nad jeziorko do rozstaju szlaków, a dalej czerwonym w górę. Szeroka szutrowa droga przez wiatrołomy, odsłonięte wszystkie szczyty. Jest bosko. Po ok 2,5 km dobiegam do kolejnego skrzyżowania, czerwony szlak prowadzi dalej w stronę Krywania, ja kieruję się żółtym w głąb Doliny Furkotnej. Można tę trasę zrobić od drugiej strony, Doliną Młynicką, ale ja bardziej lubię tę stronę, jest cieplejsza, bardziej nasłoneczniona. Wiem, że będę wracać Młynicką już w mrocznym cieniu.

Za rozstajem ścieżka się zwęża, jest bardzo techniczna, niby tylko lekko pod górę, ale ciężko się biegnie, nierówne kamienie, głazy, korzenie, ciężko utrzymać rytm. Po dalszych 2 km wybiegam z lasu, wyłaniają się szczyty otaczające Furkotne Plesa, kolejny drogowskaz (tu jest połączenie szlaku z tym, który biegnie zboczem Przedniego Soliska).

Dolina Furkotna, Tatry Słowackie, trasa biegowa

Dolina Furkotna

Ścieżka robi się bardziej biegowa, mniej nierównych skał, ale nadal pod górę. Zaczyna mocniej wiać, zakładam wiatrówkę, robię parę fotek. Biegnę już w skalnym, wysokogórskim terenie. Kolejne dwa kilometry, stromsze podejście na próg doliny i jestem przy pierwszym jeziorku. Na szlaku minęłam w sumie kilkanaście osób, wszyscy już idą w dół, tylko ja pędzę do góry. Kolejne strome podejście na kolejny próg i drugie jeziorko. Jest bosko. Pojawia się śnieg na szlaku. Biegnę raz po suchych skałach, raz po śniegu. Dookoła szczyty i granie. Widzę Bystrą Ławkę – wąską przełęcz na wysokości 2300 m, dalej Furkot, na który zamierzam wejść. Na podejściu na przełęcz mijanka z turystami, większa ekipa schodzi już w dół, a na przełęczy grupa młodzieży z przewodnikiem, tarabanują przejście.

Dolina Furkotna, Bystra Ławka, Tatry Słowackie, trasa biegowa

Podejście na Bystrą Ławkę

Zamierzam iść dalej granią, ale nie chce się przez nich przeciskać, więc schodzę na stronę Doliny Młynickiej. Tutaj mroczno, na skałach zmrożony, twardy śnieg i lód.  Zejście z Bystrej Ławski strome, jest ślisko, pomagam sobie zardzewiałym łańcuchem. Zbiegam parę metrów, po czym kieruję się w górę wydeptaną ścieżką na grań, na Furkot (2404 m). Prowadził tędy kiedyś szlak i widać jeszcze wyblakłe, żółte oznaczenia. Ścieżka znika pod śniegiem, trzeba przetrawersować zbocze, ale śnieg jest twardy jak lód, a ja – rzecz jasna – nie mam raków. Szukam przejścia w górę po skałach. Udaje się i po paru minutach dostaję się na grań, na szeroką przełęcz pod Furkotem. Na sam Furkot jest łatwe wejście.

Bystra Ławka, Furkot, Hruby Wierch, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Grań z Furkota na Hruby Wierch

Dalej grań wiedzie na Hruby Wierch (2428 m), mało śniegu, postanawiam spróbować. Nie jest już tak łatwo jak na Furkot, grań jest wąska, spora ekspozycja, czasami przechodzę okrakiem, szukam stopni i trzymam się ostrza grani. Widać, że niektóre trudniejsze miejsca da się obejść ścieżką poniżej, ale teraz zalega tam śnieg, jedno poślizgnięcie i lecisz w dół, spora ekspozycja. Idę ostrzem grani. Ale jest fajnie. Wiatr, który dokuczał w dolinie tutaj ustał zupełnie, słońce grzeje. No i jestem na Hrubym. Godzina 15.30. 1,5 godziny zeszło na robienie zdjęć i przystanki, ale dzisiaj to ma być wycieczka dla przyjemności, a nie trening.

Hruby Wierch, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Hruby Wierch

I teraz coś mnie podkusiło, czy mało mi przygód, czy trochę boję się wracać tą granią i znów walczyć ze śniegiem, wymyślając, jak go obejść, ale postanawiam iść dalej granią i zejść do Doliny Młynickiej na wysokości Kolistego Stawu. To jest głupi pomysł, ale jak głupi uświadamiam sobie dopiero godzinę póżniej. Idę trochę ostrzem grani, czasami boczkiem po trawach, ale nie ma żadnej ścieżki, a to co wydaje mi się ścieżką jest przejściem dla kozic. To znaczy, że mało kto tędy chodzi i nie wiadomo, czy jest dalej bezpieczny wycof do doliny. Dodatkowo jest sporo śniegu na zboczu, próbuję zejść w dół po piargach i śniegu, ale zatrzymuje mnie ziejąca poniżej ekspozycja i progi skalne.

Wracam na grań, idę dalej, ale dochodzę do takich skał, których nie jestem w stanie przejść bez asekuracji. Postanawiam wrócić. Znowu omijanie połaci śniegu, skały, grań. Po godzinie, o 16.30 jestem w punkcie wyjścia, na Hrubym Wierchu. Nauczyłam się szybko, żeby nie łazić tam, gdzie nikt nie chodzi. Wracam granią na Bystrą Ławkę. Jest cudownie! Jeszcze cudniej niż przedtem, jeszcze ciszej, słońce jest niżej, nie ma już zupełnie ludzi, ani w jednej, ani w drugiej dolinie, ani na przełęczy. Nie żałuję ani przez moment, że straciłam tę godzinę na błądzenie.

Grań na Furkot i Hruby Wierch, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Grań na Furkot i Hruby Wierch

Dolina Młynicka pogrąża się w mroku. Grań Soliska skutecznie zatrzymuje wszystkie promienie słońca w Dolinie Furkotnej. Jest tak błogo, że nie chce mi się wracać. Zupełnie zapominam, że po 18 powoli zapada zmrok, a pewnie czeka mnie bieg przez las, ale w ogóle teraz o tym nie myślę. Dopiero grubo po 17 zbiegam do Doliny Młynickiej, już ubrana w bluzę, a potem jeszcze czapkę i wiatrówkę. Jest zimno, mroczno i szaro. W całej dolinie nie ma żywej duszy poza kilkoma kozicami, które spotykam przy szlaku.

Wreszcie dobieram się do wody. Od wejścia na Bystrą Ławkę nic nie piłam! Uzupełniam flask i chowam do kieszonki kamizelki, żeby lodowata górska woda choć trochę się ogrzała. Jestem na tym szlaku pierwszy raz. Zbiega się ciężko. Nierówne głazy, kamienie, to nie są polskie ułożone chodniki. Ale do szlaków w Tatrach Słowackich jestem przyzwyczajona. Są dużo bardziej alpejskie. Tam też nikt nie bawi się w układanie skalnych chodników dla wygodnych turystów. Zbieg się dłuży, wolno tracę wysokość, 1900 m, 1800, 1700… wreszcie wbiegam do lasu, ścieżka robi się bardziej biegowa, mniej skał. Ale pojawiają się korzenie i robi się szaro. Jestem sama. Zaczynam się bać spotkania z niedźwiedziem. Śpiewam pod nosem, żeby dać jakiś ludzki znak. Wreszcie jacyś ludzie przede mną, ufff. Mijam ich szybko i od tego momentu już biegnie mi się przyjemnie, po chwili wybiegam z lasu na łąki, jestem na wysokości 1400 m. Zaraz będę w miasteczku. Szeroka ścieżka, potem asfalt. Mogę biec poniżej 5:00, wreszcie mogę szybko biec. Dwa kilometry swobodnego biegu bez patrzenia na to, co pod stopami.

Gdy dobiegam do samochodu jest już prawie ciemno. Jestem głodna, przez 7 godzin zjadłam 4 batony, a wcześniej tylko banany i inne owoce. Tylko co ja tutaj mam? Dwa termosy zielonej herbaty, kilka bananów i mandarynki. Musi starczyć na 1,5 godziny jazdy do domu. Nie czuję zmęczenia, w głowie setki pięknych obrazów i przeżyć. Pełnia szczęścia.


Dolina Młynicka, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Dolina Młynicka, Foto Jacek Frąckowiak

Grań na Hruby Wierch, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Grań na Hruby Wierch, Foto. Jacek Frąckowiak

Dolina Furkotna, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Dolina Furkotna

Furkot, Hruby Wierch, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Grań z Furkota na Hruby Wierch

Furkot, Hruby Wierch, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Furkot i Dolina Furkotna

Grań na Furkot i Hruby Wierch, Tatry Wysokie, trasa biegowa

Dolina Furkotna

Grań na Furkot i Hruby Wierch, Dolina Furkotna Tatry Wysokie, trasa biegowa

Dolina Furkotna

Bystra Ławka, Dolina Furkotna Tatry Wysokie, trasa biegowa

Bystra Ławka, Dolina Młynicka

]]>
https://biegamwgorach.pl/dolina-furkotna-na-hruby-wierch/feed/ 2
Doliną Zadnich Koperszadów na Jagnięcy Szczyt https://biegamwgorach.pl/jagniecy-szczyt/ https://biegamwgorach.pl/jagniecy-szczyt/#comments Mon, 11 Sep 2017 08:51:35 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=6469
Jagnięcy Szczyt na biegowo

Jagnięcy Szczyt przed burzą

Chcę Wam przedstawić piękną trasę, w mało znane zakątki Tatr Bielskich i Wysokich, której głównym celem jest Jagnięcy Szczyt (2230 m n.p.m.) – pierwszy  wybitny szczyt Tatr Wysokich na wschodzie, leżący w Głównej Grani Tatr.

Pewnie mało kto z Was słyszał o Dolinie Zadnich Koperszadów? A to przez tę dolinę wiedzie duża część trasy, między Tatrami Bielskimi a Wysokimi. Z lewej strony podziwiamy piękne szczyty Tatr Bielskich – Hawrań i Płaczliwą Skałę, a prawej skalistą główną Grań Tatr.

Całość trasy: 25 km, +1700 m, link tutaj

No to lecimy!

1 etap: Przełęcz pod Kopą – 8,5 km +830/-80 m

To całkiem biegowy odcinek, bardziej zaawansowany biegacz wbiegnie całość bez problemu. Na tym odcinku mamy dużo wody, więc można wystartować bez zbędnego ciężaru.

Zaczynamy w Tatrzańskiej Jaworzynie, auto można zostawić przy drodze lub na małym, niepłatnym miejscu parkingowym. Początkowo biegniemy świeżo wylanym asfaltem, po 2 km wbiegamy na polanę, nad którą góruje szara ściana Murania. Tutaj szlak się rozwidla, my kierujemy się w lewo przez mostek nad Jaworowym Potokiem (szlakiem niebieskim).

Biegniemy dalej delikatnie pod góre, szeroką szutrową ścieżką przez las. Robi się stromiej, ale można swobodnie biec. Szlak skręca wyraźne w lewo i teraz biegniemy wzdłuż Potoku Koperszadzkiego, gdzie zaczyna się Dolina Zadnich Koperszadów. To bardzo przyjemny odcinek trasy, w pięknym lesie, wzdłuż potoku, po lewej stronie ciekawe skałki. Zawsze bardzo dobrze mi się tutaj biegnie. To jest świetny odcinek na mocniejszy trening.

Dolina Zadnich Koperszadów, Tatry Bielskie, Przełęcz pod Kopą

Dolina Zadnich Koperszadów

W tych pięknych okolicznościach, po 6 km od startu, dobiegamy do miejsca z ławeczkami i niedźwiedziami, zwanego Skoruszową Krzyżówką (1400 m). Niedźwiedzie okazują się sztuczne, ale można się przestraszyć. Tutaj warto nabrać wodę w strumieniu na dalszą część wycieczki. Kolejny wodopój będzie dopiero w Schronisku nad Zielonym Stawem, za Jagnięcym Szczytem. Warto zaopatrzyć się zapas 1 litra wody.

Za tym punktem wbiegamy na rozległą polanę, ukazują się nam wapienne zbocza Hawrania i Płaczliwej Skały po lewej i skaliste Tatry Wysokie po prawej stronie. Na południu dolinę zamyka Główna Grań Tatr i Przełęcz pod Kopą. Biegniemy wąską ścieżką, lekko pod górę, a potem coraz stromiej, stokiem doliny. Na chwilę zielone trawy zastępują świerki, ale szybko wybiegamy ponad granicę lasu. Warto się tutaj zatrzymać i rozejrzeć dookoła. W dole zostawiliśmy piękną zieloną dolinę, po prawej stronie strzeliste szczyty Tatr Wysokichm, górujący Jagnięcy Szczyt i piękna Jagnięca Grań.

Po 2,5 km od punktu z ławeczkami wbiegamy na Przełęcz pod Kopą (1750 m). Szlak prowadzi dalej w dół do Doliny Białych Stawów, ale my kierujemy się wydeptaną ścieżką w stronę wschodniej grani Jagnięcego Szczytu.

Na grani Jagnięcego Szczytu, w dole Dolina Białych Stawów

Na Koperszadzkiej Grani, w dole Dolina Białych Stawów

2 etap: Jagnięcy Szczyt – Białe Stawy – Przełęcz pod Kopą 8km, +800/-780 m

Ten etap jest już mniej biegowy, częściowo taternicki i trudny technicznie. Z Przełęczy pod Kopą na Jagnięcy Szczyt nie prowadzi żaden szlak i mogą tędy przejść tylko osoby, które się wspinają i należą do klubu górskiego lub w towarzystwie uprawnionego przewodnika.

Ten odcinek (Koperszadzka Grań) należy do Głównej Grani Tatr. Można wybrać wariant trudniejszy, ściśle granią, albo łatwiejszy – wydeptaną ścieżką trawersującą grań, orientację ułatwiają kopczyki.

  • alternatywna trasa  to zbieg czerwonym szlakiem do Doliny Białych Stawów, dalej do Zielonego Stawu i żółtym szlakiem na Jagnięcy Szczyt – tak samo jak droga powrotna.

Z Przełęczy pod Kopą na Jagnięcy jest ok 500 m przewyższenia i 2 km. Widoki zapierają dech w piersiach, odsłaniają się kolejne szczyty Tatr Wysokich, a za plecami zostawiamy piękne Tatry Bielskie.

Granią na Jagnięcy Szczyt, w dole Dolina Zadnich Koperszadów

Granią na Jagnięcy Szczyt, w dole Dolina Zadnich Koperszadów

Po wdrapaniu się na Jagnięcy Szczyt (2230 m) zbiegamy szlakiem prowadzącym do Zielonego Stawu Kieżmarskiego.

Ale zanim zbiegniemy, tutaj nie można się nie zatrzymać na dłużej, widok jest po prostu bajkowy. Przed nami od lewej: Mały Kieżmarski, Kieżmarski Szczyt, Grań Wideł, Łomnica, Pośrednia Turnia, Durny Szczyt, Mały Durny, Czarny Szczyt, Baranie Rogi, Kołowy Szczyt i Lodowy Szczyt. Na wprost poniżej Jastrzębia Turnia.

Zbieg do Zielonego Stawu wcale nie jest biegowy, skały, piargi i stromo. To jeden z trudniejszych zbiegów na tatrzańskich szlakach. Jeśli myślicie o biegach w cyklu Skurunning Extreme, warto się tutaj wybrać i poćwiczyć technikę. Na 2,5 km odcinku mamy 700 metrów zbiegu w naprawdę trudnym terenie. Ale widoki nadal są przepiękne, zbiegamy wprost na przecudny Zielony Staw Kieżmarski. W schronisku można się posilić i chwilę odpocząć podziwiając szczyty i skaliste ściany tym razem z dołu.

Jagnięcy Szczyt na biegowo

Jagnięcy Szczyt, w oddali słychać już burzę

Ze schroniska kierujemy się czerwonym szlakiem na północ, do Doliny Białych Stawów. Cały czas delikatnie w górę, po skałkach, biegniemy ok 2,5 km, dobiegając do Wielkiego Białego Stawu. Tutaj kolejne rozwidlenie, w prawo zielony szlak prowadzi do Doliny Rakuskiej, my kierujemy się w lewo dalej czerwonym szlakiem na znajomą nam Przełęcz pod Kopą. Odcinek od Zielonego Stawu do Przełęczy pod Kopą to część trasy zawodów Ultra Janosik.

3 etap: Przełęcz pod Kopą – Jaworzyna 8,5 km +80/-830 m

Najłatwiejszy odcinek, znamy go z podbiegu. Nie ma tutaj żadnych trudności technicznych, przyjemnie się zbiega najpierw wąską ścieżką przez łąkę, później szerokim szutrowym szlakiem przez las. Najbardziej dłużą się dwa ostanie kilometry asfaltem, dlatego można tutaj zrobić rytmy czy przyspieszenia, żeby odmulić nogi.

To jedna z moich ulubionych tras w Tatrach.

Zdjęcia z czerwca i sierpnia tego roku.

Zielony Staw Kieżmarski, Tatry Wysokie

Burzowo nad Zielonym Stawem Kieżmarskim

Niestety tę wycieczkę można zrobić w całości tylko w okresie letnim – od 16 czerwca do 31 października. Dolina Jaworowa, odcinki między Zielonym a Białymi Stawami, na Przełęcz pod Kopą oraz wejście na Jagnięcy Szczyt są zamknięte dla turystów 1 listopada do 15 czerwca.

  • Zimowe trasy biegowe w Tatrach Słowackich opisywałam tutaj

 

]]>
https://biegamwgorach.pl/jagniecy-szczyt/feed/ 3
Jak w 8 tygodni przygotowałam się do Ultra Skymarathon Gran Paradiso https://biegamwgorach.pl/jak-przygotowalam-sie-do-gran-paradiso/ https://biegamwgorach.pl/jak-przygotowalam-sie-do-gran-paradiso/#comments Mon, 10 Jul 2017 06:39:34 +0000 http://biegamwgorach.pl/?p=6102 To bieg rozgrywany co dwa lata we włoskich Alpach, w Parku Narodowym Gran Paradiso, 52 km, 4300 m w pionie. W tym roku należy do Pucharu Świata Skyrunning Extreme, razem z dwoma innymi biegami: Tromso Skyrace i Glen Coe Skyline. Byłam zapisana na wszystkie 3 biegi, ale cheap windows 7 key im bliżej było początku sezonu, tym coraz bardziej wątpiłam, czy w którymkolwiek pobiegnę.
www.licensekeysale.com
buy Windows 10 Pro Key
Wyszło tak, że miałam 7 tygodni przygotowań, praktycznie od zera, pod te zawody

Royal Ultra Skymarathon Gran Paradiso, profil trasy

Royal Ultra Skymarathon Gran Paradiso, profil trasy

Ale od początku

Od grudnia prawie nie biegałam, liczby mówią same za siebie (w październiku też nie biegałam, wyjątek stanowił listopad).

  • grudzień – 100 km
  • styczeń – 60 km
  • luty – 27 km
  • marzec – 70 km
  • kwiecień – 15 km

Jak widzicie, w 5 miesięcy zrobiłam tyle, co inne biegaczki robiły w tym czasie w dwa tygodnie.

Tak naprawdę nie martwiło mnie to, że mało biegam, ale że nie mam na to siły, że jestem ciągle słaba i chora. Chodziłam trochę na skitury, bo to wymagało mniej wysiłku, to taki spacer, ale i tak nie było tego za wiele, a po każdej turze łapało mnie mega osłabienie lub przeziębienie workhospitality.com.au i musiałam kilka dni odpoczywać. Szczegóły tego, jak bardzo cierpiałam, gdy kilka dni pod rząd, kilka razy w miesiącu, leżałam w łóżku lub nie miałam siły, by wyjść z domu, gdy za oknem była piękna, słoneczna zima, niech pozostaną tylko dla najbliższych.

Wykaraskałam się z tego dzięki jodze, masażom, suplementom i lekom na sen. Gdy tylko zaczęłam lepiej spać, mogłam biegać. Zależność dziecinnie prosta. Przytyłam, nie ważę już 52-53 kg jak w ostatnich 4 latach, ale 56, tyle ile ważyłam, gdy zaczynałam biegać. Nie mam porównania w postaci badań składu ciała, ale widzę i czuję, że mam więcej mięśni.

Pierwsze bieganie w maju

Zaczęłam w miarę regularnie truchtać w połowie maja. A pierwszy bieg, kiedy poczułam, że zaczyna mi się dobrze biegać był 26 maja. Potem było już coraz lepiej. Od połowy czerwca nie czułam już osłabienia następnego dnia po dłuższym bieganiu. Mówię o osłabieniu całego organizmu, nie o keystonegate zmęczeniu mięśni.

Początek był ciężki. Po dłuższym biegu w górach miałam mega zakwasy w czwórkach nawet przez 3 dni. Musiałam kilka dni odpoczywać, żeby znowu móc biegać. Stąd wziął się pomysł na rower, na szosówce można sobie spokojnie jechać i niewiele się męczyć.

Dopiero w połowie czerwca zaczęłam realnie myśleć, że chciałabym pobiec w Gran Pardiso.

Wyszło mi, że mam 8 tygodni treningu + 1 tydzień przed zawodami na tapering. Cały czas nie byłam (i nie jestem nadal) pewna, czy wystartuję, wszystko uzależniam od samopoczucia. Biegam również bardziej na wyczucie niż według jakiegoś przemyślanego planu.

Mała Wysoka, Tatry, bieganie, biegaczka, owczarek niemiecki

Mała Wysoka z Forkiem. Fot. Jacek Frąckowiak

Co zrobiłam przez 8 tygodni?

Postawiłam na treningi, które najbardziej odzwierciedlają wysiłek na zawodach, nie potrzebowałam szybkości, potrzebowałam siły na stromych podejściach, mocy na zbiegach i sprawności w technicznym terenie. Podaję tylko mocniejsze jednostki w okresie od 15 maja windows 10 key cheap do 9 lipca. Mocniejsze w moim aktualnym odczuciu. Bo czy trekking to mocny trening, albo bardzo wolny podbieg, na którym ledwo dyszę i wchodzę w próg beztlenowy?

1 tydzień
  • trekking i delikatne bieganie w dół 24 km, +1400 (Zawrat i Pięć Stawów)
  • wybieganie 15 km, +1100 (Giewont)
  • wybieganie 26,5 km, +2000 (Czerwone Wierchy i Kasprowy)

Razem: bieganie 84 km, +4800

To bieganie to było mega człapanie, zero siły pod górę, po zbiegach czwórki bolały mnie przez kilka dni.

2 tydzień
  • trekking na Kieżmarski Szczyt (zero biegania) 22 km, +1900
  • szosa bardzo spokojnie 74 km, +830

Razem: bieganie 19 km, +500, rower 74 km, +830, trekking 22 km, +1900

3 tydzień

Razem: bieganie 60 km, +4200, rower 12 km

Bardzo zmęczyła mnie Łomnica i kolejne wybieganie, długo czułam ból w czwórkach, potrzebowałam dwa dni odpoczynku w następnym tygodniu.

Bieg ciągły pod górę to bardzo mocny trening pod biegi górskie, szczegółowo opisuję go tutaj.

4 tydzień
  • szosa 60 km, +800
  • wybieganie 34 km, +2500 (Koprowy Szczyt, Zawrat, Świnica)
  • szosa 80 km, +1500

Razem: bieganie 34 km, +2500, rower 140 km, +2300

To był luźniejszy tydzień, odpoczęłam i w kolejnym mogłam więcej i mocniej pobiegać.

5 tydzień
  • 30 minut bieg ciągły w drugim zakresie pod górę
  • wybieganie z mocnymi podejściami, 26 km, +2000 (Kościelec, Świnicka Przełęcz, Kasprowy)
  • wybieganie podchodzące pod 2 zakres, 19 km, +430

Razem: bieganie 66 km, +3200, rower 13 km, trekking 10 km, +400

Dolina Białej Wody, Tatry, bieganie, biegaczka

Dolina Białej Wody nad Stawem Litworowym

6 tydzień
  • szosa 70 km, +720
  • wybieganie 31 km, +1800 (Mała Wysoka, Polski Grzebień, Rohatka)
  • 25 minut bieg ciągły w drugim zakresie pod górę

Razem: bieganie 70 km, +3400, rower 70 km, +720, trekking 10 km, +400

7 tydzień
  • wybieganie 18 km, +1900 (Mała Wysoka, Polski Grzebień)

I to bo by było na tyle. Byłam bardzo zmęczona po ostatnich dwóch mocnych tygodniach, postanowiłam odpocząć i zabiwakować w Dolinie Białej Wody na 4 dni. Zwiedziłam sobie Dolinę Ciężką, Kaczą i bajkową Dolinę Świstową. Sił starczyło mi tylko na jedno dłuższe wybieganie i mocny trening z kijami w skalistym terenie. Byliśmy z Forkiem na Polskim Grzebieniu, Małej Wysokiej i w Śląskim Domu. Forek wymiatał i zaliczył trudne wejście na Polski Grzebień od strony słowackiej, gdzie niejeden turysta ma spore problemy na łańcuchach 😉 Poza tym dzielnie bronił przed niedźwiedziami na biwaku. Zuch! W piątek wyjazd do Andory, trzy dni w podróży i dzięki temu wyszedł taki lajtowy tydzień na regenerację.

Razem: 40 km i +2700, w tym 18 km na biegowo.

Dolina Białej Wody, Tatry, biwak

Dolina Białej Wody

8 tydzień

Ten tydzień już w Andorze! 3 dni podróży trochę mnie zmęczyły i nie chciałam przesadzać z bieganiem. Zrobiłam tylko dwie dłuższe wycieczki biegowe.

  • 17 km, +2000 (w tym techniczna grań Cresta dels Malhivers)
  • 18 km, +1650 (z czego ok 10 km granią na wysokości 2700-2900)

Poza tym trochę truchtania, rytmy i 1500 m pływania. Szkoda, że rozcięłam rękę w górach, bo świetnie mi się pływało!

Razem: 55 km, +4600 m

W Pirenejach wszystkie szlaki są mega techniczne, na 10 km możesz zrobić już 2000 metrów w pionie! Tatry się nie umywają. Przez ten tydzień może dużo nie pobiegałam, ale zrobiłam trudną grań na żywca i trochę wyższych i technicznych górek: Pic de Cataperdis (2806) i Pic de Angonella (2815), Medecorba (2912), Roca Entravessada (2925), Pic de Baiau (2881), Comapedrosa (2942), Pic de Casamanya (2749), Pic de Estanyo (2915), Pic de Cabaneta (2863), Cap de la Serrera (2724) i Pic de la Serrera (2913). To wszystko jest częścią trasy Els2900, zawodów, które zamierzam zrobić w październiku, 70 km, 6700 m w pionie, 7 szczytów powyżej 2900 m i grań Cresta dels Malhivers.

Co robiłam dodatkowo?

Wyżej opisałam tylko mocne jednostki, dodatkowo robiłam

  • rozbiegania w dni regeneracyjne od 5 do 14 km + ew. rytmy dla odmulenia
  • joga – 4 – 6 dni w tygodniu (na początku więcej)
  • termy, sauna, kąpiele borowionowe – raz na tydzień lub dwa
  • spacery z Forkiem – codziennie 😉

Tygodniowo (wszystkie treningi: joga, rower, bieganie, trekking) zajmowały mi od 14 do 16 godzin, robiłam 4-5 tys. metrów w pionie.

Najbardziej z tego wszystkiego cieszy mnie to, że pobiegałam sporo w technicznym terenie i mogłam potrenować zbiegi i szybkie zejścia. Tego się nie zapomina, ale można wyjść z wprawy. Ostatnio w trudnym terenie biegałam 30 września 2016 roku! (Orla Perć na szybko), to 9 miesięcy przerwy (Łomnica na lekko, 29 maja 2017 roku).

Z trudniejszych technicznie szlaków w Tatrach zaliczyłam: Kieżmarski Szczyt, Łomnicę, Koprowy Wierch, Świnicę, Kościelec, Rohatkę, 2 x Małą Wysoką, 3 x Polski Grzebień + ostatni tydzień Pireneje.

Tydzień przed startem

Mam 5 dni do zawodów. Planuję jeszcze zrobić jakiś mocniejszy podbieg na jakieś 2700 m tutaj w Pirenejach. Jutro jedziemy nad Morze Śródziemne na dwa dni, żeby trochę poodpoczywać, a w czwartek do Włoch do schroniska w Alpach, gdzie będzie start Gran Paradiso.

Opisałam to wszystko jako trening pod Gran Pardiso. Ale tak nie było. Zaczęłam biegać i trenować, nie myśląc o konkretnym starcie. Do końca nie wiem, czy wystartuję, zapisałam się dopiero w niedzielę. Nie jestem w jakiejś super formie, ale czuję się dobrze. Biegając tutaj w Pirenejach uświadomiłam sobie, że najbardziej rajcuje mnie trening, poznawanie nowych gór, zawody to tylko miły dodatek.

W Pirenejach jest cudnie i na pewno wrócę tu za rok. Sami zobaczcie!

Pireneje, trening, bieganie, biegaczka Pireneje, trening, bieganie, biegaczka Pireneje, trening, bieganie, biegaczka, Comapedrosa Pireneje, trening, bieganie, biegaczka Pireneje, trening, bieganie, biegaczka, Comapedrosa Pireneje, trening, bieganie, biegaczka Pireneje, trening, bieganie Pireneje, trening, bieganie, biegaczka, Comapedrosa Pireneje, trening, bieganie, biegaczka, Comapedrosa Pireneje, trening, bieganie, grań Pireneje, trening, bieganie, biegaczka Pireneje, trening, bieganie, biegaczka Pireneje, trening, bieganie Pireneje, trening, bieganie Pireneje, trening, bieganie, biegaczka

]]>
https://biegamwgorach.pl/jak-przygotowalam-sie-do-gran-paradiso/feed/ 1